Archive for the ‘Psychologia’ Category

Alfred Adler

Alfred Adler (1870 – 1937) był kolejnym uczniem Freuda, który nauczył się wiele od maestra, lecz, jak wielu innych, miał odmienne zdanie na te­mat seksu. Adler wierzył, że to raczej poczucie niższości, a nie seksual­ność, było główną motywującą, podświadomą siłą w człowieku. Właści­wie był tym, który ukuł termin „kompleks niższości”. Ludzie generalnie mieli poczucie niższości i sporo psychologicznej energii zużyto, poszu­kując dróg kompensacji tych uczuć i dążenia do perfekcji. Adler badał dynamikę w rodzinie i pisał o niej, a także o roli, jaką odgrywa kolejność urodzeń w rozwoju osobowości. Ściągnął także ludzi z freudowskiej ka­napy i wolał, gdy pacjent siedział z doktorem twarzą w twarz. To stwarza­ło poczucie równości, a terapeuta stawał się mniej autorytarną i wymu­szającą postacią.

William James

Ojcem amerykańskiej psychologii jest William James (1842 – 1909), brat pisarza Henry’ego Jamesa. Jego dwutomowe Zasady psychologii były biblią dla pokoleń amerykańskich psychologów. Jego podejście było funkcjonalistyczne, uważał, iż ważnym celem badania psychologicznego było ba­danie funkcji świadomości. Obejmowało ono analizę wybranych zagad­nień przez dłuższy czas poprzez obserwację i testowanie, co określał on mianem badania wydłużonego. Na Jamesa miała wpływ Darwinowska teo­ria ewolucji. To właśnie James i jego badania wydobyły psychologię z kró­lestwa filozofii i umieściły ją w laboratorium. Napisał on wiele książek, a jedna z nich, Doświadczenia religijne, zainspirowała założycieli Anonimo­wych Alkoholików.

Jean Piaget

Największym powodem do dumy Jeana Piageta (1896 – 1980) jest praca z dziećmi. Po latach pracy w szkole i przepytaniu tysięcy dzieci ten szwaj­carski psycholog zidentyfikował cztery fazy rozwoju dziecka:

Faza sensomotoryczna — od narodzin do drugiego roku życia, obej­muje opanowanie umiejętności kontroli motorycznej i naukę ra­dzenia sobie z fizycznym światem.

W fazie przedoperacyjnej, od drugiego do siódmego roku życia, dziecko skupia się na umiejętnościach werbalnych i komunikacyjnych. W fazie konkretno-operacyjnej dzieci zaczynają zajmować się liczba­mi i innymi skomplikowanymi koncepcjami. Logika i rozumowanie ewoluują w fazie formalno-operacyjnej.

Psychologia humanistyczna

Carl Rogers (1902 -1987) i Abraham Maslow (1908 -1970) to pionierzy tak zwanej psychologii humanistycznej. Byli oni niezadowoleni ze sztywnych ram psychoanalizy i behawioryzmu. Ich teorie, ani behawiorystyczne, ani psychoanalityczne, uznano za trzecią silę w psychologii. Ci mężczyźni po­strzegali psychologię jako narzędzie mające pomóc ludziom w pełni zre­alizować swój potencjał. Rogers uważał, iż wszyscy ludzie mają wrodzone pragnienie „bycia wszystkim, czym mogą być”, a rolą psychoterapii było kierowanie tym procesem.

Abraham Maslow stworzył hierarchię potrzeb, która jest ścieżką, przez jaką przechodzi człowiek: od podstawowych potrzeb związanych z przetrwaniem aż do pełnego zrealizowania swojego potencjału. Najniż­sze poziomy na skali to jedzenie i schronienie, a wyżej znajdują się po­trzeby bezpieczeństwa i miłości. Na szczycie piramidy znajduje się to, co Maslow nazwał samorealizacją. Jedną z jego najsłynniejszych wypowie­dzi jest zdanie: „Muzyk musi tworzyć muzykę, artysta musi malować, poeta musi pisać, jeśli chce pozostać w zgodzie z samym sobą. Człowiek musi zostać tym, kim zostać może”. Maslow był także jednym z pierw­szych praktykujących terapię grupową — gromadzącą pacjentów na grupo­wych sesjach z terapeutą.

