Archive for Kwiecień, 2012

Emma Peel — ikona feminizmu

Współczesny ruch feministyczny miał swoje początki w latach sześćdzie­siątych dwudziestego wieku za sprawą pisarek i aktywistek, takich jak Glo­ria Steinem i Betty Friedan. Jak wspomnieliśmy w poprzednich rozdzia­łach, założenia feminizmu sięgają wiele stuleci wstecz. Jednak to właśnie swingujące lata sześćdziesiąte były epoką społecznej transformacji i po­wstania ruchów walczących o prawa obywatelskie, prawa gejów i wielu in­nych grup. Może się to niektórym wydawać dziwne, ale nie kto inny tylko krytyk społeczeństwa Camille Paglia uznała postać Emmy Peel z telewi­zyjnego serialu Rewolwer i melonik za ikonę feminizmu.

Emma Peel, której postać odtwarza Diana Rigg, była i jest wzorcem dla współczesnej kobiety. Niezależna, wykształcona i mająca własny styl

jest wszystkim, czym dobrze ubrany superszpieg być powinien. Ostat­nimi czasy nową ikoną została Wojownicza Księżniczka Xena, jednak Emma Peel jest uosobieniem o wiele większej subtelności i finezji. Nie jest to po prostu kobieta, która może pobić mężczyzn, chociaż robi to w każ­dym odcinku. Jest to kobieta, której współczynnik inteligencji pozwala uznać ją za geniusza, do tego ma niezwykłą sprawność fizyczną, jest nieza­leżna społecznie i finansowo. Jest osobą cywilną, która regularnie współ­pracuje z Johnem Steedem, dandysowatym pracownikiem brytyjskiego wy­wiadu — razem zwalczają oni różnego rodzaju diaboliczne umysły dążące do podboju świata. Ta żeńska wersja Jamesa Bonda nigdy nie wykorzystu­je swoich kobiecych cech do pokonania swoich przeciwników — jako mi­strzyni sztuk walki po prostu wykopuje im z głowy złe zamiary.

Emma Peel, karateka, jednak bardzo stylowa bohaterka telewizyjnego serialu Rewolwer i melonik, była dla wielu przedstawicielek ruchu wal­ki o prawa kobiet ikoną feminizmu swingujących lat sześćdziesiątych, w którym to czasie rodził się współczesny feminizm.

Nie dziwi zatem pojawienie się tego rodzaju postaci w okresie społeczno-kulturalnego zamętu i walki kobiet o równouprawnienie. Emma Peel była więcej niż równa większości mężczyzn, nie tracąc ani źdźbła ze swojej kobiecości. Kobieta walcząca o swoje prawa, a mimo to przej­mująca cechy mężczyzn, którzy oglądali ją po drugiej stronie szklanego ekranu, osiągnęła pyrrusowe zwycięstwo. Współczesne kobiety powinny oglądać powtórki serialu Rewolwer i melonik, aby zobaczyć feministyczny wzorzec postaci w akcji.

The Prisoner

Jest to jeden z najdziwniejszych i wyjątkowych seriali telewizyjnych, jakie kiedykolwiek nakręcono. Można w nim dostrzec bogactwo tradycji filo­zoficznych, które składają się na niezwykłe doświadczenie widza.

Jest to surrealistyczna i alegoryczna opowieść o tajnym agencie, któ­ry nagle, co jest zupełnie zaskakujące, rezygnuje z pracy, i równie nie­spodziewanie zostaje porwany i przeniesiony do dziwnej społeczności o nazwie The Village. Wszyscy zwracają się do niego określeniem Nu­mer 6., jest poddawany serii przesłuchań, niektóre z nich są ciężkie, inne bardziej subtelne, w celu ustalenia przyczyny rezygnacji. Władze nie ak­ceptują faktu, iż była to po prostu kwestia sumienia.

W serialu tym poruszonych jest wiele problemów filozoficznych, a jego wierni fani po dziś dzień dyskutują o jego licznych znaczeniach, czego dowodem są spotkania, fankluby i strony internetowe. Głównym motywem filozoficznym pojawiającym się we wszystkich siedemnastu odcinkach jest opozycja jednostki i społeczeństwa. Buntowniczy okrzyk Numeru 6.: „Nie jestem numerem! Jestem wolnym człowiekiem!”, na któ­ry reakcją jest diaboliczny śmiech jego ostatniego oprawcy, rozpoczyna niemal każdy odcinek. Numer 2. to menedżer zarządzający The Village, składający sprawozdanie nigdy niepokazanemu Numerowi 1. W każdym odcinku pojawia się nowy Numer 2., ponieważ menedżerowie są wymie­niani, gdy ich próby złamania Numeru 6. nie odnoszą skutku.

