Archive for the ‘Sokrates, Platon i Arystoteles’ Category

Szczęście i przyjaźń

Etyczna filozofia Arystotelesa mówi, że szczęście jest ostatecznym ce­lem ludzkości. Nie oznacza to jednakże, że „wszystko przemija”. Według Arystotelesa prawdziwe szczęście osiągnąć można jedynie przez prowa­dzenie cnotliwego życia. Wierzył on w „złoty środek” wszystkich rzeczy. Umiar był najwyższą cnotą. Trzymał ludzi z dala od występków i pozwa­lał im pracować nad własnymi możliwościami. W dzisiejszych czasach, nastawionych na osiąganie celów, ludzie mogą mylić to podejście z ambi­cją i zdobywaniem rzeczy materialnych. Arystoteles odnosił się do wro­dzonego postępu możliwości, który mimowolnie kierował wszystkimi rzeczami we wszechświecie, również ludźmi. Jesteśmy więc bez przerwy „potencjalizowani”, czy o tym wiemy, czy nie. Tak wygląda ścieżka i cel osoby prowadzącej życie prawdziwie cnotliwe i szczęśliwe.

Arystoteles zasłynął sylogizmem, który jest logicznym argumentem tworzącym konkluzję na podstawie dwóch prawdziwych przesłanek. Najsłynniejszy sylogizm to:„Wszyscy ludzie są śmiertelni. Sokrates jest człowiekiem. Stąd Sokrates jest śmiertelny”. Arystoteles wierzył, że sylo­gizm był najlepszym narzędziem prowadzącym do wiedzy absolutnej.

Arystoteles cenił sobie również przyjaźń. Prawdziwą przyjaźń trze­ba sobie zaskarbić i pielęgnować. Prawdziwy przyjaciel jest nieomalże Twoim doppelgangerem, Twoim duchowym sobowtórem. Prawdziwy przy­jaciel jest po to, by „służyć niejako za zwierciadło naturze, pokazywać cnocie własne jej rysy, żywy jej obraz, a światu i duchowi wieku postać ich i piętno”. Innymi słowy, Arystoteles popierał cnotliwy system wzajem­nej pomocy.

W polityce Arystoteles uważał rasę ludzką za zwierzęta z natury spo­łeczne, które szukają towarzystwa. Społeczeństwo jest jak wielka rodzi­
na, w której obowiązują pewne zasady. Zasady z czasów Arystotelesa róż­nią się od obowiązujących obecnie. Arystoteles akceptował niewolnictwo i uważał, iż niewolnik był częścią własności nieposiadającą własnych praw. Jeśli chodzi o interesy handlowe, uważał, iż lichwiarstwo czy gromadzenie korzyści z pożyczek jest wybitnie nieprzyzwoite — o czym może zaświad­czyć wielu współczesnych ludzi płacących rachunki z kart kredytowych.

Rząd

Arystoteles utrzymywał, iż trzema najlepszymi formami rządów były: monarchia, arystokracja i republika konstytucyjna, a kiedy były one de­prawowane, degenerowały się w kierunku tyranii, oligarchii i demokracji. Tak, w wyobrażeniu Arystotelesa demokracja była zła. Uważał ją za chao­tyczne rządy mas, tak jak oligarchię za rządy kilku bogatych przedstawi­cieli elit. Ameryka jest republiką konstytucyjną, nie demokracją.

Sztuka i teatr

Arystoteles różnił się od Platona w jeszcze jednej kwestii: doceniania sztuki. Imitacja jest najszczerszą formą pochlebstwa, a ludzkość lubi re­prezentacje każdej rzeczywistości, od Maneta i Moneta po Elvisa w ak­samicie i buldogów grających w pokera. Arystoteles, w przeciwieństwie do Platona, nie uważał, że sztuka była kiepską imitacją rzeczywistości (która sama była kiepską imitacją wyższej rzeczywistości). Arystoteles wi­dział w sztuce sposób na ulepszenie i idealizowanie rzeczywistości — dla­tego w swojej ograniczoności dążymy do tego, by dotknąć ideału. Uważał to za uszlachetnianie, a nie stratę czasu.

