Archive for the ‘Dwanaście kroków do lepszego życia’ Category

Pozostanie finansowo niezależnym

Kolejną ważną filozofią AA jest finansowa niezależność. Na początku hi­storii AA Bill Wilson spotkał się z doktorem Johnem D. Rockefellerem, by nakłonić go do darowizny na rzecz organizacji. Rockefeller odrzucił jego prośbę, ale nie z powodów finansowych. Jako biznesmen wiedział, że ponieważ to on kontroluje pieniądze, to, jego zdaniem, niejako zapra­sza innych do konsumpcji alkoholu. Powiedział Wilsonowi, że robi do­brą robotę w AA i powinien trzymać kapitalistów z dala od swojej organi­zacji. Gdyby historia potoczyła się inaczej, AA prawdopodobnie by nie przetrwali lub można by rozpoznać trzeźwiejącego alkoholika na ulicy po całej masie znaków firmowych, jakie miałby on umieszczone na swo­im ubraniu niczym zawodnik wyścigów Nascar.

W chwili gdy umożliwienie rehabilitacji stało się dochodowym przemy­słem, zaistniało wiele innych programów oferujących trzeźwość za darmo.

Wielu ludzi znalazło dzięki nim pomoc, lecz nawet te programy sugerują, że kiedy pacjent powróci do rzeczywistego świata, powinien zacząć uczęsz­czać na spotkania AA. Są też członkowie AA, którzy zostali CKA — Certy­fikowanymi Konsultantami Alkoholizmu. Są oni w istocie bliscy sofistom. Biorą zapłatę za dar, który był im dany za darmo. Sokrates, jak pamiętasz, nie wziął nigdy grosza za swoje filozofowanie i uważał, iż to byłoby niewłaś­ciwe. Mądrość powinna być dostępna za darmo dla wszystkich, którzy jej poszukują. Tak naprawdę mieszka ona w duszy ludzkiej, czekając, by uzy­skali do niej dostęp ci, którzy poświęcają temu czas i chęci.

Setki programów Dwunastu Kroków zostały udostępnione przez AA, by pomóc innym z różnymi rodzajami uzależnień, od narkotyków po ob­jadanie się, od kompulsywnego hazardu po uzależnienie od seksu.

Organizacja AA w większej części pozostała niezmieniona. Pomo­gła milionom ludzi i pozostaje najskuteczniejszą drogą do osiągnięcia i utrzymania trzeźwości — jednego dnia na raz, oczywiście.

Adaptacje przez inne organizacje

Wiele innych organizacji włączyło Dwanaście Kroków Anonimowych Alkoholików do swoich programów i przystosowało je do swoich wy­mogów. Grupy wsparcia takie, jak Al-Anon i Alateen oferują pomoc ro­dzinom alkoholików. Cierpiąca żona Billa Wilsona w istocie założy­ła Al-Anon. Istnieje wiele innych organizacji: Anonimowi Narkomani, Anonimowi Żarłocy, Dorosłe Dzieci Alkoholików, Anonimowi Seksoholicy i wiele innych. Wszystkie kierują się zasadami Dwunastu Kroków, pozytywną filozofią psychologiczną i duchową postawą, która jest jed­nym z najskuteczniejszych planów działania dla samorozwoju, wymyślo­ną przez umysł człowieka z niewielką pomocą Siły Wyższej (jakkolwiek to rozumiesz, oczywiście).

Dwanaście Tradycji

Dodatkiem do Dwunastu Korków, które służą jednostkom, jest Dwana­ście Tradycji, które stworzono po to, by zoptymalizować zdrowie i dobro­byt organizacji jako całości. Mógłbyś zapytać, dlaczego dwanaście? Czy to zadziwiający zbieg okoliczności, że jest Dwanaście Kroków i Dwana­ście Tradycji? Oczywiście, że nie. Bill i spółka wyliczyli to tak, by pasowa­ło do symbolu: dwunastu apostołów, dwunastu członków ławy przysię­głych i tak dalej.

