Archive for the ‘Obiektywizm i właściwy żywot’ Category

Właściwy żywot — robienie dobrych rzeczy

Czy stwierdzenie „etyka biznesu” jest oksymoronem? Czy te dwa poję­cia nawzajem się wykluczają? Jeśli miałeś okazję uczestniczyć w wyścigu szczurów, to wiesz, o co chodzi. Bezwzględność i dwulicowość Twojego szefa bez wątpienia napełniły Cię dogłębnym obrzydzeniem. A może je­steś czołowym graczem w tej grze i wspiąłeś się na sam szczyt, używając wszystkich koniecznych środków?

Dla tych, którzy szukają odrobiny uprzejmości w miejscu pracy i sta­rają się żyć etycznie i moralnie, a do tego wciąż prowadzą przyzwoite ży­cie, istnieje współczesna filozofia zwana właściwym żywotem. Jednakże współczesna jest ona tylko pod kątem zastosowania do nowoczesnego ży­cia. Jak niemal każda współczesna filozofia i (lub) fanaberia ma ona bo­wiem swoje korzenie w starożytności.

Korzenie

Pojęcie „właściwy żywot” pojawiło się pierwszy raz w buddyjskiej Szla­chetnej Ośmiostopniowej Ścieżce, pierwszym wschodnim poradni­ku dotyczącym tego, jak żyć. Celem buddystów jest zbliżenie się jak najbardziej do oświecenia i przebudzenia w tym wcieleniu czy życiu. A świat biznesu nie jest światem pełnym duchowo oświeconych buddy­stów. Nawet popularne programy poświęcone szkoleniom i mentoringowi w świecie korporacji, które są tworzone, by rywalizować ze starymi relacjami typu mistrz-uczeń poprzez popularne nudziarstwo i powta­rzanie frazesów, są nastawione przede wszystkim na zysk. Jeśli rzeczony uczeń nie poprawi się do końca roku fiskalnego, to trener może okazać mu twardą miłość, wysyłając go na bezrobocie.

Właściwy żywot jest współczesną filozofią wywodzącą się z nauk bud­dyzmu, obejmującą przekonanie, że najlepsza sytuacja w pracy to taka, która nie zakłada kłamstwa, nieszczerości czy krzywdzenia innych ludzi lub planety. W swej szlachetnej wymowie jest to trudne zadanie do wy­konania w dzisiejszych czasach.

Nie trzeba mówić, że obiektywiści typu Ayn Rand mogliby uważać zwolenników właściwego żywota za mięczaków. „Biznes to biznes. Biznes to wojna. Niech zwyciężą najlepsi, a jeśli przegrasz, to jesteś skończony, więc żegnaj, frajerze” — oto stosunek obiektywistów do świata biznesu. Właściwy żywot to koń pociągowy innej maści.

O co w tym wszystkim chodzi?

Właściwy żywot może oznaczać wiele rzeczy. Dla niektórych może ozna­czać usiłowanie pozostania w zgodzie z etyką i moralnością w świecie, gdzie takie cnoty, choć powszechnie głoszone, nie są zbyt często prakty­kowane. Choć jest to trudne, nie jest niemożliwe. Dla „purystów” właści­wego żywota oznacza to stosowanie się do surowszych zasad, które są pra­wie że niemożliwe do wypełnienia we współczesnych, wielonarodowych korporacjach.

Główna zasada nazywana jest za Szlachetną Ośmiostopniową Ścież­ką Siła. To trójczłonowa filozofia obejmująca właściwe słowo, właściwy czyn i właściwy żywot. Tymi dobrymi zasadami należy się, w miarę moż­liwości, kierować w życiu.