The Village jest mikrokosmosem odzwierciedlającym rzeczywisty świat. Właściwie jednak do końca nie wiadomo, czym tak naprawdę jest. W niektórych odcinkach jest to wyspa, w innych znajduje się on na wy­brzeżu Litwy, a w ostatnim wydaje się miejscem niezbyt odległym od Lon­dynu. Nie są to udziwnienia spotykane w wielu serialach telewizyjnych.

Geograficzna lokalizacja The Village wydaje się jednak nie mieć zna­czenia. Wszyscy jesteśmy jej mieszkańcami, należymy do społeczeństwa Wielkiego Brata lub, jak to określono w serialu Z archiwum X, „komplek­su wojskowo-przemysłowo-rozrywkowego”, który rządzi światem. Będą­cy figurantem Numer 2. jest jedynie przedstawicielem niewidzialnych sił naprawdę rządzących światem, w którym prawdziwe indywidualności są łamane, zazwyczaj nie poprzez przemoc, ale na przykład przez nad­mierne wygody i odmóżdżającą rozrywkę. Ludzie mogą nie wiedzieć, gdzie, dajmy na to, leży Kosowo, ale bez wątpienia umieją podać nazwi­ska wszystkich bohaterów nowej wersji reality show Ryzykanci. To właśnie społeczeństwo, przed którym ostrzega nas serial The Prisoner, to właśnie społeczeństwo, którym się staliśmy.

Czy jesteś obserwowany?

W serialu The Prisoner The Village jest miejscowością, w której wszyscy mieszkańcy są poddawani ciągłej inwigilacji audiowizualnej. W 1967 roku mogło to być science fiction, ale dziś, w epoce wszechobecnych kamer na podczerwień, które mogą „widzieć” przez ściany, rzeczywi­stość wyprzedziła wyobraźnię scenarzystów.

The Prisoner czterdzieści lat temu był serialem science fiction, ale rze­czywistość na wiele sposobów przerosła wyobraźnię scenarzysty. Ol­brzymia baza danych umożliwia natychmiastowy dostęp do wszystkich osobistych i prywatnych informacji o mieszkańcach. Ukryte kamery umożliwiają ciągłą inwigilację. Dzisiaj w wielu lokalnych społecznoś­ciach, ku satysfakcji jednych i gniewowi innych, instaluje się w miej­scach publicznych kamery, które przekazują zapisany obraz Twojej twa­rzy do wielkiej bazy danych.

Symbolizm serialu The Prisoner ma swoje filozoficzne implikacje. W jednym z odcinków pokazano grę w szachy, przy czym szachownica ma rozmiar boiska, a figurami są ludzie. Czy życie to jedynie gra, czy je­steśmy po prostu marionetkami, którymi kierują niewidoczne siły?

W odcinku zatytułowanym The SchizoidMan Numer 6. jest poddany praniu mózgu i wmawia mu się, iż jest klonem samego siebie wysłanym po to, by doprowadzić siebie do szaleństwa. Filozoficzne pytanie o tożsa­mość jest podstawą klasycznego chwytu w serialach z lat sześćdziesiątych dwudziestego wieku, polegającego na przydaniu bohaterowi złego bliź­niaka. (Kapitan Kirk przeżył kilku przez te wszystkie lata).

Filozofia poza szkolną klasą

Filozofia nie jest, jak formy Platona, mglistą kroplą gdzieś w eterze. Jest raczej jak uniwersalia Arystotelesa umieszczone w duchu naszego czasu. Filozofia istnieje poza klasą czy zakurzonymi półkami rzadko odwiedza­nej biblioteki. To żyjąca, wyraźna siła.

Filozofię można odnaleźć na małym ekranie. Nie na kanale MTV czy w programach typu „reality show” — choć jeśli o te chodzi, można akurat zadać stare jak świat pytanie: „Czym jest rzeczywistość?”. Gdyby rzeczywiście bohaterowie tego typu programów odzwierciedlali przekrój społeczeństwa, wówczas Armagedon byłby pewnie bliski.