Anonimowość jako filozofia

Anonimowość jest filozofią często trudną do praktykowania. Kiedy już wywróciłeś całe swoje życie, chciałbyś wykrzyczeć to z dachu i pochwalić się swoimi osiągnięciami całemu światu. Biorąc pod uwagę fakt, że pro­cent powrotów do nałogu jest bardzo wysoki, nie jest dobrym pomysłem chwalić się, jeśli możesz wylądować przy barze wkrótce potem. Na po­czątku działalności AA było kilka sław, które chodziły na spotkania i publicznie przyznawały, że prowadzą teraz czyste i trzeźwe życie dzięki tej nowej organizacji zwanej Anonimowymi Alkoholikami. Chwilę póź­niej prasa opisywała ich kolejną libację w Klubie Stork. Niezbyt to dobra promocja reputacji.

Istniało również piętno alkoholika. Alkoholizm uważano za moral­ny upadek i oznakę słabego charakteru, a dążenia do wyzdrowienia nie budziły szacunku. Uważano je często za rozpaczliwe wysiłki kanalii. Jak na ironię, ludzi wyrzucano z pracy wówczas, gdy pracodawca odkrywał, iż należą do AA. Na szczęście to postawa już odległa od dzisiejszych, bar­dziej współczujących czasów.

Istnieje również związek między anonimowością i pokorą. Należy tu jednak rozróżnić pokorę i upokorzenie. Tak, jak zaobserwował Ary­stoteles, prawdziwie bezinteresowne działanie powinno być wykonywane ochoczo, a nie po to, by zyskać jakieś korzyści i zaimponować ludziom oraz poprawić swoją reputację. AA nalegają, by członkowie przedkładali

„zasadę nad osobowość”. Nie należy tej filozofii cenić zbyt nisko. Zasady Anonimowych Alkoholików są szlachetne i afirmują życie. Ludzie są tyl­ko ludźmi, czasem zarozumiałymi egoistami, którzy potrafią zmonopo­lizować spotkanie, karmiąc swą dumę chełpliwymi wysiłkami przedsta­wienia siebie jako autorytetu AA i ozdrowieńców. Takich „primadonn” powinni unikać nowo przybyli. Takie osoby są antytezą akuszerów Sokratejskiej tradycji. Przechodzą od postawy pokornego filozofa do kul­towego przywódcy, jakim chcieliby zostać. W końcu ludzie nie przy­chodzą na spotkania AA dla własnej przyjemności, dlatego że życie jest cudowne, a wszyscy razem wzięci są głębokimi i mądrymi myślicielami. Członkowie AA reprezentują przekrój społeczeństwa — tak więc poziom czynnika idiotyzmu jest taki sam, jak w Twojej pracy czy w miejscowej jadłodajni.

Wyzdrowienie, zwłaszcza w początkowych stadiach, jest bardzo trud­nym i osobistym doświadczeniem i najlepiej jest czynić te wysiłki w przy­jaznych granicach pokoju spotkań AA, gdzie możesz liczyć na grupę po­dobnie myślących towarzyszy.

Dwanaście Kroków

Dwanaście Kroków Anonimowych Alkoholików stworzyli Bill W i spół­ka, a wywodzą się one z kilku wieków bogatych tradycji filozoficznych i duchowych. Prawdą jest, że Bill Wilson nie napisał tych kroków, tylko je zebrał. A była to tak naprawdę właściwa filozofia wyrażona we właściwy sposób i we właściwym czasie, by zmienić społeczeństwo. Patrząc na nią obiektywnie, można powiedzieć, iż jest to rozsądny przewodnik po ży­ciu nawet dla niepijących.

Konkretne kroki

Pierwsze trzy kroki wykonuje się indywidualnie. Alkoholik przyzwyczaja się do myśli, iż alkohol ma nad nim kontrolę, iż jest bezsilny wobec nało­gu i potrzebuje pomocy, by wydobyć się z tej kłopotliwej sytuacji. AA na­zywa to „Siłą Większą niż Twoja”, która może przywrócić Twój zdrowy rozsądek. Alkoholik decyduje się wówczas poddać tej sile.

Czy sądzisz, że jesteś alkoholikiem?

Przeczytaj broszurę AA zatytułowaną 44 pytania i zrób test. Albo za­stosuj tę ogólną zasadę: „Jeśli sądzisz, że masz problem, wówczas je­steś alkoholikiem”. Sam fakt, iż ciąży Ci to na umyśle, wskazuje, że masz problem.

