Archive for Kwiecień, 2012

Właściwy żywot — robienie dobrych rzeczy

Czy stwierdzenie „etyka biznesu” jest oksymoronem? Czy te dwa poję­cia nawzajem się wykluczają? Jeśli miałeś okazję uczestniczyć w wyścigu szczurów, to wiesz, o co chodzi. Bezwzględność i dwulicowość Twojego szefa bez wątpienia napełniły Cię dogłębnym obrzydzeniem. A może je­steś czołowym graczem w tej grze i wspiąłeś się na sam szczyt, używając wszystkich koniecznych środków?

Dla tych, którzy szukają odrobiny uprzejmości w miejscu pracy i sta­rają się żyć etycznie i moralnie, a do tego wciąż prowadzą przyzwoite ży­cie, istnieje współczesna filozofia zwana właściwym żywotem. Jednakże współczesna jest ona tylko pod kątem zastosowania do nowoczesnego ży­cia. Jak niemal każda współczesna filozofia i (lub) fanaberia ma ona bo­wiem swoje korzenie w starożytności.

Korzenie

Pojęcie „właściwy żywot” pojawiło się pierwszy raz w buddyjskiej Szla­chetnej Ośmiostopniowej Ścieżce, pierwszym wschodnim poradni­ku dotyczącym tego, jak żyć. Celem buddystów jest zbliżenie się jak najbardziej do oświecenia i przebudzenia w tym wcieleniu czy życiu. A świat biznesu nie jest światem pełnym duchowo oświeconych buddy­stów. Nawet popularne programy poświęcone szkoleniom i mentoringowi w świecie korporacji, które są tworzone, by rywalizować ze starymi relacjami typu mistrz-uczeń poprzez popularne nudziarstwo i powta­rzanie frazesów, są nastawione przede wszystkim na zysk. Jeśli rzeczony uczeń nie poprawi się do końca roku fiskalnego, to trener może okazać mu twardą miłość, wysyłając go na bezrobocie.

Właściwy żywot jest współczesną filozofią wywodzącą się z nauk bud­dyzmu, obejmującą przekonanie, że najlepsza sytuacja w pracy to taka, która nie zakłada kłamstwa, nieszczerości czy krzywdzenia innych ludzi lub planety. W swej szlachetnej wymowie jest to trudne zadanie do wy­konania w dzisiejszych czasach.

Nie trzeba mówić, że obiektywiści typu Ayn Rand mogliby uważać zwolenników właściwego żywota za mięczaków. „Biznes to biznes. Biznes to wojna. Niech zwyciężą najlepsi, a jeśli przegrasz, to jesteś skończony, więc żegnaj, frajerze” — oto stosunek obiektywistów do świata biznesu. Właściwy żywot to koń pociągowy innej maści.

O co w tym wszystkim chodzi?

Właściwy żywot może oznaczać wiele rzeczy. Dla niektórych może ozna­czać usiłowanie pozostania w zgodzie z etyką i moralnością w świecie, gdzie takie cnoty, choć powszechnie głoszone, nie są zbyt często prakty­kowane. Choć jest to trudne, nie jest niemożliwe. Dla „purystów” właści­wego żywota oznacza to stosowanie się do surowszych zasad, które są pra­wie że niemożliwe do wypełnienia we współczesnych, wielonarodowych korporacjach.

Główna zasada nazywana jest za Szlachetną Ośmiostopniową Ścież­ką Siła. To trójczłonowa filozofia obejmująca właściwe słowo, właściwy czyn i właściwy żywot. Tymi dobrymi zasadami należy się, w miarę moż­liwości, kierować w życiu.

Znajdź niekrzywdzącą pracę

Istnieje pięć aspektów właściwego żywota. Pierwszym jest niekrzywdzenie. Nie wykonuj żadnej pracy, która skrzywdzi innych. Łatwo to zrobić, prawda? Cóż, i tytoniowi magnaci, i sprzedawca ze sklepu spożywczego sprzedają papierosy. Ten niewiele zarabiający sprzedawca sprzedaje też
piwo, cukier, losy na loterię i magazyny mody haute couture, w których anorektyczne supermodelki są ukazywane jako żeńskie formy Platona. Wszystkie te rzeczy mają, co udowodniono, szkodliwy wpływ na ludzi. Je­śli nastoletni kasjer nie potrafi przeżyć dnia zgodnie ze wskazaniami ety­ki nieszkodzenia, to co z Tobą i Twoją pracą? Pomyśl o tym.

Nieszkodzenie oznacza także, oczywiście, nieszkodzenie planecie. To wyklucza całą serię zawodów, od firm naftowych aż po firmy zajmują­ce się barwieniem jedwabiu, które nielegalnie wyrzucają toksyczne tusze, zamiast zapłacić za ich profesjonalną utylizację. I, oczywiście, nie powi­nieneś wybierać pracy, która zmusza Cię do kłamstwa. To zaś wyklucza karierę w reklamie.

Znajdź właściwe szczęście

Drugim aspektem właściwego żywota jest znalezienie „właściwego szczęś­cia”. Powinieneś czuć się dobrze z tym, co robisz, inaczej będziesz cier­piał Ty i wszyscy otaczający Cię ludzie. Jak wielu miałeś sąsiadów nie­szczęsnych do sześcianu? Ilu sfrustrowanych biurokratów obwiniało Cię, przelewając swoją frustrację na Ciebie jako pierwszą osobę, jaka wpadła im pod rękę? Ludzie, którzy decydują się na byle jaką pracę po to, by mieć z czego zapłacić rachunki, lub wchodzą na szybką ścieżkę prowadzącą do wielkiej kariery pomimo nieprzyjemności związanych z udziałem w wyścigu szczurów, nie odnajdują właściwego szczęścia. Ideałem było­by znalezienie pracy, która doskonale do Ciebie pasuje — takiej, w której czujesz się spełniony, takiej, która pomaga Ci czynić świat lepszym miej­scem. Częścią Twojej duchowej ścieżki jest znalezienie takiej pracy. Bez względu na to, ile czasu to zajmie — przeznaczenie mówi, iż ona jest tam gdzieś i czeka, by ją podjąć.

Dodatkowe „właściwe szczęście” pochodzi z wytwarzania dóbr i usług, które pomagają całej społeczności. Kolejnym jest używanie Two­jej pracy do tego, byś mógł pozostawać wolny od długów. Statystyki mó­wią, iż przeciętna amerykańska rodzina ma na miesiąc około tysiąca do­larów oszczędności i osiem tysięcy dolarów debetu na karcie kredytowej. Obawa przed bankructwem, która wisi nad wieloma głowami niczym miecz Damoklesa, zaburza spokój umysłu, a przez to ścieżkę do oświe­cenia. Nie możesz być takim wolnym duchem jak Budda — z czterema jeźdźcami Apokalipsy (MasterCard, Visa, Discover i American Express) ścigającymi Cię do końca Twych dni.

Czy„podążasz za swoją bożą iskrą”?

To powinien być cel każdego, według właściwego żywota. Chodzi o to, że jeśli robisz to, co kochasz, co wypełnia Twoją duszę i syci Twą pasję, pieniądze przyjdą same. W czasach gdy sondaże mówią nam, iż przy­tłaczająca większość nienawidzi swojej pracy, iskra boża nie jest zjawi­skiem często spotykanym.

Kolejnym rodzajem szczęścia, jakie możemy osiągnąć, jest umiejęt­ność wzniesienia się ponad wymówki czy też zarzuty w pracy. Twoje wy­bory i działania nie wpłyną niekorzystnie na innych i możesz kontynuo­wać swoją pracę z czystym sumieniem.