Behawioryzm

Jedna ze szkół psychologicznych żywo odrzucała Freuda i nacisk, jaki kładł on na nieświadome motywacje, a także jego sprowadzanie wszyst­kiego do seksualności i zaufanie do wolnych skojarzeń pacjenta. Byli oni „niewiernymi Tomaszami” psychologii. Faworyzowali podejście empiryczne, według którego wszystko można było zaobserwować, zba­dać i porównać przy użyciu metod naukowych. Ta grupa znana jest jako behawioryści.

John Watson

Jednym z pierwszych behawiorystów był John Watson, niemający nic wspólnego z asystentem Sherlocka Holmesa. Uważał on psychologię za jedną z nauk przyrodniczych i obiektywną dyscyplinę umożliwiają­cą przewidywanie, a nawet kontrolowanie zachowania. Nie widział sensu w zagłębianiu się w nieświadomość. Uważał, iż wszystko, co powinieneś wiedzieć, jesteś w stanie dojrzeć siłą swoich własnych obserwacji. Pierwot­nie był psychologiem zwierzęcym i uważał, że różnice pomiędzy zacho­waniem zwierząt i ludzi są symboliczne.

Możemy być wieloma osobami, co nie jest równoznaczne z posiada­niem wielu osobowości. Problem pojawia się, jak zawsze, gdy jeden z aspektów psychicznych zaczyna dominować. Celem jest poznać swo­ją osobę i użyć jej, jeśli to konieczne, pamiętając jednak, że jest to tylko mała cząstka naszego „ja”.

B.F. Skinner

B.F. Skinner (1904 – 1990) jest najsłynniejszym behawiorystą. Wierzył, że ludzkie zachowanie da się zmienić w procesie warunkowania. Najsłyn­niejszy przykład to doświadczenie ze szczurem w pudełku (zaprojekto­wanym przez samego Skinnera i nazywanym pudłem Skinnera). Szczur uczył się, że gdy naciśnie dźwignię, pojawia się korytko z jedzeniem. Po­zytywne wzmocnienie zapewnia, że zachowanie będzie powtarzane, i jest nazywane uwarunkowaniem operacyjnym. To eksperyment podobny do tego przeprowadzonego przez rosyjskiego behawiorystę Iwana Pawłowa. Dzwo­nił on dzwonkiem za każdym razem, gdy podawał psu jedzenie, a końco­wy efekt był taki, że pies ślinił się za każdym razem, kiedy słyszał dzwo­nek, nawet jeśli nie podawano mu wówczas jedzenia.

Skinner i jego zwolennicy uważali, że te metody mogłyby zostać prze­niesione na ludzi i przeprowadzili wiele eksperymentów zmierzających do zmiany zachowania u ludzi. Uważali, iż jeśli chodzi o kondycjonowanie, człowiek i szczur nie są od siebie aż tak odlegli. Kontrowersyjna książka Skinnera Walden przedstawia jego wizję utopii, gdzie dobre zachowanie było podtrzymywane przez, jak to nazywał, wzmocnienie pozytywne.

Cień

Jung ma własną wersję freudowskiej teorii ego, superego i id. Tak jak Freud, Jung definiuje ego jako świadomą część naszego umysłu. Jest ono owym korkiem pływającym w oceanie, a jego celem jest poszukiwanie tego, co Jung nazwał indywiduacją, czyli gromadzeniem niezliczonej ilości elementów ludzkiej psychiki w jedno ja. Całkowicie indywidualni indy­widualiści byli modelem psychologicznej całości.

Jung nazwał swoją kombinację id i superego cieniem. Cień, w pro­stych słowach, jest ciemną stroną człowieka, impulsami i żądzami oraz cechami, które pozostają pod powierzchnią po latach rodziciel­skich i społecznych nacisków. Jung uważał, iż ludzie mają skłonność projektowania tych negatywnych elementów cienia na ludzi, których sami nie lubią.

Pamiętasz ten odcinek Star Treka, w którym Kapitan Kirk został roz­dzielony na dwie osoby z powodu awarii transportera? Jego „dobra” połowa jest uprzejma i pasywna, a „zła” lubieżna i agresywna. „Diabel­ski Kirk” jest popkulturową reprezentacją freudowskiego id i jungowskiego cienia.