Czwarty i piąty krok zawierają pewnego rodzaju „wyjście”. Zaleca się, by alkoholik zrobił to, co nazywane jest „poszukiwaniem i nieugiętym moralnym inwentarzem” siebie. Robi on bilans swojego życia i stara się zobaczyć, gdzie popełnił błąd i jak może to teraz naprawić. W piątym kroku dzieli się tymi osobistymi przemyśleniami z inny człowiekiem, zwykle swoim sponsorem. Dla wielu ludzi to jedna z najtrudniejszych rzeczy, jaką kiedykolwiek musieli zrobić. Nagrodą jest poczucie, iż nie są sami, a osoba, z którą dzielą się swoimi przemyśleniami, najprawdo­podobniej przechodziła przez coś bardzo podobnego. W szóstym i siód­mym kroku alkoholik prosi Boga, by usunął te „defekty charakteru” zi­dentyfikowane przez niego i jego sponsora czy spowiednika.

Krok ósmy i dziewiąty również nie są łatwe dla alkoholika (ani niko­go innego). Prosi się go bowiem o zrobienie listy osób, które skrzywdził swoim piciem. Zwykle zawiera ona członków rodziny, pracodawców, pra­cowników i różne bliskie mu osoby. To może być kłopotliwy i bolesny proces, lecz znów własna korzyść jest głównym czynnikiem motywują­cym. Jeśli spowiedź jest czymś dobrym dla duszy, pokuta jest czymś jesz­cze lepszym. To zdjęcie ciężaru z ramion i brzemienia z gnębionego po­czuciem winy umysłu.

Kroki dziesiąty do dwunastego są tradycyjnie nazywane „krokami za­chowawczymi”. Alkoholik wciąż kontroluje swe nieznośne defekty cha­rakteru, modli się i medytuje w oczekiwaniu na wskazówki od swojej Siły Wyższej, i, co bardzo ważne, przekazuje posłanie poprzez służenie i po­maganie nowo przybyłym, oddając to, co sam dostał.

Problem poddania się

Wielu nowo przybyłych ma poważny problem z poddaniem się, przy­znaniem do bezsilności i przyjęciem konceptu Siły Wyższej. Podczas gdy większość pierwotnych członków AA była chrześcijanami i daje się za­uważyć ich wpływ na język organizacji, to jednak AA inspiruje się w rów­nym stopniu tradycją Wschodu, a także sporą dawką pragmatyzmu i zdro­wego egoizmu.

AA i Bóg

Ciągłe odnoszenie się do Boga może dać komuś złudzenie, iż AA jest rodzajem religijnej sekty. AA twierdzą inaczej. Mówią, iż możesz doko­nać wszystkiego dzięki swej Sile Wyższej. Ludzi nie powinien zniechę­cać język pism z lat trzydziestych. Nie jest to również wykręt czy gra se­mantyczna w celu dokonania właściwych zmian językowych. Wielu ludzi swoją Siłą Wyższą czyni po prostu filozofię AA, bez włączania elemen­tu mistycznego do tej mieszanki. AA mają siłę, by pomagać ludziom w utrzymaniu trzeźwości. Jest to siła, którą alkoholik traci, gdy pozosta­wiony jest własnemu lqsowi. Ergo, jest to siła większa niż jego własna. So­fistyka? Cóż, jest to przypadek, w którym filozofia „cokolwiek, co działa” może zrobić wiele dobrego.

Pomimo kontrowersji AA nie jest organizacją religijną. Jest to ducho­wy program uleczenia, ale wiara w Boga nie jest wymogiem. Jedynym wymogiem członkostwa jest zaprzestanie picia.

Modlitwa św. Franciszka

Słynny średniowieczny filozof i miłośnik zwierząt Franciszek z Asyżu na kilka stuleci przed tym, zanim Bill spotkał Boba, opracował modli­twę, która stała się jednym z filarów filozofii AA. Modlitwa ta znana jest jako modlitwa św. Franciszka. Oferuje ona przewodnictwo w życiu, za­chęcające do zachowania spokoju umysłu bez względu na to, czy jesteś al­koholikiem, abstynentem, czy też byłym alkoholikiem przemienionym w abstynenta. Innymi słowy, z tej modlitwy skorzystać może każdy.