Jeśli chodzi o teatr, Arystoteles uważał, że komedia pozwala ujrzeć ludzkie absurdy i głupotę, a dramat w rozumieniu klasycznym pozwala publiczności osiągnąć catharsis, czyli duchowe oczyszczenie w bezpiecz­nych granicach greckiego amfiteatru. Oglądanie ludzkości w jej całym splendorze i głupocie miało, według niego, działanie terapeutyczne.

Teoria potencjalności

Potencjalność oznacza, iż we wszystkim, włączając świat ludzi, istnie­je naturalna ewolucja w kierunku wypełniania własnych możliwości — w istocie przyjmujących swoją własną formę. Ruch natury i ludzi od nie­doskonałości do doskonałości lub czegoś maksymalnie jej bliskiego. Jest to stały składnik wszystkich rzeczy, który, według Arystotelesa, jest proce­sem mimowolnym. Wszechświat podlega ciągłemu procesowi bycia i sta­wania się — od Wielkiego Wybuchu do nieuchronnego Wielkiego Chło­du w kosmicznej skali, w przypadku ludzi jest to zaś cykl życia i śmierci.

Arystoteles mówi o przyczynach, jakie muszą zostać spełnione, aby zaistniała dana rzecz, i wyróżnia cztery:

  • Przyczyna materialna oznacza, że nowa rzecz jest wykreowana lub zainicjowana przez siłę zewnętrzną.
  • Przyczyna sprawcza jest procesem tworzenia.
  • Przyczyna formalna mówi, iż określona rzecz znajduje się w swo­im naturalnym stanie.
  • Przyczyna celowa mówi, co może powstać, gdy wypełniony zo­stanie potencjał.

Pierwszą przyczyną wszystkich rzeczy jest to, co Arystoteles określa jako Boga. Bóg jest tym, co Arystoteles nazywa Pierwszym Poruszycielem. Bóg jest pierwszą istniejącą rzeczą oddzielną od reszty materii, a tak­że najwyższą (i według przekonań Arystotelesa jedyną) formą. Bóg, we­dług kalkulacji Arystotelesa, jest czystym umysłem, czyli tym, co nazywa on nous. Bóg istotnie ukazuje się gdzieś tam, odsunięty i niespecjalnie zainteresowany tym, co dzieje się na ziemi, spędzając cały swój czas w nie­skończonej, wiecznej samo-kontemplacji. Bóg Arystotelesa jest całkowicie zaabsorbowany sobą. Być może spotkałeś już w życiu kilku takich ludzi.

Arystoteles postrzegał duszę ludzką jako integralną część ciała, a nie osobny byt. Wierzył w koncepcję zwaną dziś „ciało-umysł” — co ozna­cza, iż mamy jeden organizm składający się z materii fizycznej i ducho­wej. Stąd dusza nie może istnieć po śmierci. Jednakże każda dusza jest wypełniona częścią nous czy uniwersalnym umysłem, a nous uchodzi z człowieka do eteru w chwili jego fizycznej śmierci.

Arystoteles

Przez dwadzieścia lat pobierał nauki u Platona w tym, co później okre­ślono mianem Akademii. Był geniuszem i jest uważany za prawowitego następcę Platona. Jednak nie zgadzał się ze swoim nauczycielem w kilku istotnych kwestiach. Po śmierci Platona Arystoteles podróżował po świe­cie i spędził pięć lat jako nauczyciel nadzwyczaj rozwiniętego trzynastolat­ka, który wyrobił sobie markę w dziedzinie innej niż filozofia — jako zdo­bywca świata. Uczniem Arystotelesa był nikt inny jak Aleksander Wielki, który podbił znany wówczas świat, zanim zmarł w młodym wieku.