Rozwijaj się duchowo

Trzecim aspektem właściwego żywota jest umiejętność wykorzystania pracy jako nośnika duchowego rozwoju. W obecnych czasach ludzi iden­tyfikuje się z ich pracą. Jednym z pierwszych pytań zadawanych obcej osobie jest: „Czym się zajmujesz?”. Wielu ludzi, o ile nie są to grube ryby czy osoby niezwykle wpływowe, nie chce być identyfikowana ze swoją pra­cą. To zaledwie mała część tego, kim są, a dla zbyt wielu ich praca jest złem koniecznym, a nie źródłem satysfakcji. Ten aspekt właściwego ży­wota sugeruje, że możesz uczynić swoją pracę, każdą pracę, ćwiczeniem medytacji.

Medytacja często uwzględnia powtarzalne działania. Ta powtarzal­ność prowadzi do wejścia w stan medytacji. Czy kiedykolwiek znalazłeś się w swoim aucie w połowie drogi do pracy, zanim w ogóle to spostrze­głeś? Zjadłeś szybkie śniadanie, pocałowałeś kogoś na do widzenia (jeśli spadło na Ciebie podobne błogosławieństwo), uruchomiłeś samochód i znalazłeś się w połowie drogi, zanim zauważyłeś w ogóle, co się wyda­rzyło. To jest rodzaj stanu medytacji. Funkcjonowałeś doskonale, a my­ślami byłeś gdzie indziej. Prawdopodobnie Twoja praca zawiera wiele powtarzających się elementów. Można zamienić tę monotonię w dyscy­plinę. Przekształć konieczność powtarzalnego ruchu i czynności w pracy w narzędzie dochodzenia do oświecenia. Gwiżdż podczas pracy i znajdź wewnętrzny spokój.

Nie komplikuj

Czwartym aspektem jest prostota. To uniwersalna zasada duchowa. Utrzymuj prostotę we wszystkim, co robisz. Nie komplikuj niepotrzeb­nie swojego życia zawodowego nadmiernym zaangażowaniem się w rze­czy takie, jak biurowe plotki czy polityka. Wykonywanie swojej pracy najlepiej jak potrafisz i spokojny sen w nocy są same w sobie głęboką du­chową nagrodą.

Pomagaj innym

Piątym aspektem jest służenie. To mogłoby wywołać sprzeciw obiektywi­stów, którzy postrzegają altruizm jako coś nieproduktywnego, niszczące­go oraz jako oznakę słabości. Właściwy żywot uczy, że najlepszą pracą jest taka, która przynosi korzyści innym ludziom i planecie.

Podążaj za swoją bożą iskrą

Właściwy żywot mówi też, jak „podążać za swoją bożą iskrą”. To określe­nie zostało spopularyzowane przez naukowca i mitografa Josepha Camp- bella. Utrzymywał on, że jeśli naprawdę robisz to, co kochasz, i dążysz do zrealizowania swoich snów, będziesz nagrodzony na wielu poziomach, również finansowo. Do What You Love and the Money Will Follow to tytuł bestsellera na ten temat. Następnym razem, gdy wejdziesz do okolicznej księgarni, zwróć uwagę, jak wiele jest książek przekazujących podobne wskazówki, pokazujących narzędzia i techniki służące temu, by uzyskać finansowe i duchowe szczęście. Można powiedzieć, że przynajmniej ich autorzy podążają za swoją bożą iskrą i zdobywają nagrody.

Internetowa komedia pomyłek

Łatwiej mówić o właściwym żywocie, niż go wieść. Popatrz na następują­cy przypadek. Firma, która już nie istnieje, wykoncypowała sobie nowy, ulepszony sposób prowadzenia biznesu w nowym tysiącleciu.

Istniała kiedyś firma, która chciała wdrożyć ideę właściwego żywota. Nazywała się dot.com, a takie przedsiębiorstwa często uważały, iż są supermodne, ultranowoczesne i dominujące na rynku w swej metodologii i etyce — na tle nudnych przedsiębiorstw „dawnej gospodarki”.

Członkowie zarządu wydali dużo pieniędzy, by uczynić atmosferę zabawną i przyjazną. „Supermodny” wystrój i meble zostały zamówio­ne i sprowadzone sporym kosztem. Celem było osiągnięcie tego, co krea­tywni ludzie nazywają wyglądem „funky”. Biorąc pod uwagę fakt, iż było to przedsiębiorstwo, które tworzyło, budowało i utrzymywało strony in­ternetowe dla listy pięciuset największych przedsiębiorstw pisma „Fortu­ne”, zaskakujące jest, iż nie wzięto pod uwagę funkcjonalności.

Super fajne metalowe krzesła w kafejce, których siedzenia wyglądały jak metalowe odciski pup anorektycznych supermodelek, były wysokie na półtora metra. Stół, wokół którego się zbierano, miał wysokość oko­ło jednego metra. Projektanci uznali go za tak szykowny, że aż nie dało się tego opisać. Był jednak jeden problem. Człowiek nie może siedzieć na półtorametrowym stołku i jeść z metrowego stołu, o ile nie jest oran­gutanem. Stąd kafejka była mało uczęszczana — wyjątkiem były wyciecz­ki do lodówki po wodę znanej marki czy darmową coca-colę.

Wyznaczone pokoje konferencyjne były zaopatrzone w kredki, a pra­cowników namawiano do malowania na ścianach w celu zachęcenia ich wewnętrznego dziecka ido wyjścia na zewnątrz i przyłączenia się do gry.

Pracownicy przemykali się alejkami pomiędzy rzędami sześcianów na wymyślnych srebrnych skuterach, które były podówczas bardzo mod­ne. Ludzie grali piłkami plażowymi wzdłuż alejek, a w kafeterii znajdo­wał się stół do bilardu.

Nie było kodu ubraniowego, to było zbyt staroświeckie. Wszyscy za­chęcani byli do swobodnego wyrażania się, ponieważ byli „artystami”. Oferowano darmowe lekcje jogi, ale trzeba było na nie dotrzeć do biu­ra na godzinę siódmą rano. Dostarczano darmowy lunch, a owoce i inne smakołyki były rozstawiane we wspólnych pomieszczeniach przez cały dzień.

Zachęcano do wspólnych zajęć po godzinach. W istocie jednak obec­ność była obowiązkowa. Ponieważ nadprogramowe zajęcia nieodmien­nie obejmowały chlanie, ci, którzy nie byli im chętni, byli postrzegani jako pariasi. Członkowie zarządu powiedzieli kilku pracownikom, że nie są „cool”, kiedy ci odmówili „wypicia drinka” — na spotkaniu o dzie­siątej rano!

Przedsiębiorstwo było lewiatanem, który pożarł liczne mniejsze fir­my od wybrzeża do wybrzeża. Ludzie z biura w mieście Des Moines byli zaskoczeni, dowiedziawszy się, iż pracownicy tej firmy z sektora Nowej Ekonomii przywrócili dawno zapomnianą tradycję trzech lampek martini na lunch i ogłaszania w pokoju konferencyjnym, że każdy musi poka­zać gumkę od majtek podczas części spotkania zwanej „poznajmy się”.

Wiele firm wyznających zasady Nowej Ekonomii oferuje swoim pra­cownikom „dodatki”, by uczynić życie zawodowe bardziej pozytyw­nym, a nawet duchowym doświadczeniem. Jaki pożytek mieliby raubitterzy ery rewolucji przemysłowej z ergonomicznych miejsc pracy, jogi i zajęć z medytacji oraz masażystów na żądanie? Niemniej biznes to wciąż biznes, o czym przekonało się w mało przyjemny sposób wie­lu pracowników dot.com.

Te i wiele innych sposobów podnoszenia „jakości życia zawodowe­go” było wprowadzanych, by stworzyć poczucie rodzinnej atmosfery i środowisko, w którym ludzie nie mogliby się doczekać przyjścia do biu­ra, a następnie przejścia dodatkowego kilometra, uprawiania sportu i wszystkich innych przyjemności. Przesłaniem było, iż stanowią oni jed­ną wielką, szczęśliwą rodzinę czyniącą miejsce pracy lepszym poprzez wspólne poszukiwanie.