Musisz być odrobinę nietolerancyjny, szukając filozofii w telewi­zji, lecz ona tam jest — gotowa do wzięcia. Jednymi z najlepszych źró­deł, w których można znaleźć głębokie pytania filozoficzne i głębokie przemyślenia ich dotyczące, są filmy i seriale science fiction zeszłych lat. Science fiction i fantasy są idealnymi nośnikami do zadawania prowoku­jących i złożonych pytań, które intrygowały i zdumiewały ludzkość przez tysiąclecia.

StarTrek

Najsłynniejszym serialem science fiction, który wytrzymał próbę czasu i wciąż powraca w nowych wcieleniach, jest Star Trek. Dla naszych po­trzeb skrócimy tę dyskusję do pierwszego i pod wieloma względami naj­lepszego wydania — oryginalnego Star Treka z lat sześćdziesiątych, zna­nego obecnie jako „Klasyczny Trek”. Star Trek to coś więcej niż zwykła „opera kosmiczna”. To pełen przemyśleń i prowokujący do myślenia se­rial telewizyjny, bogaty w filozoficzne wejrzenia.

Dla tych, którzy nie pochodzą z planety Ziemia: Star Trek to kroniki wypraw U.S.S. Enterprise, kosmicznego statku należącego do Federacji Pla­net, który bada galaktykę w dwudziestym trzecim wieku. Kapitan James T. Kirk, pierwszy oficer Mr. Spock, wybuchowy Dr McCoy i cała resz­ta to popkulturowe ikony i współczesne archetypy, załoga współczesnej

mitologii. Znacie na pamięć ich deklarację, by odkrywać dziwne, nowe światy, szukać nowego życia i nowych cywilizacji, śmiało wkraczać tam, gdzie nie dotarł jeszcze żaden człowiek.

Oczywiście ta deklaracja została zmieniona na „gdzie nikt jeszcze nie dotarł” w Star Trek: Następne pokolenie — choć kapitan Kirk powtarza ją jako ostatnie zdanie dopiero w Star Trek VI: Wojna o pokój (to ostatni film, w którym występuje oryginalna obsada). To sprytnie, bowiem czyni Kirka osobą łączącą pokolenia.

Rysowanie mandali

To popularna w kręgach New Age czynność mająca na celu pomóc ry­sującemu. Jest formą terapii przez sztukę służącą dokonaniu autoana­lizy i ewentualnie nawiązaniu kontaktu z dobrem. To kolejna antyczna tradycja.

Czym jest mandala?

Mandala to kołowy diagram zazwyczaj wypełniony kolorowymi obrazami odzwierciedlającymi kulturę, z jakiej pochodzi rysujący. Słowo „manda­la” oznacza w sanskrycie okrąg, a buddyści i hinduiści używali jej dla udo­skonalenia medytacji. Mandala to rysunkowa reprezentacja wszechświata. Chociaż słowo to utożsamiane jest z religiami Wschodu, każda kultura na swój sposób uświęca okrąg. Dla osób o inklinacjach duchowych i filo­zoficznych okrąg jest czymś więcej niż kształtem geometrycznym.

Platon uważał, że dusza ma kształt okręgu. Jung nazywał okrąg naj­potężniejszym symbolem religijnym. Życie to niekończący się cykl na­rodzin i śmierci i, jeśli wierzysz w reinkarnację, ponownych narodzin. To alfa i omega, początek i koniec. Krążymy w kółko, a o co w tym wszyst­kim chodzi, tego nie wie nikt.

Rola rysunku

Akt rysowania mandali uchodził za przerażające doświadczenie. Muzea są pełne fascynujących mandali powstałych na przestrzeni wieków. Ale współczesne zainteresowanie rysowaniem mandali przez New Age jest egalitarne — każdy może ją narysować i namalować obraz swojej duszy.

Celem jest narysowanie okręgu i refleksja nad różnymi wartościami naszego życia. Rysowane obrazy będą przyzywane z głębi Twojej psyche, są to pierwotne archetypy, te same, które spotykamy na ścianach jaskiń czy w kartach tarota. Rysując, dowiadujesz się coraz więcej o samym sobie. Ry­sunek w środku Twojej osobistej mandali ma w zamierzeniu symbolizować to, co jest dla Ciebie w życiu priorytetem. To artystyczna próba zebrania w całość rozproszonych aspektów psychiki i odnalezienia celu.

Starożytne madale hinduskie i buddyjskie są przedstawieniami wszechświata, pełne są bogów i bogiń, wszelkiego rodzaju przebłysków i oświecenia, chaosu i hymnów. Reprezentują makrokosmos, całościowy obraz. Twoja osobista mandala jest reprezentacją Twojego mikrokosmosu, wewnętrznego wszechświata. Celem jest utrzymanie harmonii makro- i mikrokosmosu. Nieskończoność wszechświata i skończoność natury ludzkiej powinny się do siebie dostroić i nadawać na tej samej fali.