Znajdź niekrzywdzącą pracę

Istnieje pięć aspektów właściwego żywota. Pierwszym jest niekrzywdzenie. Nie wykonuj żadnej pracy, która skrzywdzi innych. Łatwo to zrobić, prawda? Cóż, i tytoniowi magnaci, i sprzedawca ze sklepu spożywczego sprzedają papierosy. Ten niewiele zarabiający sprzedawca sprzedaje też
piwo, cukier, losy na loterię i magazyny mody haute couture, w których anorektyczne supermodelki są ukazywane jako żeńskie formy Platona. Wszystkie te rzeczy mają, co udowodniono, szkodliwy wpływ na ludzi. Je­śli nastoletni kasjer nie potrafi przeżyć dnia zgodnie ze wskazaniami ety­ki nieszkodzenia, to co z Tobą i Twoją pracą? Pomyśl o tym.

Nieszkodzenie oznacza także, oczywiście, nieszkodzenie planecie. To wyklucza całą serię zawodów, od firm naftowych aż po firmy zajmują­ce się barwieniem jedwabiu, które nielegalnie wyrzucają toksyczne tusze, zamiast zapłacić za ich profesjonalną utylizację. I, oczywiście, nie powi­nieneś wybierać pracy, która zmusza Cię do kłamstwa. To zaś wyklucza karierę w reklamie.

Znajdź właściwe szczęście

Drugim aspektem właściwego żywota jest znalezienie „właściwego szczęś­cia”. Powinieneś czuć się dobrze z tym, co robisz, inaczej będziesz cier­piał Ty i wszyscy otaczający Cię ludzie. Jak wielu miałeś sąsiadów nie­szczęsnych do sześcianu? Ilu sfrustrowanych biurokratów obwiniało Cię, przelewając swoją frustrację na Ciebie jako pierwszą osobę, jaka wpadła im pod rękę? Ludzie, którzy decydują się na byle jaką pracę po to, by mieć z czego zapłacić rachunki, lub wchodzą na szybką ścieżkę prowadzącą do wielkiej kariery pomimo nieprzyjemności związanych z udziałem w wyścigu szczurów, nie odnajdują właściwego szczęścia. Ideałem było­by znalezienie pracy, która doskonale do Ciebie pasuje — takiej, w której czujesz się spełniony, takiej, która pomaga Ci czynić świat lepszym miej­scem. Częścią Twojej duchowej ścieżki jest znalezienie takiej pracy. Bez względu na to, ile czasu to zajmie — przeznaczenie mówi, iż ona jest tam gdzieś i czeka, by ją podjąć.

Dodatkowe „właściwe szczęście” pochodzi z wytwarzania dóbr i usług, które pomagają całej społeczności. Kolejnym jest używanie Two­jej pracy do tego, byś mógł pozostawać wolny od długów. Statystyki mó­wią, iż przeciętna amerykańska rodzina ma na miesiąc około tysiąca do­larów oszczędności i osiem tysięcy dolarów debetu na karcie kredytowej. Obawa przed bankructwem, która wisi nad wieloma głowami niczym miecz Damoklesa, zaburza spokój umysłu, a przez to ścieżkę do oświe­cenia. Nie możesz być takim wolnym duchem jak Budda — z czterema jeźdźcami Apokalipsy (MasterCard, Visa, Discover i American Express) ścigającymi Cię do końca Twych dni.

Czy„podążasz za swoją bożą iskrą”?

To powinien być cel każdego, według właściwego żywota. Chodzi o to, że jeśli robisz to, co kochasz, co wypełnia Twoją duszę i syci Twą pasję, pieniądze przyjdą same. W czasach gdy sondaże mówią nam, iż przy­tłaczająca większość nienawidzi swojej pracy, iskra boża nie jest zjawi­skiem często spotykanym.

Kolejnym rodzajem szczęścia, jakie możemy osiągnąć, jest umiejęt­ność wzniesienia się ponad wymówki czy też zarzuty w pracy. Twoje wy­bory i działania nie wpłyną niekorzystnie na innych i możesz kontynuo­wać swoją pracę z czystym sumieniem.