Raj został zburzony przez krach ekonomiczny. Zaczęły się zwolnie­nia, a dawne ekstrawagancje zmusiły firmę do skrajnych oszczędności. Pracownicy słuchający muzyki ściągniętej na laptopy przez Napstera otrzymali ostrzeżenie. Ściągając z uszu słuchawki, obracali się na swo­ich ergonomicznych krzesłach, by zobaczyć swojego menedżera-mentora-chlejącego kolesia i wielkiego, ubranego na niebiesko ochroniarza tuż obok. Kazano im opuścić swoje stanowiska pracy. Ich komputery zosta­ły zabrane, pooddawali swoje telefony komórkowe i palmtopy i zostali grzecznie, acz stanowczo wyrzuceni z budynku. Personel był informo­wany o wysokości odprawy, jeśli w ogóle jakąś przewidziano. Ci, którzy przetrwali czystkę, dowiedzieli się, że tymczasem są bezpieczni, ale wy­magać się od nich będzie cięższej i dłuższej pracy.

Półtorametrowe srebrne stołki zostały sprzedane na eBay za sześć­set dolarów za sztukę; warte dwa tysiące dolarów żarówki na obelisku w przedsionku nie zostały wymienione, pozostawiono je świecące ni­czym pojedynczy kamień Stonehenge — pomnik skompromitowanego właściwego żywota i symbol końca tej internetowej komedii pomyłek.

Chłopięcy prezes nadal rozbijał się po świecie w swoim firmowym odrzutowcu, starając się zachęcić coraz bardziej sceptycznych inwesto­rów. Nastąpiła druga, trzecia i czwarta fala zwolnień, aż w końcu sen się skończył, ogłoszono bankructwo i wprowadzono syndyka.

Jaką możemy wyciągnąć stąd naukę? Właściwy żywot to szlachetna zasada, lecz ekstremalnie trudna do wprowadzenia w dzisiejszym świecie. Kiedy firmy starają się zmierzyć z tym problemem czy sprawić wrażenie, że są miłe i sympatyczne, proszę, bądź świadom, że jest punktem krytycz­nym, a nie oświeceniem nirwana, której szukają. Spostrzeżesz, że wielu w świecie biznesu, którzy mówią o właściwym żywocie, to zwykłe korpo­racyjne wilki w buddyjskich szatach.

Obiektywizm — poszukiwanie numeru jeden

Ayn Rand (1905 – 1982) to amerykańska pisarka i filozofka. Jej najbar­dziej znane książki to Źródło i Atlas zbuntowany, jej filozofia zaś nosi mia­no obiektywizmu. Przedkłada ona rozsądek nad emocje i indywidualizm nad myślenie grupowe i uważa, że egoizm jest rzeczą dobrą, a altruizm negatywną cechą charakteru. Nie trzeba mówić, iż budziła kontrowersje.

Być może przyczyną rozwoju filozofii Rand były zdarzenia z jej mło­dości. Była dzieckiem mieszkającym w Rosji w burzliwym czasie rewo­lucji bolszewickiej w 1917 roku. Przyjechała do Stanów Zjednoczonych w 1926 roku, by tam szukać szczęścia i by móc wyrażać swobodnie swoje myśli i przekonania bez narażania się na represje. Ta wolność, która nam wydaje się oczywista, nie była taką oczywistością w Związku Radzieckim. W istocie pierwsze nowele Rand, Hymn i We the Living, są opowieściami ostrzegającymi, tak zwanymi dystopiami. Tak jak utopia oznacza idealną rzeczywistość, niemalże raj, tak dystopia jej jego przeciwieństwem i ozna­cza represyjne państwo totalitarne. Rok 1984 George’a Orwella jest naj­słynniejszym przykładem tego literackiego gatunku.

Obiektywizm jest filozofią Ayn Rand, która ceni i wychwala zalety sil­nego indywidualizmu i ekonomię wolnorynkową. Bezwzględność, ale nie okrucieństwo, jest akceptowana jako sposób na osiągnięcie najwyż­szego ludzkiego potencjału. Czterema filarami obiektywizmu są: wiara w obiektywną rzeczywistość, rozum, własne korzyści i kapitalizm.

Rand wierzyła w ostateczne bohaterstwo człowieka, w to, że celem ludzkości jest odniesienie wielkiego sukcesu, wykorzystanie swojego po­tencjału do maksimum i że własne korzyści zastępują potrzeby zbioro­wości. Indywidualne osiągnięcia są tym, co czyni społeczeństwo wiel­kim. Kartki na żywność i państwo opiekuńcze nie są scenariuszem obiektywistów.

Ludzkość jest podstawowym bytem w kosmosie, jak mówią obiektywiści. Nie ma bogów, aniołów czy demonów. Nie ma pierwszego poruszyciela z tradycji Arystotelesa. To człowiek jest poruszycielem pierwszym i zarazem ostatnim, a nie środkiem czy narzędziem do czegokolwiek innego.

Cztery filary

Czterema filarami obiektywizmu są: wiara w obiektywną rzeczywistość, rozum, własne korzyści i kapitalizm. Obiektywna rzeczywistość ozna­cza po prostu, że rzeczywistość jest rzeczywistością i istnieje bez wzglę­du na to, czy jesteś w niej obecny, czy też nie. Nie mają tu zastosowania żadne filozoficzne spekulacje kwestionujące zmysły. My nie stwarzamy naszej własnej rzeczywistości, a rzeczywistość nie jest iluzją. Dla obiektywistów nie istnieje królestwo duchowe. Są ateistami i wierzą, że kiedy umrzesz, to umrzesz. Sprawa zamknięta.

Obiektywiści utrzymują, iż możemy postrzegać świat samymi na­szymi zmysłami. Bez żadnej psychicznej „gorącej linii” czy kobiecej in­tuicji. Rozum rządzi. Nie posiadasz duszy. To jest jedynie Twój świado­my umysł. Ludzie nie są ofiarami sił pozostających poza ich kontrolą. Jeśli jesteś obiektywistą, nie możesz obwiniać swoich rodziców, nauczy­cieli, polityków, niewłaściwej nauki korzystania z toalety czy czegokol­wiek innego.

Jedną z przyczyn, dla których Ayn Rand rozwinęła tak skrajną filozo­fię, jest fakt, iż spędziła dzieciństwo w Rosji w czasie rewolucji bolsze­wickiej. Widziała upadek swojego świata dzięki „uprzejmości” bolsze­wików i dlatego nie dziwi fakt, iż przyjęła silnie antytotalitarną postawę w swojej filozofii.

Rozum, celowość i szacunek dla samego siebie są trzema najważ­niejszymi wartościami ludzkości. Głównym standardem etycznym jest po prostu: przeżyć. Przeżyć i osiągnąć sukces dla własnych korzyści, a nie, by wzbogacić świat czy służyć innym, którym się mniej poszczęściło.

Twoje własne korzyści i własne szczęście są najczystszymi z dążeń. Obiektywiści ignorują pobrzękujących dzwonkami Mikołajów czy zimowe uli­ce miasta. Nie wierzą w „otrzymywanie czegokolwiek w zamian”.

Nawet jeśli brzmią one dość szorstko, obiektywiści nie traktują swych przekonań z wojskową surowością. Uważają, że nikt nie ma prawa narzu­cać innym swoich poglądów przy użyciu siły czy przemocy. Siły można użyć jedynie w samoobronie. Ludzie i nacje powinni współdziałać jako wolnorynkowi przedsiębiorcy i handlowcy. Idealnym politycznym wyra­zem obiektywizmu jest kapitalizm. Chodzi tu o prawa jednostki i prawa do własności. Interwencja rządowa budzi obrzydzenie obiektywistów.

Romantyczna realistka

Czy taka filozofia może zachwycać się sztuką? Tak. Ayn Rand nazwa­ła siebie romantyczną realistką. Jej romantyczna natura stwarzała posta­cie, które były ideałami, i umieszczała je w aktualnych podówczas sytu­acjach. Utrzymywała, że jej powieści nie miały nauczać, lecz raczej być sztuką. Jej sukces pod tym względem jest dyskusyjny.