Arystoteles ostatecznie utworzył własną akademię i nazwał ją Lice­um. Lubił spacerować podczas filozofowania, wodząc studentów za sobą. Jego studenci byli znani jako perypatetycy, a określenie to pochodzi od sło­wa „chodzić”.

Wyzwanie rzucone Platonowi przez Arystotelesa

Arystoteles nie zgadzał się z Platonem pod wieloma względami. Choć niektórzy mogą uznać za „złe wychowanie” rzucanie wyzwań mentoro­wi, Arystoteles zrobił to w odniesieniu do pojęcia form.

Platon wierzył, iż istniał gdzieś inny wymiar z krążącym w nim boga­ctwem form. Prawda, piękno, miłość i inne koncepcje były faktycznymi bytami istniejącymi obok ludzkich sposobów ich postrzegania. Arysto­teles uważał teorię form za nielogiczną i niemożliwą do udowodnienia. Platon wierzył, że to, co nazywamy rzeczywistością, było mniej rzeczywi­ste niż wieczne królestwo form. Arystoteles zaś utrzymywał, że „tu i te­raz” było całkiem rzeczywiste, a formy nie są samodzielnymi bytami, lecz charakterystycznym ucieleśnieniem tego, co możemy spostrzec za pomocą zmysłów. Nazwał swoją wersję form uniwersaliami. Według nie­go istniały uniwersalne prawdy, lecz można je było odkryć bez osobistej czasoprzestrzennej podróży.

Platon wierzył w idee i ich blade imitacje. Presokratycy Parmenides i Heraklit wierzyli, iż wszystko trwało w stagnacji lub ciągłym ruchu. Arystoteles potrafił rozwinąć i zaadaptować te sprzeczne poglądy oraz wysunąć własną, radykalną jak na te czasy tezę — i był to być może jego największy wkład w filozofię.

Reinkarnacja

Platon, tak jak wcześniej Pitagoras, wierzył również w reinkarnację. Wszy­scy już kiedyś żyliśmy i będziemy żyć też w przyszłości. A w międzycza­sie, pomiędzy śmiercią a ponownymi narodzinami, mamy dostęp do kró­lestwa form i możemy je w końcu „pojąć”. Jest tylko, jak zwykle zresztą, pewien problem. Kiedy wracamy do królestwa ziemskiego, zapominamy o wszystkim, co zdołaliśmy pojąć w królestwie niebieskim, zachowując jedynie mglistą i dokuczliwą świadomość, iż istnieje gdzieś coś więk­szego niż my sami. I ta nigdy niekończąca się wyprawa w celu odzyska­nia utraconej wiedzy jest tym, co czyni potencjalnym filozofem każdego z nas. Dla tych, którzy szukają odrobiny piekielnego ognia w swej teolo­gii, nic nie znaczy przekonanie Platona, iż prawdziwe demony nie mają możliwości powrotu w kolejnym życiu. Są potępione na wieki.

Świat zmysłów i zmysłowej przyjemności właściwie uniemożliwia nam znalezienie prawdziwego szczęścia, ponieważ przywiązuje nas do re­alnego świata, który, według Platona, nie jest realnością najwyższą.

Państwo Platona

Jedną z najsłynniejszych prac Platona jest Państwo, gdzie wykłada on swo­ją filozofię polityczną. Widząc swojego ukochanego mentora Sokratesa niesłusznie skazanego na śmierć przez pozbawioną kontroli demokrację, ma on nie najlepsze zdanie o tej formie rządów. Po przeczytaniu tego, co następuje, zastanów się, czy chciałbyś mieszkać w „idealnym” socjopolitycznym państwie Platona.