Anonimowi Alkoholicy wykorzystują modlitwę św. Franciszka jako źródło refleksji oraz pociechy. „Boże, użycz mi pogody ducha, abym godził się z tym, czego nie mogę zmienić, odwagi, abym zmieniał to, co mogę zmienić, i mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego”.

Spotkanie

Spotkania AA zazwyczaj mają miejsce w jakimś niedrogim lokalu, często w kościelnej piwnicy. Nie chodzi tu o to, by wynajmujący był współczują­cy, ale o to, by stawka była niska. Nie ma żadnych obowiązkowych opłat, ale wszyscy zrzucają się do koszyka, aby zapłacić za salę i kawę. Spotkania mogą przybierać kilka różnych form. Niektóre są dyskusjami, podczas których nieformalny lider będzie mówił przez kilka minut, a następnie chodził dookoła pomieszczenia, oferując każdemu z uczestników moż­liwość podzielenia się myślami związanymi z tematem rozmowy. Kwe­stie takie, jak „akceptacja” lub „wdzięczność” nie są omawiane, są one jedynie punktem wyjścia do wolnej i otwartej dyskusji o alkoholizmie. Niektórzy uczestnicy wykorzystują okazję do „wyrzucenia” z siebie tego, co akurat im ciąży. Zazwyczaj pozwala się im mówić, ale podkreśla się kwestie alkoholizmu i trzeźwienia, bo w końcu to właśnie dlatego wszy­scy się zebrali.

Na spotkaniach dotyczących dwunastu kroków odczytywany i dys­kutowany jest odpowiedni fragment. (Program dwunastu kroków bę­dzie omówiony w dalszej części rozdziału. To plan przeżycia opracowany przez Billa Wilsona). Spotkania poświęcone „wielkiej książce” obejmu­ją odczytanie jej fragmentu i rozmowę o praktycznych zastosowaniach zdobytej wiedzy. Wielka książka to po prostu określenie książki Anoni­mowi Alkoholicy napisanej przez Billa Wilsona z niewielką pomocą przyja­ciół. W pierwszej części książki Wilson relacjonuje swoją historię i opisu­je plan działania dla trzeźwiejącego alkoholika. Druga część poświęcona jest historiom innych osób, które znalazły pomoc w ruchu AA.

Zanim pojawili się Anonimowi Alkoholicy, większość alkoholików zry­wających z piciem robiła to dzięki wielkiej determinacji lub nawróceniu religijnemu. AA oferują inną metodę — plan na życie pozwalający alko­holikowi trzymać się z dala od pierwszego kieliszka i odnaleźć spokój umykający większości trzeźwiejących alkoholików.

Spotkania otwarte są, jak sama nazwa wskazuje, dostępne dla pub­liczności. Zazwyczaj krótkie mowy wygłaszają trzy osoby. Chociaż inne rodzaje spotkań generalnie uważane są za zamknięte, to nie ma czegoś ta­kiego, jak lista członkowska. Nie sprawdza się obecności i nikt nie pyta o to, jak się nazywasz. Fakt przebywania na spotkaniu wskazuje na prag­nienie zaprzestania picia. Niepijący, którzy mogą mieć dziwną ochotę pojawienia się na spotkaniu AA, mogą to zrobić bez strachu, chociaż za­stanawiający jest fakt, dlaczego chcą się pojawić w takim miejscu.

Sponsor

Każdej nowo pojawiającej się osobie przydzielany jest opiekun zwany sponsorem. Jest to najczęściej osoba bliska całkowitego wytrzeźwienia. Często (ale niekoniecznie) starsza, osoba taka pomaga nowo przybyłemu przebrnąć przez pierwsze fazy trzeźwienia, odpowiadając na jego pytania, towarzysząc mu na spotkaniach oraz służąc radą i pomocą. Ten zwyczaj odwołuje się do starożytnej tradycji mentora. Tak jak słuchacze Akade­mii wsłuchiwali się w słowa Platona, a uczniowie Liceum — Arystotelesa, tak nowo przybyli słuchają się swojego sponsora. Jednakże sponsorzy nie deklarują posiadania jakiejś szczególnej wiedzy, wiedzą po prostu, co im pomogło i że mogą pomóc sobie, pomagając innym. Są oni akuszerami w rozumieniu Sokratejskim — z pokorą pomagającymi przejść po mo­ście prowadzącym z głębin rozpaczy ku wzgórzom nadziei.