Źródło jest opowiadaniem o Howardzie Roarku, bezkompromiso­wym architekcie, który nie rezygnuje ani przez chwilę ze swojej artystycz­nej wizji. Nie poświęca swojej wewnętrznej uczciwości ani nie przystoso­wuje się do nikogo i niczego. Wiele cierpi przez swoją sztukę, lecz znosi to ze stoicyzmem i wytrwałością Prometeusza. Wysadza w powietrze bu­dynek, który zaprojektował, ponieważ inni ludzie go pozmieniali i zabu­rzyli jego wizję. Staje przed sądem, broni się i wygłasza końcową mowę do ławy przysięgłych, która, nieco zbyt melodramatycznie, uniewinnia go. Ta mowa jest kwintesencją punktu widzenia obiektywistów. W Źród­le każdy może docenić surowy indywidualizm i obiektywistyczną posta­wę zaradności. Jednakże może to zajść za daleko, jak mówi jeden z głów­nych bohaterów, który pompatycznie deklaruje, że ktoś może zobaczyć górę i podziwiać jej piękno, podczas gdy on widzi tylko skałę, którą moż­na wykuć i ukształtować na podobieństwo drapacza chmur. Niektórzy widzą bujny las i czują respekt przed potęgą natury, podczas gdy on widzi drewno, z którego można budować czy tworzyć papier. Ma to dostarczać prawidłowego i właściwego sposobu oglądania Grand Teton, Parku Na­rodowego Yellowstone czy lasów deszczowych. Pośród obiektywistów nie znajdziemy współpracowników Sierra Club.

Atlas zbuntowany jest najlepszą powieścią Ayn Rand, w której ujęta została, wpleciona w opowiadanie fikcyjne, cała istota filozofii obiekty­wistów. Lecz przestrzegam: książka jest trudna pod wieloma względa­mi. Ma ponad tysiąc stron. Będziesz potrzebować wielu kremów z filtra­mi przeciwsłonecznymi, jeśli zamierzasz wziąć ją jako lekturę na plażę.

Atlas zbuntowany jest kolejnym wielkim dziełem beletrystycznym Ayn Rand. Jej bohaterka usiłuje wejść w świat mężczyzn. Natyka się na wszyst­kie rodzaje mówiących półsłówkami politycznie poprawnych typów, którzy usiłują zniweczyć jej kapitalistyczne ambicje. W powieści wielu bohaterów zadaje tajemnicze pytanie: „Kim jest John Galt?” bez uchwyt­nej przyczyny. Jest to rodzaj używanego dziś w piosenkach: ,Whatever”. Dagny Taggart poznaje jego znaczenie, kiedy w końcu ląduje w Wąwozie Galta, wspólnocie obiektywistów, gdzie ideały Rand znajdują praktycz­ne zastosowanie.

Obie powieści Rand były bestsellerami i wciąż są chętnie czytane. Jako dzieła literatury pozostawiają jednak pewien niedosyt. Subtelność nie jest mocną stroną Rand, a narracja i dialogi są dość sztywne. Nie­mniej ich wpływ na dwudziestowieczną filozofię nie jest mniejszy z po­wodu ekstrawagancji tych powieści. Fani wolnorynkowego kapitalizmu, libertarianizmu, indywidualizmu, odpowiedzialności za samego siebie, leseferystycznego rządu i amerykańskiego marzenia będą nadal rozko­szować się tymi tomiszczami.

Ayn Rand wprawdzie nie napisała kolejnej powieści po Atlasie zbun­towanym, lecz nie przestała filozofować. Opublikowała dziennik i pisała prace niebędące fikcją, włączając w to Cnotę egoizmu i Introduction to Objectivist Epistemology.

Islam

Słowo „islam” oznacza „podporządkowanie się”. Chodzi o całkowite pod­porządkowanie się woli Allaha. Allah to islamskie imię boga, ale to ten sam bóg co w tradycji judeochrześcijańskiej. Wyznawcy islamu nazywa­ni są muzułmanami, co oznacza „ci, którzy podporządkowują się Bogu”. Trzecia z wielkich monoteistycznych religii (w kolejności powstawania) naucza niewzruszonej lojalności jednemu prawdziwemu Bogu oraz tego, że wszyscy ludzie są równi w oczach surowego, lecz kochającego Boga. W przeciwieństwie do wielu zapatrzonych w siebie religii islamska trady­cja naucza, że można przejść na tę wiarę poprzez prostą osobistą decyzję. Jesteś muzułmaninem, jeśli powiesz, że nim jesteś, i, oczywiście, zgodzisz się na przestrzeganie nakazów tej religii. Wszyscy muzułmanie należą do wspólnoty zwanej umma bez względu na to, czy mieszkają w Arabii, In­donezji, czy w mieście Omaha w amerykańskim stanie Nebraska.

Twórcą religii islamskiej był Mahomet, urodzony około roku 570 n.e. Doznał on boskiego oświecenia, które skłoniło go do spisania pod­staw nowej wiary. Był on ostatnim z długiej linii proroków nawiedzanych przez Boga. W tradycji islamskiej Mojżesz i Jezus byli świętymi wysłanni­kami Boga, a Stary i Nowy Testament są ważnymi duchowymi dokumen­tami, ale ostatecznym wyrazem tajemniczego boskiego planu dla ludzko­ści jest, wedle muzułmanów, proroctwo Mahometa i podyktowana mu przez Boga święta księga Koran.

W kulturze islamskiej bardzo ważne są rytuały, których należy ry­gorystycznie przestrzegać. Najważniejszych pięć rytuałów nosi nazwę pięciu filarów islamu. Są to: wyznanie wiary, modlitwa, jałmużna, post i przynajmniej jedna pielgrzymka do Mekki (miejsce urodzenia Maho­meta) w życiu.

Wyznanie wiary

Czasem nazywane daniem świadectwa, jest powszechne również w in­nych wyznaniach. Muzułmanie powtarzają, iż Allah jest jedynym Bo­giem, a Mahomet jego prawdziwym prorokiem kilka razy dziennie podczas codziennych modlitw lub kiedykolwiek mają na to ochotę. To wyznanie wiary jest głównym wymogiem, jaki trzeba spełnić, by zostać muzułmaninem, i może być ono wypowiadane przez każdego w dowolnym momencie. Żaden muzułmanin nie może zakwestionować prawdomówności drugiego. To uświęcony kontakt pomiędzy jednostką a Bogiem.

Modlitwa

Muzułmanie mają również obowiązek modlić się pięć razy dziennie. To drugi filar islamu. Najpierw muszą dokonać rytualnego oczyszczenia, a następnie zwrócić się twarzą w kierunku Mekki bez względu na to, gdzie się znajdują. Modlitwa najczęściej odbywa się: o wschodzie słońca, w po­łudnie, w środku popołudnia, o zachodzie słońca i w nocy. W krajach, gdzie mieszka wielu muzułmanów, zwyczajem jest wzywanie do modli­twy dokonywane przez muezzina z minaretu meczetu (wieża islamskiej świątyni) — tubalnym głosem przypomina on wiernym, że pora na mod­litwę. Zbiorowe modły w meczecie odbywają się w piątkowe południe.

Jałmużna

Donacje charytatywne, znane również jako jałmużna, to trzeci filar isla­mu. Islam wymaga od swoich wiernych szczodrości wobec biednych. Po­dobnie jak w przypadku innych religii monoteistycznych, w tradycji is­lamskiej pomoc biednym uchodzi za obowiązek.

Post

Post to czwarty filar islamu. Głównym okresem postu jest dziewiąty miesiąc księżycowego kalendarza islamskiego nazywany ramadanem. Od zmierzchu do świtu wierni muzułmanie mają powstrzymywać się od jedzenia, picia i uprawiania miłości. Post jest praktykowany w określo­nych terminach w każdej z wielkich religii monoteistycznych. Ascetycz­ne wyrzeczenie się wygód świata daje oczyszczające poczucie odpoku­towania. Jest to bardzo podobne do chrześcijańskiej tradycji Wielkiego Postu, podczas którego wierni tymczasowo odmawiają sobie życiowych przyjemności. Tak jak zakończeniem Wielkiego Postu jest Wielka Nie­dziela, tak ramadan kończy się trzydniowym świętem.