Platon nie wierzył w surowy indywidualizm. Uważał, iż każdy powi­nien być częścią państwa i jego aktywnym członkiem. Uważał, że obywa­tele są jak komórki politycznego ciała oraz że odpowiedzialność i zadania im powierzone powinny zostać zdeterminowane przez państwo. Platon do­godnie dla siebie przydzielał stany, czy też raczej kasty, w które obywatele powinni zostać zorganizowani. Nie dziwi, że rozdając wybrane profesje, fi­lozof umieścił stan uczonych najwyżej na drabinie społecznej. Stan uczo­nych będzie rządził państwem, stan strażników będzie go bronił, a stan ży­wicieli będzie zaopatrywał państwo w dobra, usługi i umiejętności.

To „państwo” nie wygląda zbyt demokratycznie, prawda? Rządzą­cy stan filozoficznej arystokracji kierowałby sprawami państwa ze słyn­nym platońskim konceptem Króla-Filozofa na jego czele. Stan uczonych przewodziłby innym stanom, utrzymując armię w gotowości, a żywicieli w uczciwości oraz rozmyślając nad światem form i próbując zmienić rze­czywistość tak, by była jak najbardziej przyjazna formom.

Wykazując się odrobiną arystokratycznego snobizmu w stosunku do klas pracujących, zakładał, iż stan żywicieli pozbawiony zostałby przywi­leju szkolnictwa publicznego. Byłoby ono zarezerwowane dla stanu uczo­nych i strażników.

Choć pozwoliłby ludziom studiować sztukę w swoim państwie, Pla­ton nie miał dla niej zbyt wiele szacunku. Sztuka była kopią rzeczywisto­ści, która z kolei jest tylko bladym odbiciem wspaniałych form. Uważał, iż sztuka nie należała do idealnego państwa. „Artystom wstęp wzbronio­ny” — mógłby głosić napis na bramach państwa Platona.

Poezja również byłaby zakazana. Mówi ona o sercu i rozpala emo­cje, a te z kolei zakorzeniają ludzi w świecie materialnym. Obiektywnym celem ogółu obywateli jest zaś dążenie do ideału i unikanie zwierzęcych pasji, które niewolą ludzi w tej poważnie skażonej rzeczywistości. Platon nie uważał sztuki ani poezji za inspirujące i podnoszące ducha ludzkie­go. Postrzegał je jako deprawujące.

Nie chciałbyś prawdopodobnie mieszkać w państwie Platona, które było utopijną wersją społeczeństwa doskonałego. Istniałby tam sztyw­ny system kastowy bez możliwości awansu, a sztuka byłaby zakazana, gdyż jest tylko bladą imitacją prawdy. Arystokratyczne uszy pozostały­by głuche na płacz: „Chcę mojego MTV!”.

Platon odbierałby także dzieci rodzicom i wychowywał je w państwo­wych placówkach wychowawczych nadzorowanych przez stan uczonych. Uważał bowiem, iż państwo lepiej poradziłoby sobie z wychowywaniem (i indoktrynowaniem) dzieci niż ich rodzice. Nie wierzył też we własność prywatną. To jednak dotyczyło jedynie stanu uczonych i strażników. Stan żywicieli, pracownicy fizyczni i robotnicy mogliby zatrzymywać swoje dzieci i niewielkie posesje, ponieważ nie dbali oni o to, do czego nie mo­gli się przyczynić.

O tak, Platon nie tylko wierzył we wspólną własność, lecz także dziele­nie się żonami! „Ideał” Platona nie brzmi zbyt idealnie dla współczesnych uszu, niemniej jednak przypomina o kolejnym z trzech wielkich męd­rców starożytności. Tak jak Sokrates był mentorem Platona, tak Platon zo­stał mentorem Arystotelesa.

Formy

W wieku lat osiemdziesięciu (bardzo długi żywot jak na tamte czasy) Pla­ton określił siebie jako filozofa, na którego patrzą wszyscy inni filozofo­wie, szukając inspiracji. Niektórzy konkurowali z nim, inni adaptowali albo rozszerzali jego teorie, dyskutowali z nimi i przeciwstawiali się im, ale na wszystkich Platon wywierał wpływ.