Filozofia AA

Prawdą jest, że założyciele ruchu AA i większość z jego pierwotnych członków byli białymi chrześcijanami. Ale nie można z tego czynić za­rzutu, bez względu na to, jak modne się to dziś wydaje.

Jedną z najtrwalszych zasad filozoficznych AA jest koncepcja „jedne­go dnia na raz”. Oczywiście to nie oni ją wymyślili. Nie inspirowali się też wyświetlanym w latach siedemdziesiątych serialem o tej samej nazwie. To starożytny koncept filozoficzny znany tradycjom Wschodu i Zacho­du. Budda zachęcał ludzi do nierozpamiętywania przeszłości i niemartwienia się o przyszłość. Mądrzy ludzie skupiają się na teraźniejszości. Skupienie uwagi, świadomość bieżącej chwili bez dystrakcji związanych z przeszłością, której nie można zmienić, i przyszłością, która pozosta­je tajemnicą, jest znakomitym sposobem na skupienie się i zachowanie zdrowia umysłowego.

Augustiańska koncepcja Boga funkcjonującego w wiecznym te­raz, niepodlegającego ograniczeniom czasu linearnego jest również ta­kim modelem. Bill Wilson przeczytał słynną pracę Augustyna Wyzna­nia, która dała mu siłę i dzięki której mógł kontynuować swoją osobistą pielgrzymkę.

Brak lekarstwa

Członkowie AA nie uważają się za „wyleczonych”. Podobna wiara jest, prawdę mówiąc, niebezpieczna, ponieważ ów złośliwy demon, jakim jest alkoholizm, nadal drzemie w takiej osobie. Trzeźwiejący alkoholicy
co najwyżej utrzymują, że pozostaną trzeźwi „dzisiaj”. Dziś nie wypiją pierwszego drinka. Ta filozofia pomaga pokonać strach i wygrać zmaga­nia z samym sobą, jakich podejmuje się uzależniony. Zatrzymaj się, po­czuj zapach kwiatów i nie pij pierwszego drinka. Niezbyt oryginalne, ale zastosowane przez alkoholika może przynieść cudowne efekty.

Członkowie AA uważają, że nie ma lekarstwa na alkoholizm. Oni po prostu powstrzymują się od wypicia pierwszego drinka przez „je den dzień na raz”. Ta filozofia nie jest pomysłem AA. To starożytna tradycja filozoficzna obecna na Wschodzie i na Zachodzie.

Kryzys Billa

Chwileczkę, musimy jednak wrócić do początku. Przebywając na dele­gacji w jednym ze stanów środkowego Zachodu, Bill Wilson doświad­czył kryzysu. Desperacko pragnął wypić drinka, ale walczył ze sobą, aby się nie napić, ponieważ wiedział, że na jednym się nie skończy. Hotelowy bar był bardzo kuszący, ale on desperacko krążył po mieście z dziwnym zamiarem. Chciał porozmawiać z innym alkoholikiem. Nie chciał niko­go nawracać. Nie pragnął zbawiać niczyjej duszy. Jego motywacją był jego oświecony własny interes. Rozmowa z innym alkoholikiem miała dla nie­go znaczenie terapeutyczne.

Tego dnia Bill Wilson został przedstawiony doktorowi Bobowi Smit­howi. Smith, który również miał do czynienia z Oxford Group w swoim mieście, niechętnie zgodził się poświęcić mu kilka minut swojego czasu. Rozmowa obu panów przedłużyła się jednak do kilku godzin. I tak właś­nie powstał jeden z najbardziej wpływowych i społecznie pożytecznych ruchów dwudziestego wieku — ruch Anonimowych Alkoholików (AA).

