Archive for the ‘Filozofia dla leniwych’ Category

Emma Peel — ikona feminizmu

Współczesny ruch feministyczny miał swoje początki w latach sześćdzie­siątych dwudziestego wieku za sprawą pisarek i aktywistek, takich jak Glo­ria Steinem i Betty Friedan. Jak wspomnieliśmy w poprzednich rozdzia­łach, założenia feminizmu sięgają wiele stuleci wstecz. Jednak to właśnie swingujące lata sześćdziesiąte były epoką społecznej transformacji i po­wstania ruchów walczących o prawa obywatelskie, prawa gejów i wielu in­nych grup. Może się to niektórym wydawać dziwne, ale nie kto inny tylko krytyk społeczeństwa Camille Paglia uznała postać Emmy Peel z telewi­zyjnego serialu Rewolwer i melonik za ikonę feminizmu.

Emma Peel, której postać odtwarza Diana Rigg, była i jest wzorcem dla współczesnej kobiety. Niezależna, wykształcona i mająca własny styl

jest wszystkim, czym dobrze ubrany superszpieg być powinien. Ostat­nimi czasy nową ikoną została Wojownicza Księżniczka Xena, jednak Emma Peel jest uosobieniem o wiele większej subtelności i finezji. Nie jest to po prostu kobieta, która może pobić mężczyzn, chociaż robi to w każ­dym odcinku. Jest to kobieta, której współczynnik inteligencji pozwala uznać ją za geniusza, do tego ma niezwykłą sprawność fizyczną, jest nieza­leżna społecznie i finansowo. Jest osobą cywilną, która regularnie współ­pracuje z Johnem Steedem, dandysowatym pracownikiem brytyjskiego wy­wiadu — razem zwalczają oni różnego rodzaju diaboliczne umysły dążące do podboju świata. Ta żeńska wersja Jamesa Bonda nigdy nie wykorzystu­je swoich kobiecych cech do pokonania swoich przeciwników — jako mi­strzyni sztuk walki po prostu wykopuje im z głowy złe zamiary.

Emma Peel, karateka, jednak bardzo stylowa bohaterka telewizyjnego serialu Rewolwer i melonik, była dla wielu przedstawicielek ruchu wal­ki o prawa kobiet ikoną feminizmu swingujących lat sześćdziesiątych, w którym to czasie rodził się współczesny feminizm.

Nie dziwi zatem pojawienie się tego rodzaju postaci w okresie społeczno-kulturalnego zamętu i walki kobiet o równouprawnienie. Emma Peel była więcej niż równa większości mężczyzn, nie tracąc ani źdźbła ze swojej kobiecości. Kobieta walcząca o swoje prawa, a mimo to przej­mująca cechy mężczyzn, którzy oglądali ją po drugiej stronie szklanego ekranu, osiągnęła pyrrusowe zwycięstwo. Współczesne kobiety powinny oglądać powtórki serialu Rewolwer i melonik, aby zobaczyć feministyczny wzorzec postaci w akcji.

The Prisoner

Jest to jeden z najdziwniejszych i wyjątkowych seriali telewizyjnych, jakie kiedykolwiek nakręcono. Można w nim dostrzec bogactwo tradycji filo­zoficznych, które składają się na niezwykłe doświadczenie widza.

Jest to surrealistyczna i alegoryczna opowieść o tajnym agencie, któ­ry nagle, co jest zupełnie zaskakujące, rezygnuje z pracy, i równie nie­spodziewanie zostaje porwany i przeniesiony do dziwnej społeczności o nazwie The Village. Wszyscy zwracają się do niego określeniem Nu­mer 6., jest poddawany serii przesłuchań, niektóre z nich są ciężkie, inne bardziej subtelne, w celu ustalenia przyczyny rezygnacji. Władze nie ak­ceptują faktu, iż była to po prostu kwestia sumienia.

W serialu tym poruszonych jest wiele problemów filozoficznych, a jego wierni fani po dziś dzień dyskutują o jego licznych znaczeniach, czego dowodem są spotkania, fankluby i strony internetowe. Głównym motywem filozoficznym pojawiającym się we wszystkich siedemnastu odcinkach jest opozycja jednostki i społeczeństwa. Buntowniczy okrzyk Numeru 6.: „Nie jestem numerem! Jestem wolnym człowiekiem!”, na któ­ry reakcją jest diaboliczny śmiech jego ostatniego oprawcy, rozpoczyna niemal każdy odcinek. Numer 2. to menedżer zarządzający The Village, składający sprawozdanie nigdy niepokazanemu Numerowi 1. W każdym odcinku pojawia się nowy Numer 2., ponieważ menedżerowie są wymie­niani, gdy ich próby złamania Numeru 6. nie odnoszą skutku.

The Village jest mikrokosmosem odzwierciedlającym rzeczywisty świat. Właściwie jednak do końca nie wiadomo, czym tak naprawdę jest. W niektórych odcinkach jest to wyspa, w innych znajduje się on na wy­brzeżu Litwy, a w ostatnim wydaje się miejscem niezbyt odległym od Lon­dynu. Nie są to udziwnienia spotykane w wielu serialach telewizyjnych.