Platon twardo wierzył w Idee przez wielkie „I” czy też, jak również się je określa, formy. Platon uważał, że podczas gdy podziwiamy pięk­no smaganej wiatrem plaży czy też nagie ciała na niej, gdzieś w eterze ist­nieje forma piękna. Idea piękna była istotą nasycającą całe piękno, które widzimy w fizycznej rzeczywistości. Obsada Słonecznego Patrolu: Hawaje ]est tylko bladym cieniem formy piękna, której możemy nigdy nie spostrzec w jej efemerycznym splendorze. Oczywiście Platon nie mógł udowodnić, iż w pewnym pozaziemskim królestwie piękno, prawda, miłość i cnota krążą, rzucając cienie na nas, zwykłych śmiertelników, którzy widzimy je jedynie jako migoczące, zwodnicze, krótkotrwałe obrazy na ścianie ja­skini. Człowiek, który, według Platona, z natury poszukuje prawdy, usiłu­je pochwycić te formy, lecz nie wystarcza mu spostrzegawczości. Platon jednakże kataloguje różne rodzaje wiedzy dostępne spostrzeganiu.

Według Platona istnieją cztery typy wiedzy:

  • wiedza wywodząca się z wyobraźni, snów i tego, co nazwano póź­niej podświadomością,
  • nasze postrzeganie świata zewnętrznego,
  • wiedza matematyczna,
  • wiedza filozoficzna, czyli całościowa — świadomość absolut­nych, uniwersalnych prawd pod postacią ulotnych form.

Platon traktował dwa pierwsze typy tylko jako opinie, ponieważ pod­czas gdy percepcja może być prawdziwa, różne rzeczy są postrzegane od­miennie przez różnych ludzi. Dwa kolejne to była prawdziwa wiedza, ponieważ Platon wierzył, że dwa plus dwa nigdy nie będzie równe pięć, formy są niezmienne, zaś wiecznych prawd nie należy kwestionować.

Można by zapytać, gdzie w tym obrazku jest miejsce dla Boga? Pla­ton wierzył, że istnieje jedna forma ponad wszystkimi formami, zwana dobrem — i ono zostało zinterpretowane jako Bóg. To tajemnicze króle­stwo, w którym mieszkają formy, jest, według Platona, prawdziwą rzeczy­wistością, a my, biedne stworzenia, zaledwie zarysowujemy się w mrocz­nej jaskini naszej rzeczywistości.

Platon

Platon był najsławniejszym uczniem Sokratesa. Rozwijał jego dziedzi­ctwo, tworząc również własne teorie. Założył też szkołę filozofii nazywa­ną ogólnie Akademią Ateńską. Podstawy jego misji i celów można odna­leźć w jego alegorii mitu o jaskini.

Mit o jaskini

Ta opowieść ukazuje, jak większość ludzi żyje z przesłoną na oczach, ze skrzywionym i mglistym pojęciem o rzeczach takich, jak prawda

i piękno. Wyobraź sobie grupę skutych w kajdany indywidualistów prze­bywających w mrocznej jaskini, oświetlonych jedynie przez wielkie og­nisko palące się za nimi. Ci ludzie mogą zobaczyć jedynie własne cienie i inne obrazy migoczące przed nimi na ścianie. To jest ich rzeczywistość.

Większość z nich albo nie ma wyobraźni, albo jest zbyt apatyczna i po prostu akceptuje tę rzeczywistość bez żadnych dyskusji. Bardziej dociekliwi obserwują zależności dokładniej i starają się zrozumieć swój świat. Lecz prawda wciąż im umyka.