Narodziny Anonimowych Alkoholików

Założenie AA było bardzo proste: zebrać w jednym miejscu grupę ludzi jednocześnie zmagających się z tym samym problemem. Ludzie, którzy mieli podobne doświadczenia, mogą wzajemnie dać sobie siłę i wspól­nie odnaleźć nadzieję na przyszłość. Koncepcja trzeźwego alkoholika pomagającego notorycznemu pijakowi dla własnej korzyści była czymś nowym. Bez wątpienia obecny był tu element współczucia i altruizmu, ale głównym czynnikiem motywującym było wyleczenie jednostki. Akt życzliwości był nagrodzony umocnieniem postanowienia o trwaniu w trzeźwości.

Luźne konfederacje trzeźwiejących alkoholików zaczęły powoli po­wstawać w Akron w stanie Ohio i w Nowym Jorku. Ale jaką filozofię mo­gli oni wymyślić, aby pomóc sobie w pozostaniu przy życiu i trwaniu w trzeźwości, w ocaleniu siebie i przekazaniu nadziei masom ludzi cier­piących z powodu tego nałogu?

Nowa nadzieja dla alkoholików

Nie było żadnej filozofii, żadnego programu stworzonego z myślą o sytu­acji alkoholików — aż do szczęśliwego zbiegu okoliczności w roku 1935, kiedy to spotkali się wywyższający się nowojorski makler i skromny dok­tor z Ohio i wspólnie dali nową nadzieję cierpiącym alkoholikom.

Bill Wilson był weteranem pierwszej wojny światowej, ambitnym i nastawionym na sukces człowiekiem, który powrócił z okopów, by wy­robić sobie markę na świecie. Cieszył się wielkimi sukcesami na giełdzie w czasie hossy lat dwudziestych, wsiąkając tymczasem coraz głębiej i głę­biej w grzęzawisko alkoholizmu. Kiedy nastąpił krach na giełdzie, a Ame­ryka pogrążyła się w Wielkim Kryzysie, Wilson był jednym z wielu ty­powych przypadków tych, którzy stracili na krachu, a jego nasilające się picie wprowadzało w jego życie chaos większy niż spadający indeks gieł­dowy Dow Jones w całym kraju. Wilson i jego żona Lois przeszli przez pie­kło na ziemi. Wilson ciągle trafiał do szpitala, przez krótkie okresy pozo­stawał trzeźwy, po czym zaczynał jeszcze intensywniej pić. Wydawało się, że nie ma dla niego nadziei. Lekarze powiedzieli jego żonie, by przygoto­wała się na najgorsze. Wilson został spisany na straty jako człowiek, które­mu pisane było umrzeć w biedzie lub skończyć w wariatkowie.

Wizyta starego przyjaciela

Wilsona odwiedził stary przyjaciel, który twierdził, że odnalazł Boga. Był on członkiem wspomnianej wcześniej Oxford Group. Był to stary kum­pel od kieliszka i Wilsona poruszyła jego historia. Przejęła go opowieść przyjaciela o koncepcji siły potężniejszej od ludzi. Wielu mających opo­ry w stosunku do zorganizowanych form religijności miało problemy z zachowaniem trzeźwości pod auspicjami tych, którzy naciskali na „wy­słuchanie kazania” w celu uzyskania pomocy Czy to z powodu dumy, przesądów, czy dla zasady, wiele osób nie umiało sobie poradzić z „tą bo­ską kwestią”. Bill Wilson był jedną z nich, ale ponieważ znajdował się w takim dołku — był alkoholikiem, który stracił wszystko, i był bliski śmierci — nie potrzebował aż tak wiele wiary, aby wyobrazić sobie coś, co­kolwiek większego niż on sam. Odnalazł siłę w przekazie swojego przyja­ciela i zobowiązał się do życia w trzeźwości.