Pomyśl, czy kiedykolwiek zdarzyło Ci się natychmiast nie lubić ja­kiejś osoby bez żadnej konkretnej przyczyny? Jakiś czas później, jeśli jesteś szczery sam ze sobą, zdajesz sobie sprawę, iż widziałeś w tej oso­bie pewne aspekty siebie. Tak jak możesz zobaczyć własną duszę odbitą w oczach Twojej ukochanej, możesz zobaczyć cień w ohydnym sąsiedzie czy współpracowniku.

Jung uważał, iż celem było posiąść swój cień i nie próbować go ukry­wać. Ukrywanie nigdy nie zda egzaminu. Cień będzie widoczny — zwy­kle wtedy, kiedy się tego najmniej spodziewasz. Każdy z nas ma jakieś cechy, z których nie jest dumny. Jung wierzył, iż musimy je posiąść i zin­tegrować, dążąc do całości.

Nagięcie płciowe

Jung uważał również, że w każdym mężczyźnie jest wewnętrzna kobieta, a w każdej kobiecie wewnętrzny mężczyzna — a właściwie żeńska i mę­ska energia, które określił jako anima (wewnętrzna kobieta) i animus (we­wnętrzny mężczyzna). Uważał, iż należy objąć tę stronę siebie i posiąść ją, by uzyskać optymalny poziom zdrowia psychicznego. Jeśli anima lub animus były zbyt silne lub zbyt bierne, było się narażonym na problemy

psychiczne. Jest to podobne Platońskiemu pojęciu miłości, gdzie propo­nuje on tezę, iż ludzie byli kiedyś wielkimi obupłciowymi, podobnymi do kropli stworzeniami ucieleśniającymi obie płci. Te stworzenia zosta­ły podzielone przez bogów na mężczyzn i kobiety. I dlatego każdy szu­ka swojego odpowiednika, by znaleźć równowagę, i swej drugiej połów­ki, którą stracił dawno temu. Jung uważał, iż z tym zmaga się każdy z nas, czy o tym wiemy, czy nie.

Czy jesteś inną osobą w miejscu publicznym w porównaniu z tym, kim jesteś w samotności?

Oczywiście, że tak. Ta część, którą pokazujesz publicznie, nazwana zo­stała przez Junga personą. Jednocześnie ujawnia się ona i skrywa. Za­chowujemy się inaczej w towarzystwie naszego szefa, a inaczej w to­warzystwie ukochanej osoby; różnie zachowujemy się w towarzystwie różnych przyjaciół.

Ta teoria jest dziś często krytykowana, a Jung jest posądzany o gło­szenie politycznie niepoprawnych stereotypów płci. Uważał on, iż męż­czyzna z dominującą animą był przeczulonym mięczakiem, a kobieta z silnym animusem despotyczna i odpychająca. A popularna wizja męż­czyzny próbującego objąć swoją kobiecą stronę stała się pożywką dla pi­sarzy tworzących komiksy i seriale komediowe.

Kolektywna nieświadomość

Podczas gdy Freud lubił analogię góry lodowej przy tłumaczeniu isto­ty nieświadomości (nieświadoma część umysłu i osobowości to te 90% góry lodowej, które znajduje się pod powierzchnią wody), Jung porówny­wał ją do korka łagodnie podskakującego na wodach bezkresnego oceanu. Korek jest naszą świadomą częścią umysłu, a ocean nieświadomą. Korek kołysze się wedle zachcianek okrutnego oceanu, dopóki nie poradzimy sobie z naturą prawdziwych nas (czego jesteśmy jedynie mgliście świado­mi, jeśli w ogóle) dzięki procesowi psychoterapeutycznemu, który nazwał psychologią analityczną.

Najlepszym współczesnym przykładem podróży bohatera jest pierwsza trylogia Gwiezdnych wojen. George Lucas przyznał, iż Campbell miał duży wpływ na niego i jego pisanie. Jedną z możliwych przyczyn nie­samowitego sukcesu Gwiezdnych wojen jest to, że film ten trafia wprost do kolektywnej nieświadomości i przemawia do ludzi na poziomie ar­chetypowym, nieświadomym.