Jednemu z więźniów udaje się uwolnić z kajdanów i uciec z jaskini. Wychodząc na światło dzienne, uciekinier zostaje przez nie oślepiony i ponownie widzi zamgloną rzeczywistość. W końcu jednak aklimatyzuje się w nowym otoczeniu i jest w stanie ujrzeć rzeczy wyraźnie: krajo­braz, niebo i światło słoneczne.

Później ta dopiero co oświecona dusza powraca do jaskini i próbuje opowiadać innym o nowym świecie, który rozpościera się poza klaustrofobicznymi granicami jaskini. Jaka będzie odpowiedź jej mieszkańców? Czy pójdą śmiało tam, gdzie poszedł jeden z obywateli, i podejmą wspa­niałą i satysfakcjonującą podróż z ciemności do światła? Według Platona, nie. Raczej zabiją proroka, gdyż jest on zagrożeniem dla status quo.

Jest to oczywiste odniesienie do Sokratesa, mentora Platona, i komen­tarz dotyczący ludzkiej skłonności do wyboru ograniczonej egzystencji, łatwiejszej i wygodniejszej drogi, mentalności typu „nie potrząsajmy ło­dzią, bo a nuż się wywróci”. A filozofowie, którzy ukazują inną drogę, są zazwyczaj potępiani, wyśmiewani i często kończą martwi.

Jego śmierć

Sokratesa spotkał koniec podobny świeckim męczennikom. Zamiast zmie­rzyć się z dezaprobatą i milczeniem, doprowadził swoją wiarę do logicznej konkluzji. Systematycznie ośmieszając swoich prześladowców, zrobił nie­wiele, by zagwarantować sobie uniewinnienie. Nie zdał się na łaskę sądu jako władzy, żyjąc nadzieją na ocalenie czy błagając o banicję zamiast egze­kucji. Po jego wypowiedzi powiedziano mu, iż gdyby zdecydował się opuś­cić dom, rząd nie polowałby na niego tak agresywnie. Politycy stanęli w ob­liczu skazanego na śmierć i niezwykle popularnego „skarbu narodowego”. Ignorując błagania niektórych swoich zwolenników, by pozwolił im się uwolnić, Sokrates zażył cykutę i umarł w otoczeniu adorującej go świty. Jest to bardzo poruszająca scena, jak opisuje ją Platon w swoim dialogu Fedon. Kiedy Sokrates żegna się ze swoimi przyjaciółmi i uczniami, jest pogodny. Jego śmierć to w zasadzie wspomagane samobójstwo, ponieważ to jeden ze zgromadzonych przyrządza filozofowi napój z cykuty.

Sokrates stara się zmniejszyć żal przygnębionej grupy, przypomina­jąc, że umrze tylko jego ciało. Przyprowadzone zostają do niego jego dzie­ci. Przegania z pokoju kobiety i łagodnie karci mężczyzn za ich łzy, nale­gając, by nie rozpaczali. Bierze długą miłą kąpiel i wymienia uprzejmości ze strażnikiem więziennym, z którym lubił rozmawiać. Jego przyjaciel Kryton prosi go, by zaczekał do zachodu słońca — jest przecież jego pra­wem cieszyć się swym ostatnim dniem do końca. Lecz Sokrates woli, by było już po wszystkim. Wypija truciznę bez wahania i strachu. Prosi pochlipujących przyjaciół, by się uspokoili, tak by mógł umrzeć w spo­koju. Okrywa się, gdy drętwieje mu ciało, ale jest w stanie wypowiedzieć

jeszcze swoje ostatnie słynne słowa: „Krytonie, jestem winny koguta Ask­lepiosowi, będziesz pamiętał, by oddać mój dług?”. A potem, jak powie­dział Szekspir, „pękło szlachetne serce”.