Jaki jest Twój znak?

Następnym razem, gdy jakiś podstarzały podrywacz będzie się dopy­tywał o Twój znak zodiaku, pamiętaj, że trywializuje on i deprecjonuje szanowaną starożytną tradycję. Powiedz mu to i odeślij go precz. Ludz­kość od zawsze szukała w gwiazdach natchnienia i odpowiedzi na trud­ne życiowe pytania.

Pięcioma zmysłami postrzegamy jedynie niewielką część tego, co na­prawdę składa się na wszechświat. To coś, o czym spekulowali filozofo­wie greccy i mistrzowie duchowi Wschodu. Gatunek ludzki po upadku z wyżyn łaski (jak to opisano w Księdze Genezis lub jakimkolwiek in­nym micie o stworzeniu w innych kulturach świata), utracił kontakt z in­nymi wymiarami. Wydają się nam one migoczącymi cieniami na ścianie platońskiej jaskini.

Numerologia

Popularną formą wróżbiarstwa New Age jest pitagorejska tradycja nume­rologii. Ten presokratejski filozof wierzył, że rzeczywistość da się sprowa­dzić do liczb i zasad matematycznych. Wynalazł on również strunowy instrument nazywany lirą i zajmował się astrologią, ale najbardziej zna­ny jest ze swoich zainteresowań liczbami.

Jak to działa

Pitagoras uważał, iż literom alfabetu odpowiadają określone liczby. To podstawa numerologii. Oczywiście alfabet, jakim się posługiwał, róż­nił się od naszego, tak więc z racji różnic kulturowych potrzebna była pewna adaptacja. Pitagoras był jednym z pierwszych, którzy zasugero­wali, że w oparciu o numerologię Twoje imię może Ci powiedzieć wiele o Tobie samym. Tak jak astrologowie wierzyli, że gwiazdy kształtują cha­rakter, tak Pitagoras i jego naśladowcy wierzyli, że litery Twojego imienia i odpowiadające im liczby wyjaśnią to, kim jesteś. Legenda głosi, że Pita­goras od czasu do czasu zmieniał swoje imię, aby zobaczyć, jakie zmiany zajdą w jego osobowości.

Po okresie renesansu rewolucja naukowa i teleskop Galileusza dopro­wadziły do powstania astronomii. Gdy ta zaczęła się rozwijać, astrolo­gia zaczęła tracić pole jako ubogi mistyczny krewny nowo powstałej nauki ścisłej.

W numerologii każdej literze alfabetu odpowiada określona wartość numeryczna, a ta z kolei ma swoje znaczenie kosmiczne. Kombinacja li­ter i cyfr, jak się uważa, tworzy unikalną wibrację kosmiczną, która ujaw­nia wiele na temat osoby. Wróżby numerologiczne mogą być wykorzysty­wane do zrozumienia teraźniejszości i planowania przyszłości.

Przykładowy profil

Pitagoras nie miał możliwości skorzystania z Internetu, aby szybko po­znać prawdę o sobie. Dla potrzeb tej książki jej autor odwiedził stronę in­ternetową oferującą darmowe wróżby numerologiczne i po wprowadze­niu imienia i daty urodzenia otrzymał swój profil osobowości. Poniżej szkic tego profilu.

Wydajesz się osobą pełną godności, przyjmującą intelektualne pozy i cokolwiek się wywyższającą. Gdy pierwszy raz kogoś spotykasz, to wydajesz się trudny do roz­gryzienia, ale jesteś przyjacielskim i dobrym rozmówcą. Emitujesz silne poczucie samowiedzy.

(Całkiem pochlebne. Autor lubi tak o sobie myśleć, jednak inni mogą mieć odmienne zdanie).

Mieszkasz w starym, pięknie odrestaurowanym domu. Twoja biblioteka peł­na jest cennych i rzadkich książek, a Twój gabinet jest ozdobiony działami sztuki klasycznej.

(Ci, którzy widzieli małe mieszkanie autora w Nowym Jorku, za- krztuszą się ze śmiechu w tym miejscu).