Droga do rehabilitacji

Nie zawsze istniał tak łatwy dostęp do leczenia i zrozumienie dla alkoho­lików. W istocie alkoholizm stał się swoistym fenomenem bardzo niedaw­no. Dawniej niewiele było możliwości ratunku dla alkoholika — poza poszukaniem pociechy, wsparcia i możliwego wybawienia w grupach re­ligijnych i stowarzyszeniach abstynenckich. Organizacje takie, jak Armia Zbawienia pomogły wielu cierpiącym duszom. Wielu katolików odwie­dzało parafialnego księdza i „składało przysięgę”, przyrzekając, iż porzu­cą oni ten szatański nałóg. Działo się tak zwykle za namową umęczone­go małżonka. Czynny alkoholik, jeśli skończył w melinie, uważany był za żałosnego pariasa. Nawet przy szczerych chęciach procent wyzdrowień był bardzo niski. Pozostawanie w trzeźwości przez dłuższy czas było rzad­kością, wyjątkiem były jednostki bardzo uparte i religijne.

Anonimowi Alkoholicy rozpoczęli działalność w 1935 roku, i, po nie­pewnym starcie i skromnych początkach, pomogli milionom ludzi na ca­łym świecie zwalczyć wyniszczające ich uzależnienie od alkoholu.

Jednym z azyli dla alkoholików w potrzebie była Oxford Group. Była to ponad wyznaniowa katolicka i ewangelicka organizacja utworzo­na w początkach dwudziestego wieku. Grupa starała się naśladować prak­tyki bardzo wczesnego kościoła chrześcijańskiego, z czasów, gdy chrześ­cijaństwo było zbieraniną prześladowanych wyrzutków. Nie prowadzili rehabilitacji per se, lecz upadli mężczyźni i kobiety szukający pomysłu na życie i planu działania mającego na celu zwalczanie skutków ich „upadku” byli tu chętnie witani.

Jeden z członków Oxford Group szukał uleczenia u legendarnego le­karza Carla Junga. Ten wielki psycholog analizował dogłębnie zagadkę alkoholu. Po długim leczeniu pacjenta i jego powrotach do nałogu dok­tor Jung przyznał, że człowiek jest bezsilny wobec alkoholizmu, i po­wiedział pacjentowi, iż może mu pomóc tylko duchowe nawrócenie. Taka opinia panowała przez wieki i wyglądało na to, że nie zmieni się ona zbyt szybko.

Alkohol w społeczeństwie

Konsumpcja alkoholu jest zwyczajem akceptowanym społecznie i kultu­rowo od tysięcy lat. Podczas gdy muzułmanie i kilka innych społeczeństw zrezygnowało z alkoholu, jest on obecny w wielu innych. Bo dlaczego by nie? To lodołamacz. Potrafi ożywić imprezę i podnieść sflaczałego ducha (nie pomyl się jednak, alkohol, tak jak inne chemiczne substancje, jest depresantem, a nie stymulantem).

Alkohol także bezlitośnie wchodzi w nawyk. Podczas gdy większość ludzi może go pić lub przestać pić i rozkoszować się nim bez żadnych ubocznych skutków (pomijając noworoczną zgagę po przepiciu), dla nie­których alkohol nie jest niczym innym jak nabitym i naładowanym pi­stoletem gotowym wprowadzić nałogowca w zapomnienie. Dla tych nie­szczęśliwych dusz picie jest tym, co Hamlet nazwał „zwyczajem, który lepiej jest porzucić, niż w nim trwać”. Innymi słowy, powinni trzymać się od niego z daleka. Jak brzmi pewne powiedzenie: „Jeden to za dużo, a stu nie wystarczy”.

Efekty spożycia alkoholu

Alkohol zabija rocznie wiele tysięcy ludzi. Prowadzenie po pijanemu to oczywisty przykład, ale zawały serca, udary, samobójstwa, zabójstwa, tragiczne wypadki, a nawet niektóre typy raka mogą być wprost powiąza­ne z alkoholizmem. Dziś alkoholizm jest uznawany i mniej piętnowany niż kiedyś. Większość amerykańskich ubezpieczeń zdrowotnych pokry­wa koszty programów odwykowych, a wielu pracodawców da alkoholi­kowi drugą szansę, jeśli skorzysta on z takiego programu i udowodni, iż potrafi wytrwać w trzeźwości. Programy rehabilitacyjne i przystosowaw­cze są obecnie opłacalnym biznesem. I z wielkim prawdopodobieństwem tak pozostanie, ponieważ tak długo, jak długo ludzie będą zamieszki­wać tę planetę, pewien ich procent będzie nadużywał alkoholu i innych substancji.