Rozwijaj się duchowo

Trzecim aspektem właściwego żywota jest umiejętność wykorzystania pracy jako nośnika duchowego rozwoju. W obecnych czasach ludzi iden­tyfikuje się z ich pracą. Jednym z pierwszych pytań zadawanych obcej osobie jest: „Czym się zajmujesz?”. Wielu ludzi, o ile nie są to grube ryby czy osoby niezwykle wpływowe, nie chce być identyfikowana ze swoją pra­cą. To zaledwie mała część tego, kim są, a dla zbyt wielu ich praca jest złem koniecznym, a nie źródłem satysfakcji. Ten aspekt właściwego ży­wota sugeruje, że możesz uczynić swoją pracę, każdą pracę, ćwiczeniem medytacji.

Medytacja często uwzględnia powtarzalne działania. Ta powtarzal­ność prowadzi do wejścia w stan medytacji. Czy kiedykolwiek znalazłeś się w swoim aucie w połowie drogi do pracy, zanim w ogóle to spostrze­głeś? Zjadłeś szybkie śniadanie, pocałowałeś kogoś na do widzenia (jeśli spadło na Ciebie podobne błogosławieństwo), uruchomiłeś samochód i znalazłeś się w połowie drogi, zanim zauważyłeś w ogóle, co się wyda­rzyło. To jest rodzaj stanu medytacji. Funkcjonowałeś doskonale, a my­ślami byłeś gdzie indziej. Prawdopodobnie Twoja praca zawiera wiele powtarzających się elementów. Można zamienić tę monotonię w dyscy­plinę. Przekształć konieczność powtarzalnego ruchu i czynności w pracy w narzędzie dochodzenia do oświecenia. Gwiżdż podczas pracy i znajdź wewnętrzny spokój.

Nie komplikuj

Czwartym aspektem jest prostota. To uniwersalna zasada duchowa. Utrzymuj prostotę we wszystkim, co robisz. Nie komplikuj niepotrzeb­nie swojego życia zawodowego nadmiernym zaangażowaniem się w rze­czy takie, jak biurowe plotki czy polityka. Wykonywanie swojej pracy najlepiej jak potrafisz i spokojny sen w nocy są same w sobie głęboką du­chową nagrodą.

Pomagaj innym

Piątym aspektem jest służenie. To mogłoby wywołać sprzeciw obiektywi­stów, którzy postrzegają altruizm jako coś nieproduktywnego, niszczące­go oraz jako oznakę słabości. Właściwy żywot uczy, że najlepszą pracą jest taka, która przynosi korzyści innym ludziom i planecie.

Podążaj za swoją bożą iskrą

Właściwy żywot mówi też, jak „podążać za swoją bożą iskrą”. To określe­nie zostało spopularyzowane przez naukowca i mitografa Josepha Camp- bella. Utrzymywał on, że jeśli naprawdę robisz to, co kochasz, i dążysz do zrealizowania swoich snów, będziesz nagrodzony na wielu poziomach, również finansowo. Do What You Love and the Money Will Follow to tytuł bestsellera na ten temat. Następnym razem, gdy wejdziesz do okolicznej księgarni, zwróć uwagę, jak wiele jest książek przekazujących podobne wskazówki, pokazujących narzędzia i techniki służące temu, by uzyskać finansowe i duchowe szczęście. Można powiedzieć, że przynajmniej ich autorzy podążają za swoją bożą iskrą i zdobywają nagrody.

Internetowa komedia pomyłek

Łatwiej mówić o właściwym żywocie, niż go wieść. Popatrz na następują­cy przypadek. Firma, która już nie istnieje, wykoncypowała sobie nowy, ulepszony sposób prowadzenia biznesu w nowym tysiącleciu.

Istniała kiedyś firma, która chciała wdrożyć ideę właściwego żywota. Nazywała się dot.com, a takie przedsiębiorstwa często uważały, iż są supermodne, ultranowoczesne i dominujące na rynku w swej metodologii i etyce — na tle nudnych przedsiębiorstw „dawnej gospodarki”.