Jesteś bardzo praktyczny i ciągle starasz się wprowadzić większy porządek do włas­nego otoczenia. Jeśli Twoje poszukiwania zmierzają w nowym kierunku, to lubisz

patrzeć naprzód, dokładnie planować, a następnie poświęcić się pracy w sposób skon­centrowany. Dobrze zarządzasz czasem. Gdy już masz w umyśle jakiś wyraźny cel, to wytrwale dążysz do jego realizacji.

(Wiele osób znających autora bardzo się z tego uśmiało. Autor jest notorycznym leniem i odkłada wszystko na później).

Jesteś kosmicznie połączony z duchową wiedzą. Starożytni nie są Ci obcy. Praw­dę mówiąc, podzielasz ich wiedzę. Jesteś znany za to, kim jesteś, a ludzie szukają Cię, aby usłyszeć słowa mądrości.

(O tym, Drodzy Czytelnicy, już sami zadecydujcie!).

Nie wydaje się, by numerologia była nauką ścisłą.

Astrologia

To dyscyplina o wiele głębsza niż internetowe i gazetowe horoskopy, z którymi zwykle jest kojarzona. Możliwe jest, że pewny siebie, odzia­ny w togę rzymski kawaler próbował poderwać westalkę, pytając: „Jaki jest twój znak zodiaku?”. W starożytności astrologię traktowano o wie­le poważniej.

W czasach antycznych to klasy rządzące parały się obserwowaniem gwiazd i każdy dwór szczycił się astrologiem. Była to świetna posada, znakomicie opłacana, dopóki, oczywiście, wieści były dobre — inaczej astrolog mógł stać się ofiarą starożytnej tradycji uśmiercania posłańca niosącego złe wieści.

Greckie korzenie

Najstarsze zapisy astrologiczne pochodzą ze starożytnej Mezopotamii. Astrologią parali się również antyczni Grecy. Także pierwszym filozofom nie były obce próby patrzenia w gwiazdy i próby ubóstwienia ludzkich zachowań czy przewidywania przeszłości. Dopiero Sokrates zmienił kie­runek myślenia filozoficznego, czyniąc z astrologii narzędzie do podró­ży w głąb ludzkich dusz i umysłów, a nie do badania jakichś zewnętrz­nych sił.

Słynny uczeń Arystotelesa Aleksander Macedoński rozpowszech­nił na świecie grecką kulturę, w tym i astrologię. Na swoją cześć nazwał Aleksandrią egipskie miasto, które w okresie między upadkiem Grecji a powstaniem Imperium Rzymskiego było stolicą cywilizowanego świata — to tam rozwijała się astrologia i tam skodyfikowano zodiak, a astrolo­dzy zaczęli zarabiać, pobierając opłaty za horoskopy. Najsłynniejszym as­trologiem starożytności był Ptolemeusz.

Astrologia a Imperium Rzymskie

W Imperium Rzymskim astrologia była znaczącą gałęzią gospodarki. W znanym serialu BBC Ja, Klaudiusz wygnany Tyberiusz regularnie radzi się swojego włochatego i spiętego astrologa. Czeka na informację, że wró­ci do Rzymu i obejmie cesarski tron, co w końcu ma miejsce, ale wcześ­niej każe zrzucić astrologa z klifu do morza za złe wróżby. W ostatniej chwili życie astrologa ratują dobre wieści z Rzymu.

Astrologia w okresie renesansu

W średniowieczu astrologia zeszła do podziemia. Kościół umacniał wów­czas swoją pozycję i pilnował bardzo, aby astrologią się nie zajmowano. Astrologom groziło więzienie, a nawet gorsze kary, ich praktyki postrze­gano zaś jako heretyckie. Podobnie jak wiele innych dziedzin, astrologia wróciła do łask w okresie renesansu.

W książce ThePlanets Within poświęconej renesansowemu astrologo­wi Marsilio Ficino autor uważa, że nie zajmował się on tworzeniem ho­roskopów. Był raczej kimś w rodzaju wczesnego psychologa chcącego kierować ludzką duszą (psyche).

Najsłynniejszym astrologiem ery renesansu był Marsilio Ficino, cu­downe dziecko Akademii Florenckiej we Włoszech. Na początku swojej kariery napisał złośliwy pamflet wyśmiewający astrologię, ale wiele kolej­nych lat poświęcił na jej studiowanie. Pisarz Thomas Moore (nie mylić z renesansowym humanistą Tomaszem Morusem, ściętym za sprzeciwie­nie się rozwodowi Henryka VIII) napisał bardzo interesującą, poświę­coną Ficino książkę The Planets Within. Pisze w niej, że Ficino nie zajmo­wał się tworzeniem horoskopów. Był raczej kimś w rodzaju wczesnego psychologa chcącego kierować ludzką duszą (psyche). Moore uważa, że planety i cechy przypisywane ludziom urodzonym w danym znaku to w istocie cechy charakteru obecne w każdym człowieku. Są więc czymś na kształt jungowskich archetypów kolektywnej nieświadomości.