Geograficzna lokalizacja The Village wydaje się jednak nie mieć zna­czenia. Wszyscy jesteśmy jej mieszkańcami, należymy do społeczeństwa Wielkiego Brata lub, jak to określono w serialu Z archiwum X, „komplek­su wojskowo-przemysłowo-rozrywkowego”, który rządzi światem. Będą­cy figurantem Numer 2. jest jedynie przedstawicielem niewidzialnych sił naprawdę rządzących światem, w którym prawdziwe indywidualności są łamane, zazwyczaj nie poprzez przemoc, ale na przykład przez nad­mierne wygody i odmóżdżającą rozrywkę. Ludzie mogą nie wiedzieć, gdzie, dajmy na to, leży Kosowo, ale bez wątpienia umieją podać nazwi­ska wszystkich bohaterów nowej wersji reality show Ryzykanci. To właśnie społeczeństwo, przed którym ostrzega nas serial The Prisoner, to właśnie społeczeństwo, którym się staliśmy.

Czy jesteś obserwowany?

W serialu The Prisoner The Village jest miejscowością, w której wszyscy mieszkańcy są poddawani ciągłej inwigilacji audiowizualnej. W 1967 roku mogło to być science fiction, ale dziś, w epoce wszechobecnych kamer na podczerwień, które mogą „widzieć” przez ściany, rzeczywi­stość wyprzedziła wyobraźnię scenarzystów.

The Prisoner czterdzieści lat temu był serialem science fiction, ale rze­czywistość na wiele sposobów przerosła wyobraźnię scenarzysty. Ol­brzymia baza danych umożliwia natychmiastowy dostęp do wszystkich osobistych i prywatnych informacji o mieszkańcach. Ukryte kamery umożliwiają ciągłą inwigilację. Dzisiaj w wielu lokalnych społecznoś­ciach, ku satysfakcji jednych i gniewowi innych, instaluje się w miej­scach publicznych kamery, które przekazują zapisany obraz Twojej twa­rzy do wielkiej bazy danych.

Symbolizm serialu The Prisoner ma swoje filozoficzne implikacje. W jednym z odcinków pokazano grę w szachy, przy czym szachownica ma rozmiar boiska, a figurami są ludzie. Czy życie to jedynie gra, czy je­steśmy po prostu marionetkami, którymi kierują niewidoczne siły?

W odcinku zatytułowanym The SchizoidMan Numer 6. jest poddany praniu mózgu i wmawia mu się, iż jest klonem samego siebie wysłanym po to, by doprowadzić siebie do szaleństwa. Filozoficzne pytanie o tożsa­mość jest podstawą klasycznego chwytu w serialach z lat sześćdziesiątych dwudziestego wieku, polegającego na przydaniu bohaterowi złego bliź­niaka. (Kapitan Kirk przeżył kilku przez te wszystkie lata).

Filozofia poza szkolną klasą

Filozofia nie jest, jak formy Platona, mglistą kroplą gdzieś w eterze. Jest raczej jak uniwersalia Arystotelesa umieszczone w duchu naszego czasu. Filozofia istnieje poza klasą czy zakurzonymi półkami rzadko odwiedza­nej biblioteki. To żyjąca, wyraźna siła.

Filozofię można odnaleźć na małym ekranie. Nie na kanale MTV czy w programach typu „reality show” — choć jeśli o te chodzi, można akurat zadać stare jak świat pytanie: „Czym jest rzeczywistość?”. Gdyby rzeczywiście bohaterowie tego typu programów odzwierciedlali przekrój społeczeństwa, wówczas Armagedon byłby pewnie bliski.

Musisz być odrobinę nietolerancyjny, szukając filozofii w telewi­zji, lecz ona tam jest — gotowa do wzięcia. Jednymi z najlepszych źró­deł, w których można znaleźć głębokie pytania filozoficzne i głębokie przemyślenia ich dotyczące, są filmy i seriale science fiction zeszłych lat. Science fiction i fantasy są idealnymi nośnikami do zadawania prowoku­jących i złożonych pytań, które intrygowały i zdumiewały ludzkość przez tysiąclecia.

StarTrek

Najsłynniejszym serialem science fiction, który wytrzymał próbę czasu i wciąż powraca w nowych wcieleniach, jest Star Trek. Dla naszych po­trzeb skrócimy tę dyskusję do pierwszego i pod wieloma względami naj­lepszego wydania — oryginalnego Star Treka z lat sześćdziesiątych, zna­nego obecnie jako „Klasyczny Trek”. Star Trek to coś więcej niż zwykła „opera kosmiczna”. To pełen przemyśleń i prowokujący do myślenia se­rial telewizyjny, bogaty w filozoficzne wejrzenia.

Dla tych, którzy nie pochodzą z planety Ziemia: Star Trek to kroniki wypraw U.S.S. Enterprise, kosmicznego statku należącego do Federacji Pla­net, który bada galaktykę w dwudziestym trzecim wieku. Kapitan James T. Kirk, pierwszy oficer Mr. Spock, wybuchowy Dr McCoy i cała resz­ta to popkulturowe ikony i współczesne archetypy, załoga współczesnej

mitologii. Znacie na pamięć ich deklarację, by odkrywać dziwne, nowe światy, szukać nowego życia i nowych cywilizacji, śmiało wkraczać tam, gdzie nie dotarł jeszcze żaden człowiek.

Oczywiście ta deklaracja została zmieniona na „gdzie nikt jeszcze nie dotarł” w Star Trek: Następne pokolenie — choć kapitan Kirk powtarza ją jako ostatnie zdanie dopiero w Star Trek VI: Wojna o pokój (to ostatni film, w którym występuje oryginalna obsada). To sprytnie, bowiem czyni Kirka osobą łączącą pokolenia.