Członkowie zarządu wydali dużo pieniędzy, by uczynić atmosferę zabawną i przyjazną. „Supermodny” wystrój i meble zostały zamówio­ne i sprowadzone sporym kosztem. Celem było osiągnięcie tego, co krea­tywni ludzie nazywają wyglądem „funky”. Biorąc pod uwagę fakt, iż było to przedsiębiorstwo, które tworzyło, budowało i utrzymywało strony in­ternetowe dla listy pięciuset największych przedsiębiorstw pisma „Fortu­ne”, zaskakujące jest, iż nie wzięto pod uwagę funkcjonalności.

Super fajne metalowe krzesła w kafejce, których siedzenia wyglądały jak metalowe odciski pup anorektycznych supermodelek, były wysokie na półtora metra. Stół, wokół którego się zbierano, miał wysokość oko­ło jednego metra. Projektanci uznali go za tak szykowny, że aż nie dało się tego opisać. Był jednak jeden problem. Człowiek nie może siedzieć na półtorametrowym stołku i jeść z metrowego stołu, o ile nie jest oran­gutanem. Stąd kafejka była mało uczęszczana — wyjątkiem były wyciecz­ki do lodówki po wodę znanej marki czy darmową coca-colę.

Wyznaczone pokoje konferencyjne były zaopatrzone w kredki, a pra­cowników namawiano do malowania na ścianach w celu zachęcenia ich wewnętrznego dziecka ido wyjścia na zewnątrz i przyłączenia się do gry.

Pracownicy przemykali się alejkami pomiędzy rzędami sześcianów na wymyślnych srebrnych skuterach, które były podówczas bardzo mod­ne. Ludzie grali piłkami plażowymi wzdłuż alejek, a w kafeterii znajdo­wał się stół do bilardu.

Nie było kodu ubraniowego, to było zbyt staroświeckie. Wszyscy za­chęcani byli do swobodnego wyrażania się, ponieważ byli „artystami”. Oferowano darmowe lekcje jogi, ale trzeba było na nie dotrzeć do biu­ra na godzinę siódmą rano. Dostarczano darmowy lunch, a owoce i inne smakołyki były rozstawiane we wspólnych pomieszczeniach przez cały dzień.

Zachęcano do wspólnych zajęć po godzinach. W istocie jednak obec­ność była obowiązkowa. Ponieważ nadprogramowe zajęcia nieodmien­nie obejmowały chlanie, ci, którzy nie byli im chętni, byli postrzegani jako pariasi. Członkowie zarządu powiedzieli kilku pracownikom, że nie są „cool”, kiedy ci odmówili „wypicia drinka” — na spotkaniu o dzie­siątej rano!

Przedsiębiorstwo było lewiatanem, który pożarł liczne mniejsze fir­my od wybrzeża do wybrzeża. Ludzie z biura w mieście Des Moines byli zaskoczeni, dowiedziawszy się, iż pracownicy tej firmy z sektora Nowej Ekonomii przywrócili dawno zapomnianą tradycję trzech lampek martini na lunch i ogłaszania w pokoju konferencyjnym, że każdy musi poka­zać gumkę od majtek podczas części spotkania zwanej „poznajmy się”.

Wiele firm wyznających zasady Nowej Ekonomii oferuje swoim pra­cownikom „dodatki”, by uczynić życie zawodowe bardziej pozytyw­nym, a nawet duchowym doświadczeniem. Jaki pożytek mieliby raubitterzy ery rewolucji przemysłowej z ergonomicznych miejsc pracy, jogi i zajęć z medytacji oraz masażystów na żądanie? Niemniej biznes to wciąż biznes, o czym przekonało się w mało przyjemny sposób wie­lu pracowników dot.com.

Te i wiele innych sposobów podnoszenia „jakości życia zawodowe­go” było wprowadzanych, by stworzyć poczucie rodzinnej atmosfery i środowisko, w którym ludzie nie mogliby się doczekać przyjścia do biu­ra, a następnie przejścia dodatkowego kilometra, uprawiania sportu i wszystkich innych przyjemności. Przesłaniem było, iż stanowią oni jed­ną wielką, szczęśliwą rodzinę czyniącą miejsce pracy lepszym poprzez wspólne poszukiwanie.