Pielgrzymka do Mekki

Piątym filarem islamu jest pielgrzymka do świętego miasta Mekki przy­najmniej raz w życiu. Mekka jest centrum islamskiej wiary, domem Ma­hometa, i każdy muzułmanin, który jest w stanie i którego na to stać, po­winien odbyć pielgrzymkę, aby udowodnić swoją wiarę. Muzułmanie ubierają się wówczas w zwyczajne, proste jasne szaty symbolizujące rów­ność w oczach Allaha. Biżuteria, perfumy i miłość są zakazane w czasie pielgrzymki. Niektórzy mężczyźni golą głowy.

Niektórzy muzułmanie pielgrzymują również do Jerozolimy. Jero­zolima jest świętym miastem w tradycji judaistycznej, chrześcijańskiej i islamskiej.

Dżihad

Niektórzy muzułmanie uważają dżihad za szósty filar islamu. Niemuzułmanom słowo dżihad przywodzi na myśl obrazy aktów terroryzmu, po­nieważ niektórzy zapalczywi muzułmanie wykorzystali je jako wezwanie do świętej wojny z niewiernymi. Faktyczna tradycja tego słowa w języku arabskim odnosi się bardziej do „wewnętrznej walki” w celu zadowole­nia Boga i może być zinterpretowana przez muzułmanów dowolnie — od nauczania i działań charytatywnych po walkę w obronie islamu.

Koran

Tak jak judaizm i chrześcijaństwo mają Stary i Nowy Testament, tak is­lam ma swoją świętą księgę Koran. Muzułmanie wierzą, że Koran jest wyrazem ostatecznej woli Boga. Wierzą, że są to prawdziwe słowa Boga podyktowane Mahometowi. W efekcie tego tłumaczenia Koranu na inne języki są podejrzane, ponieważ w przekładach coś może się zagubić.

Co to jest pięć filarów islamu?

Pięć filarów islamu to obowiązki każdego wierzącego muzułmanina. Należą do nich: wyznanie wiary (szahada), modlitwa (sałat), jałmużna (zakat), post (sawm) i pielgrzymka do świętego miasta Mekka (hadż).

Koran oddaje szacunek Mojżeszowi, Jezusowi i innym postaciom z tradycji judeochrześcijańskiej. Są oni szanowani jako święci mężowie, ale muzułmanie wierzą, że ostateczne słowo Boga zawarte jest w Koranie podyktowanym przez Allaha Mahometowi. Dla przykładu w Koranie Je­zus jest przedstawiony jako człowiek śmiertelny, a nie Syn Boży. Jest uzna­wany za proroka i ukochanego przez Boga, ale Koran naucza również, że Allah nie pozwoliłby na to, by jeden z jego proroków cierpiał tortu­ry z powodu śmierci na krzyżu. Koran naucza, iż w ostatniej chwili Je­zus został uratowany przez Boga i zastąpiony sobowtórem. Relacjonu­jąc historię Abrahama i jego syna, Koran zmienia imię syna. W Starym Testamencie Bóg zarządał od Abrahama złożenia w ofierze syna Izaaka na dowód swej wiary tylko po to, by powstrzymać go w ostatniej chwili i powiedzieć, że był to sprawdzian jego miłości do Boga. W Koranie tym synem jest Ismael, od którego, jak wierzą Arabowie, wywodzi się gałąź ich ludów semickich.

Myśl końcowa

To dość trywialne stwierdzenie, że gdyby ludzie skupili się na tym, co ich łączy, a nie na tym, co ich dzieli, to świat byłby lepszym miejscem. Szko­da, że trzy wielkie religie monoteistyczne nie były w stanie tego dokonać przez niemal dwa tysiąclecia nie zawsze pokojowego współistnienia. Nie tylko wszystkie trzy są monoteistyczne, ale też podzielają wiarę w tego sa­mego boga.

Żydzi czczą Stary Testament, chrześcijanie także Nowy, muzułmanie dodali jeszcze Koran, który, ich zdaniem, jest ostatecznym słowem Boga. Te religie mają ze sobą wiele wspólnego.

Wiara to piękna rzecz, podobnie jak tolerancja. Czy nie możemy się po prostu dogadać? Czy nie tego pragnąłby Bóg od swojego najdoskonal­szego stworzenia?

Chrześcijaństwo

W historii judaizmu wielu rościło sobie prawo do tytułu Mesjasza. Wie­lu głosiło swoje przesłanie tłumom, inspirowało wyznawców do podąża­nia ich śladami i umierało za swe czyny. O większości z nich zapomnia­no, ich imiona i ich naśladowcy przeminęli z pustynnym wiatrem.

Jeden z takich ludzi został przyjęty wraz ze swoim przesłaniem i od tej pory świat już nigdy nie był taki, jak wcześniej. W rzeczywistości najwięk­sza i najbardziej wpływowa z wielkiej trójki monoteistycznych religii zo­stała zainspirowana przez nauki skromnego żydowskiego cieśli, który głosił miłość i wybaczenie. Umarł młodo, w wieku trzydziestu trzech lat, lecz, według jego wyznawców, jest to dopiero początek historii.

Jezus z Nazaretu

Chrześcijaństwo jest religią utworzoną na bazie kazań i nauk Jezusa z Nazaretu. Wiemy, że historyczny Jezus nauczał i miał uczniów, był po­strzegany jako polityczne i społeczne zagrożenie dla status quo i został ostatecznie stracony przez Rzymian poprzez straszliwe ukrzyżowanie. Zawsze istnieli sceptycy, którzy wątpili w istnienie historycznego Jezu­sa, lecz świeckie pisma Rzymian potwierdzają, iż chodził po tym świecie. Ale czy był synem Boga, jak wierzą chrześcijanie z całego świata?

W roku 999 wybuchła masowa histeria z powodu nadchodzącej Apo­kalipsy, powrotu Jezusa Chrystusa i ostatecznej bitwy, jaka miała się ro­zegrać pomiędzy Bogiem a szatanem. Nic się nie zdarzyło. W roku 1999 wystąpiły te same obawy, mieliśmy też do czynienia z histerią roku 2000. Potem nastała cisza. Czy jesteśmy bezpieczni przez kolejnych ty­siąc lat?

Niewiele wiemy o historycznym Jezusie poza wydarzeniami z czterech ewangelii, które składają się na pierwszą część Nowego Testamentu. To „au­toryzowane” biografie — autoryzowane jakieś czterysta lat po zdarze­niu. Ojcowie kościoła, mając do wyboru tysiące kronik o Jezusie, wybrali

ewangelie, które podkreślają jego boskość. Istnieją i inne, zawierające rów­nocześnie rozważania o Jezusie jako człowieku, lecz zostały one zdegrado­wane do roli do kontrowersyjnych odsyłaczy w historii chrześcijaństwa.

Chrześcijanie wierzą, że proroctwa Starego Testamentu zostały wypeł­nione przez osobę Jezusa, który poprzez śmierć na krzyżu odkupił grze­chy ludzkości i zaoferował zbawienie wszystkim, którzy wierzyli w Boga. Pierwsi chrześcijanie byli „Żydami-uczniami Jezusa”, a zatem chrześcijań­stwo jest odgałęzieniem judaizmu. Chrześcijanie w końcu przewyższyli li­czebnie Żydów, gdy, głównie dzięki wysiłkom św. Pawła i innych misjona­rzy, przesłanie Jezusa rozeszło się po antycznym świecie i stało się dostępne dla wszystkich, których umysły i serca zostały przekonane do tej filozofii.