Astrologia współcześnie

Astrologia wróciła do mody w dwudziestym wieku i cieszy się popular­nością do dziś. Żaden tabloid nie obędzie się bez horoskopu, a serwisy internetowe również nie pozostają w tyle. Następnym razem, gdy jakiś podstarzały podrywacz będzie się dopytywał o Wasz znak zodiaku, pa­miętajcie, że trywializuje on i deprecjonuje szanowaną starożytną trady­cję. Powiedzcie mu to i odeślijcie go precz.

I Ching

Księga I Ching jest dziś często wykorzystywana do gier towarzyskich, ale ma ona swoje korzenie w bogatej tradycji duchowej i filozoficznej. Dwa największe chińskie systemy filozoficzne, konfucjanizm i taoizm, znaj­dują swój wyraz w tej księdze. Lao-Tse, pierwszy taoista, któremu przypi­suje się autorstwo Tao Te Ching, inspirował się I Ching. Konfucjusz zaś jest uważany za autora komentarzy obejmujących około połowę tekstu.

Tytuł I Ching można przetłumaczyć jako „Księga przemian” lub „Kla­syka przemian” bądź „Świątynia przemian”. Uważa się, iż powstała ona około pięciu tysięcy lat temu, zaś spisano ją około trzy tysiące lat temu. To czyni z niej jeden z najstarszych zabytków piśmiennictwa na ziemi. Podobnie jak karty tarota i kamienie runiczne, miała wielki wpływ na sta­rożytnych — i nie zmniejszył się on wraz z upływem czasu. To raczej du­chowość gatunku ludzkiego upadła. Dawniej ludzie byli bliżej z niewi­dzialnymi wymiarami i mieli umysły bardziej otwarte na fantastykę.

Dla osób z otwartym umysłem lektura I Ching może być bardzo po­uczająca. Czy obudzi ona coś, co już w nas tkwi, czy po prostu dostarczy duchowej strawy, a może poprzez nią przemówią bogowie? Tak czy ina­czej kryje się w niej wiele wiedzy i mądrości. Jeśli skorzystał z niej dr Jung, to możesz i Ty.

Niektórzy z nauczycieli New Age uważają, iż mamy wielu duchowych towarzyszy. Prawdę mówiąc, przechodzimy przez życie stadami, od­grywając różne role: raz męża, raz żony, innym razem dziecka i tak da­lej. Ci ludzie wierzą, że towarzysz duchowy może być naszej lub prze­ciwnej płci i niekoniecznie musi to być towarzysz życia.

Jung w swoich memuarach Wspomnienia, sny, myśli opisuje, jak sie­dział godzinami pod drzewem, zadając pytania i szukając odpowiedzi w I Ching. Jego zdaniem odpowiedzi były zawsze trafne i stymulowały go do dalszej refleksji nad rozważanymi problemami. Oczywiście aforyzmy I Ching, jak to zwykle bywa z pismami wschodnich myślicieli, są dość tajemnicze i można je wielorako interpretować, być może jednak trafiają w naszą kolektywną nieświadomość. To dlatego I Ching utrzymuje swoją moc mimo upływu pięciu tysiącleci.

Cynicy redukują I Ching do ciasteczek z wróżbą dostępnych w chiń­skich sklepach, ale to coś więcej. I nawet jeśli ma to być jedynie narzę­dzie, które skłoni nas do myślenia, to też dobrze. To i tak wielka wartość w tej epoce problemów ze skupieniem uwagi i coraz bardziej przyziem­nego myślenia.

Druga strona

W dzisiejszych czasach, gdy ludziom trudno jest nawiązać i podtrzymy­wać długotrwałe relacje, koncepcja towarzysza duchowego ma też swo­ją drugą stronę. Kosmiczne poszukiwania mogą uniemożliwić ludziom osiągnięcie szczęścia z aktualnym partnerem i odnalezienie radości w ma­łych rzeczach — tych zwyczajnych, niemistycznych i tak przyziemnych, lecz pięknych czynnościach, jakie muszą wykonywać pary, aby ich zwią­zek poprawnie funkcjonował.