Najsłynniejsza teoria Junga dotyczy kolektywnej nieświadomości, dzie­lonej wspólnie pamięci symboli, wyobrażeń i wspomnień nazywanych przez niego archetypami. Pochodzą one z okresu początków ludzkiej świadomości i są obecne we wszystkich kulturach i cywilizacjach. Znany mitograf Joseph Campbell popiera tę teorię w swojej pracy Bohater o tysią­cu twarzy. Po skatalogowaniu i odniesieniu mitów do szerokiego spektrum kultur i ram czasu zaproponował on pojęcie monomitu. Istnieje generalnie jedna opowieść z tą samą „obsadą” archetypów, którą Campbell nazwał „podróżą bohatera”.

Jung natknął się na wiele archetypów podczas swej wewnętrznej po­dróży. Dla wielu jemu współczesnych graniczyło to z fantazją. Ludzie na­uki postrzegali ideę mitycznych energii wyskakujących z pierwotnego re­zerwuaru i zamieszkujących wewnątrz każdego człowieka za odrobinę zbyt poetycką jak na zasadę.

Carl Gustav Jung

Carl Gustav Jung (1875 – 1961) jest najsłynniejszym z naśladowców Sigmunda Freuda. Jung używał technik freudowskiej psychoanalizy w swej praktyce lekarskiej. Obaj panowie zgadzali się też co do tego, iż nieświa­domość odgrywa znaczącą rolę. Freud lubił Junga i zaczął postrzegać go jako swojego oczywistego następcę, spadkobiercę, który kontynuowałby jego szkołę myśli.

Rozejście się dróg

W końcu Jung i Freud zjadliwie pokłócili się o naturę nieświadomości. Jung nie zgadzał się z tezą, iż to seksualność była czynnikiem kierują­cym każdym działaniem. Ponieważ żaden z nich nie myślał ani nie dzia­łał jak każdy „obiektywny” człowiek nauki, obaj poczuli się zdradzeni. Ten rozłam nie tylko położył kres ich przyjaźni i dobrym stosunkom, lecz przyczynił się do postrzegania Junga przez innych psychoanality­ków jako pariasa.

Jung natychmiast zajął się bardzo usilnie własną samoanalizą. Za­pisem tego są Wspomnienia, sny, myśli, określone przezeń jako „konfronta­cja z nieświadomością”. Teorie Junga i jego szkoła myśli były efektem tej wewnętrznej podróży, a jego idee stanowią wielki wkład w psychologię, wychodząc poza nią i obejmując również świat mitologii, folkloru, as­trologii, wschodniej duchowości i alchemii. Nie dziwi, iż Jung jest dość popularny w kręgach New Age, gdy weźmie się pod uwagę mistyczną na­turę jego późniejszych pism. Jest zarazem ostro krytykowany w innych środowiskach za brak otwartego potępienia dla postawy Hitlera i nazi­stów w Niemczech w latach trzydziestych dwudziestego wieku. Ostatecz­nie tak postąpił, lecz dla wielu było to za mało i stało się zbyt późno.

Osobowość

Freud dzielił osobowość na trzy składniki:

  • Ego, czyli ta część osoby, której człowiek jest najbardziej świa­domy i którą widzi reszta świata. To świadoma, rozumna część osobowości.
  • Id, które pozostaje w większości nieświadome. To zmysłowa, pierwotna część nas, czysty instynkt i libido. Kiedy pozwolimy, by id się rozszalało, następują wszelkie rodzaje spustoszenia.
  • Superego jest „świadomością”. Zawiera zasady etyki i wartości, które zostały nam wpojone przez rodziców i społeczeństwo.

Fazy rozwoju

Freud rozróżnia także fazy rozwoju psychoseksualnego. Faza oralna trwa od urodzenia do osiemnastego miesiąca życia. Podczas tej fazy dziecko poznaje świat poprzez buzię.

Faza analna, od osiemnastego do trzydziestego szóstego miesiąca, występuje wraz z nauką korzystania z toalety. Dorośli, których psychi­ka utknęła w tej fazie, są albo drobiazgowi i grymaśni, albo są potworny­mi żarłokami.

Faza falliczna trwa od trzeciego do szóstego roku życia. Dziecko za­czyna się fascynować swoimi genitaliami i na scenę wkracza kompleks Edypa.