Chrześcijańskie rytuały

Kluczowym elementem wiary chrześcijańskiej jest przekonanie, że Je­zus Chrystus powstał z martwych po swym ukrzyżowaniu i przeleżeniu trzech dni w grobie. Wielu zgadza się z tym, iż Jezus był mędrcem; muzuł­manie czczą go jako bardzo ludzkiego proroka, ale sednem wiary chrześ­cijan jest przekonanie o zmartwychwstaniu Jezusa i wiecznym życiu ra­zem z nim w niebie.

Chrześcijaństwo, tak jak dwie pozostałe religie monoteistyczne, ma wiele rytuałów, znanych też jako sakramenty. Chrzest polega na za­nurzeniu w wodzie i uważa się go za oficjalne przyjęcie wiary. Niektó­rzy chrześcijanie praktykują całkowite zanurzenie się w rzece i czekają z chrztem, aż nawrócony dorośnie lub przynajmniej osiągnie rozsądny wiek. Inne wyznania chrześcijańskie chrzczą niemowlęta krótko po uro­dzeniu, a w chrzcie uczestniczy dwoje reprezentantów (rodzice chrzest­ni), którzy odpowiadają na pytania księdza w imieniu dziecka. Kolej­nym ważnym rytuałem czy też sakramentem jest Komunia święta. Jest to odtworzenie Ostatniej Wieczerzy, podczas której Jezus dzielił się chle­bem i winem ze swymi apostołami i nakłaniał ich, by robili to w jego imię. Katolicy wierzą w transsubstancjację, czyli w to, że chleb i wino są dosłownie przekształcane w ciało i krew Chrystusa przez księdza w czasie mszy. Wiele kościołów protestanckich uważa to za symbolicz­ny rytuał, a niektóre w ogóle nie uwzględniają tego obrzędu i nie włącza­ją go do swoich praktyk.

Kłótnie i napięcie, jakie pojawiły się pomiędzy judaizmem, chrześci­jaństwem i islamem na przestrzeni ostatnich dwóch tysiącleci, są tra­giczne na wielu poziomach i absurdalne, jeśli chodzi o meritum: Jah­we, Bóg, i Allah to tylko różne imiona tego samego bóstwa czczonego w różny sposób przez wszystkie trzy religie.

Wyraźnie widać, że chrześcijaństwo nie jest monolitem. Od śmier­ci Jezusa aż do czasów renesansu w zachodnim świecie istniał tylko jeden kościół — rzymskokatolicki. Na Wschodzie greckie i rosyjskie prawosła­wie rozwijały się bez kontaktów z rzymskim papiestwem. Oprócz nich funkcjonowało i funkcjonuje wiele mniejszych sekt chrześcijańskich.

Liczne odłamy

W okresie renesansu w wyniku reformacji powstały liczne kościoły pro­testanckie. Wszystkie one opierają się na wierze w Jezusa Chrystusa i na­ukach Nowego Testamentu, ale dzielą je liczne różnice, a wzajemna ry­walizacja, zaszłości, a czasem wręcz otwarta wrogość często naznaczały historię relacji pomiędzy tymi wyznaniami.

Wszystkie te wyznania obiecują życie wieczne pod warunkiem przy­jęcia Chrystusa jako zbawcy. Niektóre z nich są tolerancyjne wobec in­nych odłamów, podczas gdy inni zapalczywi chrześcijanie są bardziej zaabsorbowani tym, kto pójdzie do piekła, niż tym, czy oni sami trafią do nieba.

Większość chrześcijan wierzy, że Jezus powróci, a kiedy to nastąpi, będzie niezłe zamieszanie. Mistycy i szaleńcy powtarzają nam, że koniec jest bliski, już od bardzo dawna. Jak na razie jednak ich przepowiednie się nie sprawdzają.

Jeśli będziemy chcieli wszystko uprościć i sprowadzimy wszystkie dogmaty do ogólno chrześcijańskiego przekonania, że „Bóg jest miłoś­cią”, wówczas chrześcijaństwo okaże się piękną wiarą, dającą duchowe ukojenie milionom wiernych i będącą źródłem dobrych uczynków i cha­rytatywnych działań na całym świecie.

Judaizm

Pierwsi Izraelici nie byli monoteistami. Byli oni, jak się ich dziś nazywa, benoteistami, co oznacza, iż mieli swego boga, lecz akceptowali bóstwa są­siadów, uważając je za równie ważne — innymi słowy, wyznawali oni te­ologiczną zasadę „żyj i pozwól żyć”. Ukształtowali swą wiarę, w której istniał tylko jeden bóg imieniem Jahwe, podczas męki i cierpienia, ja­kie przeżywali jako niewolnicy w Egipcie, późniejszego wyzwolenia i wę­drówki przez pustynię, gdzie, według Starego Testamentu, objawiono im dziesięć przykazań. Podczas późniejszego okresu dominacji mieszkań­ców Babilonu monoteizm Izraelitów został umocniony i ustanowiona została wiara, iż Mesjasz w końcu nadejdzie i zbawi świat. W tym mo­mencie wyłoniło się chrześcijaństwo.

Izraelici byli zawsze dręczeni przez zdobywców. W końcu nadeszli Rzymianie. Okupowali oni judeę przez wiele lat. Jezus Chrystus żył właś­nie w czasie rzymskiej okupacji. Jerozolima została zniszczona w roku 70 n.e. podczas jednego wydarzenia w historii kultury, które nazywane jest diasporą — od greckiego słowa „dyspersja”. Założenie państwa Izrael w roku 1948 ustanowiło pierwszą żydowską ojczyznę po prawie dwóch ty­siącleciach. Życie przez całe pokolenia bez ojczyzny, bez domu, wędrów­ki, koczowanie na obcej ziemi, gdzie traktowano Żydów niesprawiedli­wie, gdzie często dochodziło do wybuchów gwałtownych prześladowań — miały wielki wpływ na ukształtowanie ich religii i filozofii.

Tora i Talmud

Tora jest podstawą żydowskiej religii, tradycji i prawa; nazwa ta pochodzi od hebrajskiego słowa „doktryna”. Częścią Tory jest Pięcioksiąg składają­cy się z pierwszych pięciu ksiąg Biblii zwanych przez chrześcijan Starym Testamentem. Ponieważ Żydzi nie uznają Nowego Testamentu, nie nazy­wają swoich ksiąg „starymi”. Nazwa Tora często obejmuje wszystkie pis­ma żydowskie wraz z różnymi komentarzami napisanymi przez nauczy­cieli i rabinów w ciągu stuleci.

Talmud jest kolejną księgą religii żydowskiej, obejmującą prawo cy­wilne, a także Pięcioksiąg, Torę i komentarze do Tory. Istnieją dwie wersje Talmudu: Talmud Izraelski i Talmud Palestyński.

Naród wybrany

Tradycja żydowska utrzymuje, iż Żydzi są „narodem wybranym”. Moj­żeszowi objawił to sam Jahwe. Nie opuszcza ich skłonność do ironii, po­nieważ aby zostać „wybranymi”, musieli przetrwać wiele trudności. Księ­ga Hioba ze Starego Testamentu opowiada historię nieszczęsnego Hioba, którego dotyka jedno nieszczęście po drugim, gdyż Bóg testuje go jako swojego faworyta.

Tradycja żydowska popiera wiarę w jednego Boga, który stworzył wszechświat i kieruje nim. Boski wzór życia zaprezentowany został po­przez dziesięć przykazań, które zostały objawione Mojżeszowi na Górze Synaj. Judaizm opiera się na umowie czy też pakcie zawartym między Bogiem i Żydami. Żydzi uznają Boga za najwyższego króla i prawodaw­cę, a ten wyróżnia ich jako swój naród wybrany. Nieprzyjemne zrządze­nia losu, które dotykały Izraelitów, były często interpretowane jako znaki niezadowolenia Boga, co może wskazywać na to, że, w mniemaniu Jah­we, Żydzi nie zawsze żyli zgodnie ze swoją częścią umowy, a to ze wzglę­du na rożne próby i trudne przeżycia, z jakimi musieli się zmagać przez wieki.