Dla samotnych kobiet i mężczyzn ta koncepcja może oznaczać, iż mężczyźni będą jeszcze bardziej nieśmiało angażować się w związki, a ko­biety staną się jeszcze bardziej wybredne. Dlaczego zgadzać się na faceta, który nie opuszcza deski klozetowej, lub na kobietę prychającą, gdy się śmieje, jeśli piękny książę na białym koniu i urocza księżniczka gdzieś tam na nas czekają?

Wiara w istnienie i poszukiwanie towarzysza duchowego mogą pro­wadzić do nierealistycznych oczekiwań względem miłości i romansu. Twoja towarzyszka duszy raczej nie będzie Kleopatrą ani królową Sabą, a towarzysz może nie mieć wiele wspólnego z wytatuowanym na całym ciele piratem czy czarującym poetą w typie Lorda Byrona. Twój towarzysz duszy to może być osoba stojąca obok Ciebie w kolejce w supermarkecie. Może to być również osoba spotkana na internetowym czacie (ale po­rozmawiaj z nią przez telefon, zanim zaczniecie planować wspólny dom z kutym płotem!).

Teoria Platona

To mityczna opowieść o tym, iż wiele, wiele księżyców temu gatunek ludz­ki składał się z androgenicznych, czyli posiadających zarówno kobiece, jak i męskie cechy płciowe, stworzeń. Bogowie rozdzieli te istoty na dwie

części, tworząc kobiety i mężczyzn. To przekonanie, iż w każdym z nas na głęboko podświadomym poziomie istnieje przeczucie, że czegoś nam brakuje i że szukamy całościowości.

Niemiecki idealista Schopenhauer twierdził, że polaryzacja lub po­dział siły na dwie opozycyjne części jest fundamentalną cechą wszystkich fenomenów natury „od kryształu i magnesu aż po człowieka”.

Wiele jest koncepcji towarzysza duszy odmiennych od platoń­skiej. Zwolennicy puryzmu i romantycy zasadniczo zgadzali się z Pla­tonem co do tego, że prawdziwy towarzysz duchowy to druga połowa, nazywana również „rozdzieloną”, „duszą bliźniaczą” lub „bliźniaczym płomieniem”.

Poszukiwanie towarzyszy duchowych

Współczesne zainteresowanie towarzyszami duchowymi widać w Internecie i pismach ruchu New Age, które wypełniają księgarnie. Poszukiwania na stronie księgarni amazon.com ujawniły ponad sześćdziesiąt pozycji za­wierających to sformułowanie w tytule. Te książki sugerują, iż bliźniaczy płomień można odnaleźć wszędzie — od miejsca pracy aż po internet.

Poniżej lista przykładowych tytułów w języku angielskim.

  • Maurie D. Pressman, Patricia Joudry, Twin Souls: Finding Your True Spiritual Partner,
  • Arielle Ford, Hot Chocolatefor the Mystical Lover: 101 True Stories of Soul Mates Brought Together By Divine Interuention,
  • Kevin J. Todeschi, Edgar Cayce on Soul Mates: Unlocking the Dyna­mics of Soul Attraction,
  • Carolyn Godschild Miller, Soulmates: Following Inner Guidance to the Relationship ofYour Dreams,
  • Janet Cunningham, Caution Soul Mate Ahead! Spiritual Love in the Physical World,
  • Arian Sarris, 21 Ways to Attract Your Soulmate,
  • Trish MacGregor, Soul-Mates: How to Find Them and Keep Them,
  • Richard Webster, Soul Mates: Understanding Relationships Across Time,
  • Derek S. Hopson, Friends, Louers and Soul Mates: A Guide to Better Relationships Between Black Men and Women,
  • Carolyn Campbell, Lewe Lost and Found: True Stories of Lcmg-Lost Loues — Reunited at Last,
  • G. Prince, Soul Dating to SoulMating: On the Path Toward Spiritual Partnership, How to FindMr. or Mrs. Right: A Practical Guide to Fin- ding a Soul Mate,
  • Mark L. Prophet, Elizabeth Clare Prophet, The Ascended Masters on Soul Mates and Twin Flam.es I and II: Initiation by the Great White Brotherhood,
  • Deanna Rose, Internet Soul Mates.

Jak widać, poszukiwanie duchowych towarzyszy to całkiem spory przemysł. Konsultanci oferują pomoc w szukaniu towarzyszy ducho­wych, newage’owa Dolly Levis (produkująca zapałki diva z musicalu Hello, Dolly) prosi Cię, wzorem filmowej Dolly, aby „zostawić wszystko im”.