Raj został zburzony przez krach ekonomiczny. Zaczęły się zwolnie­nia, a dawne ekstrawagancje zmusiły firmę do skrajnych oszczędności. Pracownicy słuchający muzyki ściągniętej na laptopy przez Napstera otrzymali ostrzeżenie. Ściągając z uszu słuchawki, obracali się na swo­ich ergonomicznych krzesłach, by zobaczyć swojego menedżera-mentora-chlejącego kolesia i wielkiego, ubranego na niebiesko ochroniarza tuż obok. Kazano im opuścić swoje stanowiska pracy. Ich komputery zosta­ły zabrane, pooddawali swoje telefony komórkowe i palmtopy i zostali grzecznie, acz stanowczo wyrzuceni z budynku. Personel był informo­wany o wysokości odprawy, jeśli w ogóle jakąś przewidziano. Ci, którzy przetrwali czystkę, dowiedzieli się, że tymczasem są bezpieczni, ale wy­magać się od nich będzie cięższej i dłuższej pracy.

Półtorametrowe srebrne stołki zostały sprzedane na eBay za sześć­set dolarów za sztukę; warte dwa tysiące dolarów żarówki na obelisku w przedsionku nie zostały wymienione, pozostawiono je świecące ni­czym pojedynczy kamień Stonehenge — pomnik skompromitowanego właściwego żywota i symbol końca tej internetowej komedii pomyłek.

Chłopięcy prezes nadal rozbijał się po świecie w swoim firmowym odrzutowcu, starając się zachęcić coraz bardziej sceptycznych inwesto­rów. Nastąpiła druga, trzecia i czwarta fala zwolnień, aż w końcu sen się skończył, ogłoszono bankructwo i wprowadzono syndyka.

Jaką możemy wyciągnąć stąd naukę? Właściwy żywot to szlachetna zasada, lecz ekstremalnie trudna do wprowadzenia w dzisiejszym świecie. Kiedy firmy starają się zmierzyć z tym problemem czy sprawić wrażenie, że są miłe i sympatyczne, proszę, bądź świadom, że jest punktem krytycz­nym, a nie oświeceniem nirwana, której szukają. Spostrzeżesz, że wielu w świecie biznesu, którzy mówią o właściwym żywocie, to zwykłe korpo­racyjne wilki w buddyjskich szatach.

Obiektywizm — poszukiwanie numeru jeden

Ayn Rand (1905 – 1982) to amerykańska pisarka i filozofka. Jej najbar­dziej znane książki to Źródło i Atlas zbuntowany, jej filozofia zaś nosi mia­no obiektywizmu. Przedkłada ona rozsądek nad emocje i indywidualizm nad myślenie grupowe i uważa, że egoizm jest rzeczą dobrą, a altruizm negatywną cechą charakteru. Nie trzeba mówić, iż budziła kontrowersje.

Być może przyczyną rozwoju filozofii Rand były zdarzenia z jej mło­dości. Była dzieckiem mieszkającym w Rosji w burzliwym czasie rewo­lucji bolszewickiej w 1917 roku. Przyjechała do Stanów Zjednoczonych w 1926 roku, by tam szukać szczęścia i by móc wyrażać swobodnie swoje myśli i przekonania bez narażania się na represje. Ta wolność, która nam wydaje się oczywista, nie była taką oczywistością w Związku Radzieckim. W istocie pierwsze nowele Rand, Hymn i We the Living, są opowieściami ostrzegającymi, tak zwanymi dystopiami. Tak jak utopia oznacza idealną rzeczywistość, niemalże raj, tak dystopia jej jego przeciwieństwem i ozna­cza represyjne państwo totalitarne. Rok 1984 George’a Orwella jest naj­słynniejszym przykładem tego literackiego gatunku.