Bóg Starego Testamentu jest, wedle swych własnych słów, Bogiem gniewnym i zazdrosnym, chętnie karzącym i wymagającym. Stąd juda­izm jest pełen rytuałów, które muszą być wypełniane, i praw, które muszą być przestrzegane. Księga Kapłańska jest długą listą praw, spośród któ­rych jedne brzmią całkiem logicznie (mężczyzna nie powinien odbywać stosunków seksualnych ze swoją córką), podczas gdy inne (mężczyzna powinien oddalić kobietę ze swego namiotu na czas jej menstruacji) zwy­czajnie byłyby nie do zaakceptowania w dzisiejszym świecie.

Cierpienia Żydów, jakich zaznawali oni przez lata z rąk gnębicieli, dały początek wierze w to, że Mesjasz przyjdzie, by zbawić świat. Współ­cześni Żydzi wierzą, iż ten dzień jeszcze nie nadszedł. Jednakże wielu wie­rzy, iż dzień, w którym pojawił się Mesjasz, nastał jakieś dwa tysiące lat temu i w oparciu o jego narodziny, nauczanie, śmierć, a dla wyznawców nawet zmartwychwstanie stworzono religię znaną jako chrześcijaństwo.

Na dobre i złe

Na dobre, a czasem i na złe, judaizm, chrześcijaństwo i islam wciąż kształ­tują świat na poziomie osobistym, socjokulturowym i politycznym. Choć te wiary przepełniły dusze swych wyznawców ekstazą iluminacji, przeja­wiały się czasem okrutnymi aktami bigoterii, gdy jedna z nich próbowała zdobyć dominację w świecie i miejsce w sercach kobiet i mężczyzn. Kiedy ktoś niezłomnie uważa siebie za członka jedynej prawdziwej wiary, coś, co jest dla niego oczywiste, może prowadzić do przekonania, że wyznaw­ca innej wiary wymaga albo nawrócenia albo uśmiercenia.

Monoteizm jest formą religii, w której wyznaje się jednego boga. Ju­daizm, chrześcijaństwo i islam są trzema głównymi religiami monotei­stycznymi. Filozofia monoteizmu kształtuje nasz dzisiejszy świat na nie­malże każdym poziomie, tak ziemskim, jak i duchowym.

Tak jak na Ali in the Family wzorowany był Maude, który z kolei był wzorem dla Good Times1, tak chrześcijaństwo i islam wzorują się na judai­zmie. Jednak pomimo wspólnych korzeni niewiele było przez wszystkie te lata chwil spokojnej koegzystencji tych religii. Krucjaty, pogromy, dżihad — wiele z nich odbyło się w imię Jahwe, Chrystusa i Allaha, co tyl­ko zwiększa dramatyzm tych wydarzeń, jako że są to tak naprawdę trzy imiona tego samego bóstwa. Judaizm, chrześcijaństwo i islam są trzema głównymi monoteistycznymi religiami. Monoteizm oznacza wiarę w jedne­go boga władającego niebem i ziemią. Nawet we współczesnych czasach, okresie ziemskiego humanizmu, wpływ tych trzech wielkich monotei­stycznych religii jest widoczny w naszych kulturach i umysłach.

Sufizm

Jest to forma islamskiego mistycyzmu, która pojawiła się już w siódmym wieku, krótko po powstaniu islamu. Sufi dosłownie oznacza człowieka z wełny. Wędrujący mistycy suficcy byli ascetami i cierpieli z powodu swo­ich przekonań, z rozmysłem nosili niewygodne wełniane szaty, co miało być częścią ich umartwiania się. Mistycy i szaleni mnisi prowadzący dzi­waczny i nonkonformistyczny styl życia występowali zarówno w chrześ­cijaństwie, jak i judaizmie — ten sposób bycia miał ich zbliżyć do Boga.

Techniki sufickie

Techniki, którymi posługiwali się sufi dla wejścia w bezpośredni kon­takt z Allahem, obejmowały pokutę za grzechy, ascezę, wyrzeczenie, ślu­by ubóstwa i poświęcenie się wypełnianiu woli boga tak, jak ją rozumieli. Efektem końcowym miało być osiągniecie wyższego stopnia świadomo­ści, do którego dążyli wszyscy mistycy.

To twierdzenie o bezpośrednich kontaktach z bogiem uczyniło su­fich mocno niepopularnymi wśród innych muzułmanów, delikatnie rzecz ujmując. Wielu sufich lekceważyło wiele z zasad islamu i często gło­sili oni poglądy panteistyczne, twierdząc, że Allah i natura to jedno. Osta­tecznie sufi i większość muzułmanów doszli do pewnego kompromisu.

Czy wiesz, że niektóre numery cyrkowe mają swe korzenie w sufizmie?

Czynności takie, jak połykanie miecza i chodzenie po rozgrzanych wę­glach, pokazywano i stereotypizowano w telewizji. Ci„zaklinacze węży” i ich zaskakujące przedstawienia są żywym dowodem na to, do jak cu­downych rzeczy zdolne jest ludzkie ciało, jeśli umysł jest skupiony, zmo­tywowany i żywy.

Maulana Dżalal ad-Din Rumi

Ten żyjący w latach 1207 -1273 poeta jest najsłynniejszym z sufich. Jego poezja jest dziś całkiem modna. Niewielu muzułmańskich mistyków jest bowiem deklamowanych z towarzyszeniem lutni w nowojorskiej dziel­nicy Greenwich Village. Rumi spotkał na swojej drodze mistrza sufickie- go, który silnie zainspirował jego poezję i wpłynął na nią, szczególnie po swoim tajemniczym zniknięciu. Poezja Rumiego przepełniona jest suficką filozofią, ale jest też pełna romantyzmu, a nawet erotyki. Po jego śmierci uformowała się mała sekta jego wielbicieli oddających cześć jego pamięci.

Praktyki sufickie

Sekta powstała po śmierci Rumiego nosiła nazwę „wirujących derwiszy”. Wyróżniającą ich praktyką był transowy taniec, podczas którego, wiru­jąc, doprowadzali się do stanu ekstatycznego pobudzenia, często pada­jąc na ziemię w drgawkach. Wiele opisów rytuałów derwiszy pochodzi od europejskich obserwatorów, stąd pełen przesądów język opisu. Jeden z opisów mówi o wyjących derwiszach. To „wycie” było religijną pieśnią, a nie zwykłym krzykiem.

Shinto

To tradycyjna religia Japonii, która na przestrzeni wieków uległa wielu przemianom. Słowo shinto oznacza „drogę bogów”, a jego źródłem był cokolwiek nieokreślony kult duchów. Podobnie jak w mitach greckich, te duchy personifikowały elementy natury — słońce, księżyc, pogodę i inne, które wpływały na życie prymitywnych Japończyków. Próba wyjaśnienia świata dookoła poprzez jego antropomorfizację to powszechnie spoty­kany element w religiach prymitywnych. Antropomorfizm to przypi­sywanie cech ludzkich innym kategoriom bytów, na przykład naturze, zwierzętom czy bogu. Shinto to wiara bez świętego tekstu, przykazań i dogmatów.

Shinto a buddyzm

Aż do szóstego wieku naszej ery shinto nie miało nawet nazwy. W tym właśnie czasie z Chin do Japonii zaczęły przenikać doktryny konfucjańska i buddyjska, które zaczęły wywierać wpływ na kulturę tego kraju. Bud­dyzm wdarł się na wyspy i przejął wiele shintoistycznych rytuałów. Bud­dyjscy mnisi przejęli nawet shintoistyczne świątynie i wstawili do nich posągi Buddy. Religia powstała w wyniku tej syntezy nosi nazwę Ryobu Shinto i jest połączeniem buddyzmu, konfucjanizmu i shinto, przy czym ten pierwszy element jest dominujący.