Aby mniejszości nie czuły się poszkodowane, książki i serwisy inter­netowe oferują pomoc w znalezieniu gejowskiego towarzysza lub lesbijskiej towarzyszki. Są również serwisy deklarujące pomoc w odnalezieniu towarzysza o określonym kolorze skóry lub po prostu bogatego. Ponie­waż dusza jest wieczna i przekracza granice rasowe i społeczno-ekonomiczne, można się zastanawiać, czy ci wszyscy ludzie nie są twórcami ja­kiejś sofistyki New Age.

Chociaż przez wielu na Zachodzie uważana jest za głupawy wymysł New Age, reinkarnacja jest duchową zasadą religii hinduistycznej i buddyzmu. Chociaż Twoi przyjaciele mogą Cię wyśmiać, gdy oświadczysz, że miałeś poprzednie wcielenia, to większość mieszkańców naszej pla­nety jednak wierzy w reinkarnację.

Ludzie bardziej psychologizujący będą twierdzić, że towarzysz ducho­wy jest bliżej, niż myślisz. Wyznawcy jungowskiej teorii animy (wewnętrz­nej kobiety) i animusa (wewnętrznego mężczyzny) kryjących się w psyche, odpowiednio, każdego mężczyzny i każdej kobiety, sugerują, że to właśnie jest prawdziwy towarzysz duchowy. I lepiej być z nim w dobrym kontakcie, w przeciwnym bowiem razie mogą wystąpić wszelkie możliwe dysfunkcje psychiczne.

Większość z tych, którzy twierdzą, że odnaleźli prawdziwego towa­rzysza duchowego, często dość swobodnie używa tego określenia. Co cie­kawe, więcej niż jeden guru New Age w średnim wieku odnalazł swoje­go towarzysza duszy na kalifornijskich plażach. Tym towarzyszem nie jest pierwsza żona, która była przy ich boku, kiedy przeżywali chude lata, i która urodziła ich dorosłe już dzieci. Kobieta, którą publicznie ogłasza­ją swoim towarzyszem duchowym, bliźniaczym płomieniem, który to­warzyszył im od zatopionej Atlantydy, poprzez starożytny Egipt, szeks­pirowski Londyn, na pokładzie Titanica z Leo di Caprio i Kate Winslet aż do dziś — to zazwyczaj kobieta mogąca być ich córką. Zaiste wielcy to szczęściarze, zwycięzcy karmicznej loterii.

Krytycyzm

Chociaż wiele osób ma do reinkarnacji stosunek mocno lekceważący, to trzeba pamiętać, że wiele traktuje ją poważnie, a spora część kryty­ków jest niesprawiedliwa. Przykładowo często twierdzi się, że wszyscy wierzący w reinkarnację uważają się za Henryka VIII czy Marię Anto­ninę. Nie ma nic bardziej dalekiego od prawdy. Faktem jest, że więk­szość dawnych wcieleń opisywanych w literaturze to zwykłe żywoty pro­stych ludzi. Potwierdzają one opinię Thomasa Hobbesa, że życie jest krótkie, brutalne i mało przyjemne. Jest to dobra charakterystyka więk­szości byłych opisanych wcieleń. I ma to sens, ponieważ aż do niedaw­na większość mieszkańców naszej planety miała życie ciężkie, pełne ry­zyka i twardej walki o byt.

Jednym z tematów poruszanych w książkach Weissa jest kwestia po­nownego zjednoczenia duchowych towarzyszy. To kolejny bardzo popu­larny aspekt New Age i w zasadzie bardzo stara koncepcja.

Towarzysze duchowi

Ten intrygujący i romantyczny aspekt New Age ma swoje źródło w filozo­fii Platona. Na poziomie psychologicznym ponowne zjednoczenie towa­rzyszy duchowych odpowiada jungowskiej teorii kolektywnej nieświado­mości i teorii animy i animusa.

Kto nigdy nie życzył sobie, aby jego małżonek był prawdziwie ducho­wym partnerem? Kto nie chciał, patrząc na rozgwieżdżone niebo, wyrazić wiary w to, że jego „druga połowa” gdzieś tam jest, patrzy na to samo nie­bo i marzy właśnie o nas? To głęboko romantyczne wierzyć, że Ty i Twoja miłość zeszliście się w ramach boskiego planu, że przeznaczenie zaplano­wało, abyście ponownie byli jednością.