Obiektywizm jest filozofią Ayn Rand, która ceni i wychwala zalety sil­nego indywidualizmu i ekonomię wolnorynkową. Bezwzględność, ale nie okrucieństwo, jest akceptowana jako sposób na osiągnięcie najwyż­szego ludzkiego potencjału. Czterema filarami obiektywizmu są: wiara w obiektywną rzeczywistość, rozum, własne korzyści i kapitalizm.

Rand wierzyła w ostateczne bohaterstwo człowieka, w to, że celem ludzkości jest odniesienie wielkiego sukcesu, wykorzystanie swojego po­tencjału do maksimum i że własne korzyści zastępują potrzeby zbioro­wości. Indywidualne osiągnięcia są tym, co czyni społeczeństwo wiel­kim. Kartki na żywność i państwo opiekuńcze nie są scenariuszem obiektywistów.

Ludzkość jest podstawowym bytem w kosmosie, jak mówią obiektywiści. Nie ma bogów, aniołów czy demonów. Nie ma pierwszego poruszyciela z tradycji Arystotelesa. To człowiek jest poruszycielem pierwszym i zarazem ostatnim, a nie środkiem czy narzędziem do czegokolwiek innego.

Cztery filary

Czterema filarami obiektywizmu są: wiara w obiektywną rzeczywistość, rozum, własne korzyści i kapitalizm. Obiektywna rzeczywistość ozna­cza po prostu, że rzeczywistość jest rzeczywistością i istnieje bez wzglę­du na to, czy jesteś w niej obecny, czy też nie. Nie mają tu zastosowania żadne filozoficzne spekulacje kwestionujące zmysły. My nie stwarzamy naszej własnej rzeczywistości, a rzeczywistość nie jest iluzją. Dla obiektywistów nie istnieje królestwo duchowe. Są ateistami i wierzą, że kiedy umrzesz, to umrzesz. Sprawa zamknięta.

Obiektywiści utrzymują, iż możemy postrzegać świat samymi na­szymi zmysłami. Bez żadnej psychicznej „gorącej linii” czy kobiecej in­tuicji. Rozum rządzi. Nie posiadasz duszy. To jest jedynie Twój świado­my umysł. Ludzie nie są ofiarami sił pozostających poza ich kontrolą. Jeśli jesteś obiektywistą, nie możesz obwiniać swoich rodziców, nauczy­cieli, polityków, niewłaściwej nauki korzystania z toalety czy czegokol­wiek innego.

Jedną z przyczyn, dla których Ayn Rand rozwinęła tak skrajną filozo­fię, jest fakt, iż spędziła dzieciństwo w Rosji w czasie rewolucji bolsze­wickiej. Widziała upadek swojego świata dzięki „uprzejmości” bolsze­wików i dlatego nie dziwi fakt, iż przyjęła silnie antytotalitarną postawę w swojej filozofii.

Rozum, celowość i szacunek dla samego siebie są trzema najważ­niejszymi wartościami ludzkości. Głównym standardem etycznym jest po prostu: przeżyć. Przeżyć i osiągnąć sukces dla własnych korzyści, a nie, by wzbogacić świat czy służyć innym, którym się mniej poszczęściło.

Twoje własne korzyści i własne szczęście są najczystszymi z dążeń. Obiektywiści ignorują pobrzękujących dzwonkami Mikołajów czy zimowe uli­ce miasta. Nie wierzą w „otrzymywanie czegokolwiek w zamian”.

Nawet jeśli brzmią one dość szorstko, obiektywiści nie traktują swych przekonań z wojskową surowością. Uważają, że nikt nie ma prawa narzu­cać innym swoich poglądów przy użyciu siły czy przemocy. Siły można użyć jedynie w samoobronie. Ludzie i nacje powinni współdziałać jako wolnorynkowi przedsiębiorcy i handlowcy. Idealnym politycznym wyra­zem obiektywizmu jest kapitalizm. Chodzi tu o prawa jednostki i prawa do własności. Interwencja rządowa budzi obrzydzenie obiektywistów.