Według Freuda uczucia seksualne są tłumione podczas fazy utajonej. Trwa ona od szóstego roku życia do okresu pokwitania. To okres, w któ­rym dziewczynki jawią się chłopcom jako „ohydne” i vice versa.

Fazą końcową jest faza genitalna, która zaczyna się w okresie pokwita­nia i trwa przez resztę życia. Normalna osoba rozpoczyna to, co, miejmy nadzieję, będzie szczęśliwym i satysfakcjonującym życiem seksualnym.

Dziedzictwo Freuda

Freudowska psychoanaliza stała się niezwykle popularna w kręgach me­dycznych i naukowych, a Freud stał się mentorem posiadającym wielu protegowanych. I jak to zwykle bywa, uczniowie buntują się przeciw swe­mu nauczycielowi — ci właśnie lekarze i naukowcy zaadaptowali i roz­budowali zapoczątkowane przez Freuda koncepcje. Wszyscy opierali się na przekonaniu, iż główną rolę odgrywa nieświadomość, lecz wielu nie zgadzało się z kładzionym przez Freuda naciskiem na sferę seksualną.

Kompleks Edypa

Freud zaproponował także niesławną teorię kompleksu Edypa. Edyp był po­stacią ze sztuki greckiego pisarza Sofoklesa. Sztuka ta opowiada o kró­lu Edypie, który na skutek kilku koincydencji zabija swego ojca i żeni się ze swoją matką. Po odkryciu prawdy przerażony Edyp wykłuwa sobie oczy w ramach pokuty.

Freud uważał, iż każdy młody mężczyzna przeżywa wewnętrzny kompleks Edypa, rywalizując z ojcem o uwagę matki. Sugeruje, iż młodzi chłopcy podświadomie chcą, mówiąc grzecznie, usunąć ojca i posiąść matkę. Znajdują się w zamęcie miłości i nienawiści szarpani przez za­zdrość, żądzę, zakłopotanie i wściekłość. Zdrowy młody mężczyzna wy­rasta z kompleksu Edypa, lecz żal biednych dusz, którym się to nie udaje. Są chodzącym nieszczęściem, a ich dysfunkcja będzie trwać, prześladu­jąc i okaleczając ich tak długo, póki nie znajdą pomocy.

Sigmund Freud jest jednym z twórców współczesnej psychologii. Choć, na przemian, cieszy się łaską i popada w niełaskę, jego teorie do­tyczące nieświadomości, kompleksu Edypa i interpretacji snów wciąż intrygują profesjonalnych i „kozetkowych” psychologów.

Freud, wytwór Europy dziewiętnastego wieku, uważał, iż kompleks Edypa jest zjawiskiem powszechnym. Inni badacze uważają, iż nie jest to archetypowa koncepcja dotycząca wszystkich kultur. Freud przypusz­czał, iż dziewczynki miały odpowiadające kompleksowi Edypa miłosno- nienawistne związki ze swymi matkami. Nie nadał im własnej nazwy, ale żeńska wersja kompleksu Edypa została nazwana później kompleksem Elektry — od postaci z greckiego dramatu, która zamordowała swą matkę.

Sigmund Freud

Sigmund Freud (1856 -1939) był jednym z najsłynniejszych i najbardziej wpływowych psychologów dwudziestego wieku. Nawet ci, którzy nie mają pojęcia o psychologii lub mają je zakopane gdzieś głęboko w nie­świadomości, mają świadomość, kim był Freud. I słyszeli o terminie freu­dowska pomyłka. Mogą mieć niejasne pojęcie, czym jest kompleks Edypa,

ale słowa ego i id weszły do ich języka. Większość ludzi słyszała wyraże­nie: „Czasem cygaro jest po prostu cygarem”, choć nie każdy bierze so­bie to powiedzenie do serca. Popkulturowa wizja psychologa przedstawia go często jako brodatą, jajogłową postać w okularach, nadęcie wygłaszają­cą jakiś psychobełkot z niemieckim akcentem. Freud ma tyluż krytyków, ilu obrońców, zaś jego psychologia to znajduje się w łaskach, to popada w niełaskę, lecz nie ma wątpliwości co do tego, iż był on pionierem badań nad umysłem i jego procesami motywacyjnymi.