Jego dziedzictwo

Sokrates przewyższał mądrością wszystkie współczesne mu osoby. Po śmierci stał się legendą, mitem. Po jego śmierci powstało wiele szkół fi­lozofii, które dążyły do wyeliminowania konkurencji i bycia jedyną słusz­ną szkołą sokratejską. Często stały one ze sobą w sprzeczności. Większość jednakże kładła nacisk tylko na jeden aspekt sokratejskiego nauczania:

  • Megarianie skupiali się na logice.
  • Szkoła elizejska kontynuowała prace nad technikami sokratej­skiego dialogu czy dialektyki.
  • Cynicy odrzucili formalną edukację i widzieli drogę ku mądro­ści w pracy wewnętrznej.
  • Ze szkoły cyrenajskiej wyszli prekursorzy filozofii hedonizmu, czy­li pogoni za przyjemnością.

Jednakże wszystkie te szkoły były zaledwie kawałkami ogromnych fi­lozoficznych puzzli, jakimi była myśl Sokratesa. Jedynie Platon utrzymy­wał przy życiu prawdziwą sokratejską tradycję, równocześnie ustanawia­jąc siebie jednym z wielkich umysłów antyczności.

Obrona Sokratesa

Doprowadzony przed sąd i oskarżony o bezbożność i bałamucenie mło­dzieży ateńskiej, Sokrates bronił się elokwentną mową, którą Platon spi­sał i zatytułował Obroną[1]. Znana z przekazu Platona Obrona zawiera istotę charakteru i filozofii Sokratesa. Jest ona uważana za mowę, którą wygło­sił Sokrates w swej obronie podczas procesu. Wprawdzie wiele wskazuje na to, że Platon wniósł swoją licencję poetycką, ale jest prawdopodobne, że istota postaci Sokratesa została w Obronie ujęta.

Sokrates w Atenach

Ateny były demokratyczne, lecz na krótki okres zostały przejęte przez są­siednią Spartę po wielu latach wojny. Rząd znany później jako Trzydzie­stu Tyranów terroryzował społeczeństwo przez rok, zanim został obalony. Jednym z tych despotów był wcześniejszy uczeń Sokratesa i przywrócona demokracja użyła tego faktu jako argumentu, by oskarżyć filozofa. Był on wprawdzie niesamowicie popularną lokalną osobistością, lecz moc­no nielubianą przez trzymających władzę przedstawicieli politycznego establishmentu.

Sokratesa łączono z atomistami i sofistami. Naukowe podejście pierwszych odbierane było jako zaprzeczanie istnienia bogów, zaś dru­dzy uważani byli za szarlatanów najgorszej kategorii. Sokrates przyzna­wał, iż oszczerstwa te ciągnęły się za nim przez lata, lecz zdołał zaprzeczyć oskarżeniom. Choć dawniej interesował się naukami przyrodniczymi, jego filozofia zmieniła kierunek, koncentrując się na ludzkości i boga­ctwie jej złożoności, które wydały się Sokratesowi znacznie bardziej inte­resujące niż suche poglądy presokratyków. Oddalił się także od sofistów, stwierdzając, iż nie pobierał opłat za swoje usługi ani też nie ośmielał się kogokolwiek nauczać czy oświecać. Po prostu wydobywał to, co drzemie w danej osobie, na zewnątrz i tym samym zmuszał ją do myślenia. Po spę­dzeniu życia na „badaniu” wielu ateńczyków, od polityków przez poe­tów po rzemieślników, stwierdził, że podczas gdy wszyscy mają ambicję, by wejrzeć w siebie i zdobyć mądrość, są jednak takimi samymi ignoran­tami jak on sam — w większości dlatego, iż sądzą, że coś wiedzą. Sokra­tes powtarzał opowieść o swojej potyczce z wyrocznią delficką, podczas której przyznał, że nic nie wie. To nazwane zostało sokratejskim wyparciem się wiedzy.

Proces

Zdobywszy możliwość „przebadania” swoich oskarżycieli, Sokrates użył swojej sprawdzonej metody, by systematycznie wytykać luki w ich argu­mentacji. Gdy już udowodnił swoją logikę i racjonalność, zaczął wzbu­dzać wrogość wśród tych, którzy mieli zadecydować o jego losie.