Powrót shinto

Tryumfalne odrodzenie shinto w osiemnastym wieku było związane z na­cjonalizmem i brakiem zaufania Japończyków do wszystkiego, co obce. W tej wersji neoshintoizmu cesarz był traktowany jako boski nominat, co było powszechną taktyką we wszelkich monarchiach na całym świecie. I oczywiście Japończycy byli „ludem wybranym”. Uważali również, że Ja­ponii przeznaczone jest panować nad światem, co doprowadziło do na­rodzin japońskiego militaryzmu, którego kres wyznaczyła dopiero klęska w drugiej wojnie światowej.

Po wojennej porażce będącej końcem marzeń zwycięscy Amerykanie zabrali się do kolejnego przekształcenia shinto. Generał Douglas Mac Artur (ten od powiedzonek: „Ja tu wrócę!” i „Starzy żołnierze nie umierają, oni po prostu się znikają”) będący okupacyjnym gubernatorem pokona­nej Japonii narzucił oddzielenie państwa od kościoła. Istniały wówczas dwie formy shinto — państwowa i sekciarska. Ta pierwsza była mocno nacjonalistyczna i Amerykanie zadbali o to, by nie była dłużej wspiera­na przez rząd i nauczana w szkołach, tak aby mało duchowe impulsy nie rozpalały społecznego niepokoju i nie rodziły problemów. Cesarz został zmuszony do zrzeczenia się boskiego statusu. Shinto sekciarskie pozosta­wiono natomiast samemu sobie i do dziś kwitnie ono w Japonii w formie różnych, dużych i małych sekt.

Dwie szkoły

Po śmierci Konfucjusza o dominację w Chinach walczyły dwa obozy sku­pione wokół jego uczniów — Mencjusza i Xun-zi. Mencjusz, podobnie jak jego mentor, wierzył w wewnętrzną porządność gatunku ludzkiego, ale jego nauki dotyczyły potencjalnej ciemnej strony. Mówiąc o dziedzi­czeniu i czynnikach środowiskowych, Mencjusz uważał, że ludzie rodzi­li się z czystym sercem, ale ich własne natury lub świat dookoła mogły ich uczynić złymi. To przekonanie jest przeciwstawne wobec chrześcijańskiej koncepcji grzechu pierworodnego, która zakłada, że ludzie są wewnętrz­nie grzeszni, ale mogą być odkupieni poprzez wiarę chrześcijańską.

Druga ze szkół postkonfucjańskich, uosabiana przez Xun-zi, przed­stawia z kolei swoją wizję grzechu pierworodnego. Wierzy, że ludzie są z natury źli, ale mogą być odkupieni przez moralne wychowanie i ży­cie w sprawiedliwym społeczeństwie.

Konfucjanizm a taoizm

Konfucjanizm kładł nacisk na właściwe zachowanie, protokół i etykietę w każdej sytuacji, co było przeciwieństwem swobodnego, niesztywnego i bezkształtnego tao. Istnieje legenda, że młody Konfucjusz spotkał sta­rego Lao-Tse i po spotkaniu powiedział: „Spotkałem smoka”. Nie cho­dziło mu o to, że spotkał stetryczałego, ziejącego ogniem głupca. W chiń­skiej mitologii smok nie należy do ziemskiego padołu, lata w chmurach i nie dotyczą go przyziemne utrudnienia. Konfucjanizm to filozofia kon­kretu, taoizm to filozofia jak najdalsza od konkretu.

Konfucjanizm przeplatał się z taoizmem i buddyzmem, ale nigdy nie stracił swego wpływu na życie społeczne i polityczne w Chinach. W końcu powstała nowa szkoła konfucjańska uwzględniająca osiągnię­cia taoizmu i buddyzmu, zwana neokonfucjanizmem.

Dziedzictwo Konfucjusza

Konfucjanizm w takiej czy innej formie pozostawał znaczącą szkołą fi­lozoficzną w Chinach aż do rewolucji komunistycznej w 1949 roku. Dą­żący do dogmatycznego monopolu komuniści zniechęcali do studiowa­nia Konfucjusza, a prace filozoficzne nie były mile widziane. Jednakże główne dzieła konfucjanizmu nadal były powszechnie czytane. Najsłyn­niejszy z antycznych tekstów to I Ching, czyli „Księga przemian”. Jest ona wykorzystywana na Zachodzie do wróżb, ale to starożytny i święty tekst. Rzuca się losy, a następnie szuka w książce odpowiedniego cytatu (w za­leżności od wylosowanych liczb) i bardzo często znaleziona odpowiedź okazuje się bardzo trafną odpowiedzią na zadane pytanie!

Konfucjanizm

Konfucjanizm jest nieco bardziej skomplikowany, niż to się powszechnie uważa na Zachodzie, gdzie kojarzy się go z ciasteczkami szczęścia i Azja­tami ględzącymi w telewizji z niezrozumiałym akcentem, zaczynającymi zdania od: „Konfucjusz powiedział: <tu jakiś znany banał>”.

Konfucjusz

Żył w latach 551 – 479 p.n.e. Urodził się w zamożnej rodzinie, która jed­nak wskutek niefortunnych zdarzeń losowych popadła w ubóstwo. Był podróżującym filozofem, którego uczniowie formowali i wchłaniali jego mądrości. W jego czasach w Chinach panował chaos, wszechobecne były korupcja i nadużycia władzy. Jego filozofia podkreślała etyczny wymiar relacji międzyludzkich i politycznych, wartości rodzinne i szacunek dla rodziców. Jego główną metodą było dawanie dobrego przykładu. Przy­wódca powinien być przykładem moralnej niezłomności, tak by zgodnie z zasadą naśladowania w dół obywatele przejęli jego cnoty. Konfucjusz krótko sprawował urząd polityczny i wdrożył swoje przekonania z wyjąt­kowo dobrymi rezultatami. Przez resztę życia próbował, poprzez swoje pisma i nauczanie, nawrócić grzeszników na drogę prawdy, sprawiedli­wości i prawdziwej chińskości.

Termin ren można przetłumaczyć jako„miłość”lub„cnotę”i jest to klu­czowy punkt filozofii Konfucjusza. Wyrażony w inny sposób, w formie bardzo bliskiej ludziom Zachodu, brzmi: „Czyń innym to, co chciałbyś, aby oni uczynili Tobie”. Tak jest, słynna „złota zasada”jest również obec­na w filozofii starożytnych Chin.

Konfucjusz, podobnie jak Jezus i Budda, nie pozostawił po sobie żad­nych pism, co wydaje się rozpowszechnionym zwyczajem pośród wiel­kich liderów duchowych. Spisanie swoich mądrości pozostawiają oni uczniom. Najlepszym opisem życia Konfucjusza i jego nauk jest książ­ka Dialogi konjucjańskie Lun-yu). Konfucjusz nie był przywódcą religijnym, chociaż byli tacy, którzy czcili go jako wysłannika bogów. Jego nauki etyczne wzywały do głębokiego szacunku dla rodziców, a także do kultu przodków, lojalności wobec państwa i jego przywódców. Opisał też pięć cnót niezbędnych dla dobrego życia: współczucie, przyzwoitość, dobre maniery, wiedza i wierność.

Konfucjusz i jego uczniowie stworzyli filozofię, która wpłynęła na kulturę azjatycką na poziomie społecznym, politycznym i ducho­wym. Zapoczątkowana w Chinach, rozprzestrzeniła się po świecie i cią­gle fascynuje łudzi Zachodu.

Filozofia świecka

Konfucjanizm nie jest zorganizowaną religią. To świecka filozofia. Nie ma kapłanów czy dogmatów. Konfucjusz jest traktowany jako wielki czło­wiek, a nie bożek czy wysłannik niebios. Istnieją wprawdzie konfucjańskie „świątynie”, ale służą one raczej zbieraniu się lokalnych społeczności. Konfucjusz wyczuł, że w ludzkiej naturze leży skłonność do ubóstwiania przywódców i robienia z nich wielkich herosów, dlatego zabronił ubó­stwiania swojej osoby za życia i po śmierci.