Psychoanaliza

Freud praktykował medycynę w Wiedniu pod koniec dziewiętnastego i w początkach dwudziestego wieku. Z wykształcenia był neurologiem. Spotkał wielu pacjentów narzekających na różne dolegliwości, lecz prze­badawszy ich, nie znalazł żadnych fizycznych nieprawidłowości. Freud wydedukował, iż ich choroba była z natury psychosomatyczna. Innymi sło­wy, były to choroby wywołane stanem czy też zaburzeniem psychicznym. Gdyby zdołał dotrzeć do źródła prawdziwych zmartwień swych pacjen­tów, fizyczna manifestacja ich psychicznych zaburzeń uległaby złagodze­niu. Dokonywał tego przez hipnozę, a czasem poprzez zwyczajną rozmo­wę o problemach. W ten sposób narodziła się psychoanaliza, najbardziej wpływowa szkoła psychologiczna dwudziestego wieku.

Następnym razem, gdy Twoja koleżanka będzie narzekać na szefa, mówiąc:„On jest, no, taki analny!”, zapytaj ją, czy naprawdę sądzi, iż on utknął w jednej z freudowskich faz rozwoju psychoseksualnego. Są to, w kolejności: faza oralna, analna, falliczna, utajona i genitalna.

Freuda intrygowała koncepcja nieświadomości. Używał popularnej analogii góry lodowej, by wyjaśnić pracę umysłu. Nasza świadomość była zaledwie szczytem góry lodowej, a nieświadomość rysowała się pod po­wierzchnią godzin czuwania, jak niebywała siła kontrolująca nasze myśli i działania, której nie byliśmy zupełnie świadomi. Dlaczego kobieta cały czas sabotuje związki? Dlaczego mierny pisarz miota się bezsilnie wraz

ze swym blokiem do notowania, podczas gdy gonią go terminy? Dlacze­go człowiek dostaje zapalenia gardła na dzień przed tym, kiedy musi wy­głosić mowę przed dużą publicznością? Dlaczego ludzie robią rzeczy, które pozornie nie mają sensu, i sami stwarzają zupełnie niepotrzebne problemy? Freud uważał, iż było to dziełem nieświadomości.

Siły nieświadomości, które potajemnie nas prowadzą, są, jak uważał Freud, w większości seksualne i z natury agresywne. To myśli i impulsy, które najlepiej jest trzymać w ukryciu. Ale nieświadomość musi znaleźć jakąś formę wyrażenia się. Tak jak materii nie można ani stworzyć, ani zniszczyć, tak samo zagrzebane emocje nie znikną. Leżą uśpione i jeśli się ich nie posiądzie i nie zmierzy z nimi, wypłyną nieproszone w najlep­szym razie z żenującym rezultatem. Muszą one znaleźć ujście w społecz­nie akceptowanej formie, jeśli jednostka ma pozostać w dobrej kondycji psychicznej.

Dwiema z freudowskich technik psychoanalizy są: interpretacja snów i wolne skojarzenia. Nawet podczas snu umysł jest zajęty przetwarzaniem danych. Sny są sposobem umysłu na poradzenie sobie z nierozwiązany­mi problemami i bagażami przeżyć. Sny mówią do nas poprzez symbole, niektóre oczywiste, inne ukryte. Według Freuda sny są jak sztuka składa­jąca się z jednego aktu czy surrealistyczne wideo dające nam wskazów­ki odnośnie tego, co tak naprawdę mamy na myśli. Pacjent omawia z le­karzem swoje sny, a ten z kolei stara się zinterpretować ich prawdziwe znaczenie. Freud powiedział raz: „Każdy sen jest życzeniem”, co ozna­cza, iż większość z nas ma w rzeczywistości dziwaczne życzenia.

Psychiatra może próbować również rozgryźć tajemnice nieświado­mości poprzez wolne skojarzenia. Pacjent spoczywa na kanapie i mówi o wszystkim, co akurat przychodzi mu do głowy: wspomnieniach, fanta­zjach, problemach dnia, urazach. Wszystko i nic jest wodą na młyn dla le­karza, który próbuje znaleźć sens i przyczynę w paplaninie pacjenta.