Romantyczna realistka

Czy taka filozofia może zachwycać się sztuką? Tak. Ayn Rand nazwa­ła siebie romantyczną realistką. Jej romantyczna natura stwarzała posta­cie, które były ideałami, i umieszczała je w aktualnych podówczas sytu­acjach. Utrzymywała, że jej powieści nie miały nauczać, lecz raczej być sztuką. Jej sukces pod tym względem jest dyskusyjny.

Źródło jest opowiadaniem o Howardzie Roarku, bezkompromiso­wym architekcie, który nie rezygnuje ani przez chwilę ze swojej artystycz­nej wizji. Nie poświęca swojej wewnętrznej uczciwości ani nie przystoso­wuje się do nikogo i niczego. Wiele cierpi przez swoją sztukę, lecz znosi to ze stoicyzmem i wytrwałością Prometeusza. Wysadza w powietrze bu­dynek, który zaprojektował, ponieważ inni ludzie go pozmieniali i zabu­rzyli jego wizję. Staje przed sądem, broni się i wygłasza końcową mowę do ławy przysięgłych, która, nieco zbyt melodramatycznie, uniewinnia go. Ta mowa jest kwintesencją punktu widzenia obiektywistów. W Źród­le każdy może docenić surowy indywidualizm i obiektywistyczną posta­wę zaradności. Jednakże może to zajść za daleko, jak mówi jeden z głów­nych bohaterów, który pompatycznie deklaruje, że ktoś może zobaczyć górę i podziwiać jej piękno, podczas gdy on widzi tylko skałę, którą moż­na wykuć i ukształtować na podobieństwo drapacza chmur. Niektórzy widzą bujny las i czują respekt przed potęgą natury, podczas gdy on widzi drewno, z którego można budować czy tworzyć papier. Ma to dostarczać prawidłowego i właściwego sposobu oglądania Grand Teton, Parku Na­rodowego Yellowstone czy lasów deszczowych. Pośród obiektywistów nie znajdziemy współpracowników Sierra Club.

Atlas zbuntowany jest najlepszą powieścią Ayn Rand, w której ujęta została, wpleciona w opowiadanie fikcyjne, cała istota filozofii obiekty­wistów. Lecz przestrzegam: książka jest trudna pod wieloma względa­mi. Ma ponad tysiąc stron. Będziesz potrzebować wielu kremów z filtra­mi przeciwsłonecznymi, jeśli zamierzasz wziąć ją jako lekturę na plażę.

Atlas zbuntowany jest kolejnym wielkim dziełem beletrystycznym Ayn Rand. Jej bohaterka usiłuje wejść w świat mężczyzn. Natyka się na wszyst­kie rodzaje mówiących półsłówkami politycznie poprawnych typów, którzy usiłują zniweczyć jej kapitalistyczne ambicje. W powieści wielu bohaterów zadaje tajemnicze pytanie: „Kim jest John Galt?” bez uchwyt­nej przyczyny. Jest to rodzaj używanego dziś w piosenkach: ,Whatever”. Dagny Taggart poznaje jego znaczenie, kiedy w końcu ląduje w Wąwozie Galta, wspólnocie obiektywistów, gdzie ideały Rand znajdują praktycz­ne zastosowanie.

Obie powieści Rand były bestsellerami i wciąż są chętnie czytane. Jako dzieła literatury pozostawiają jednak pewien niedosyt. Subtelność nie jest mocną stroną Rand, a narracja i dialogi są dość sztywne. Nie­mniej ich wpływ na dwudziestowieczną filozofię nie jest mniejszy z po­wodu ekstrawagancji tych powieści. Fani wolnorynkowego kapitalizmu, libertarianizmu, indywidualizmu, odpowiedzialności za samego siebie, leseferystycznego rządu i amerykańskiego marzenia będą nadal rozko­szować się tymi tomiszczami.

Ayn Rand wprawdzie nie napisała kolejnej powieści po Atlasie zbun­towanym, lecz nie przestała filozofować. Opublikowała dziennik i pisała prace niebędące fikcją, włączając w to Cnotę egoizmu i Introduction to Objectivist Epistemology.