W trakcie obrony Sokrates zamierzał objaśnić istotę swojej wiary: najważniejszą rzeczą jest, by przeżyć życie cnotliwie. Robienie rzeczy
właściwych i unikanie działań niewłaściwych jest tym, o co w życiu cho­dzi. Bycie cnotliwym samo w sobie jest nagrodą, postępowanie złe samo w sobie jest karą. Nie ma nic gorszego od bycia złą osobą. Stąd, jeśli Sokra­tes jest przekonany, iż jest osobą cnotliwą, nic, co mogą zrobić mu wrogo­wie, nie może prawdziwie go zranić tak długo, jak długo będzie obstawał przy swoim. W trakcie swojej mowy Sokrates nie wyrażał także lęku przed śmiercią. Dlaczego miałby bać się wieczności w raju lub nicości?

Pomimo tego, że był niezależnym myślicielem i sam nazywał się „gzem”, wielką częścią jego cnoty była lojalność w stosunku do państwa. Choć w rzeczywistości obaj, Sokrates i Platon, byli nieufni w stosunku do demokracji. Świadomi swej klasy Grecy wierzyli, że pewien rodzaj spe­cjalnie wytrenowanych, oświeconych obywateli powinien znajdować się u władzy (tak, jak w nadchodzącej koncepcji Platona „Król Filozof’).

Podczas długiej obrony Sokrates zdawał się całkiem świadomy fak­tu, iż ten nielegalny sąd nie orzeknie o jakości jego myśli, i był przygo­towany na werdykt. Nie poprzestał na zdawaniu się na łaskę sądu. Zmie­rzył się ze swoimi oskarżycielami nieugięty i nie zamierzał przepraszać. Nie przestawał robić właściwych rzeczy, jak sam je postrzegał, bez wzglę­du na to, jak niemiłe byłyby tego konsekwencje.

Credo Sokratesa brzmiało: „Nie warto żyć życiem przez nas niepoznanym”. Było to sztandarowe hasło każdego filozofa, który podążał ślada­mi Sokratesa. Podobnie cytuje się też jego słowa: „Poznaj siebie”, któ­re dowodzą, iż mądrość pochodzi nie tylko z obserwacji, lecz również z introspekcji.

Nie było niespodzianką, że sędziowie wydali werdykt: ,Winny”. Zgodnie ze zwyczajem tamtych czasów skazany był zobowiązany do za­sugerowania kary dla siebie. Sokrates zaproponował, by dano mu wolny pokój i deskę i by państwo wspierało go do końca jego naturalnego życia. Nie trzeba mówić, iż kara ta została natychmiast odrzucona. Zapropono­wał wówczas symboliczną grzywnę, a następnie wyższą. Ogłosił też, iż je­śli pozwolą mu żyć, nie zaprzestanie praktykowania filozofii. W tym miej­scu właśnie Sokrates wypowiada słowa, z których jest najbardziej znany,
motto, które powinno się stać raison d’etre każdego filozofa: „Nie warto żyć życiem przez nas niepoznanym. Robienie tego, co słuszne, to jedyna ścieżka do dobra, a introspekcja i samo-świadomość to droga do pozna­nia tego, to jest słuszne”.

Sokrates został skazany na śmierć. W końcowej mowie do sądu po­wtarzał wielokrotnie tezy, o których mówił podczas obrony. Był gotowy umrzeć, ponieważ uważał, że lepiej jest umrzeć, niż zdradzić samego sie­bie. I słusznie przewidywał, iż, jakkolwiek jego pojedynczy głos może zo­stać zgaszony, filozofowie będą nadal filozofować.

Sokratejski dialog

Stosowana przez Sokratesa metoda zadawania pytań swej „ofierze” i wy­ciągania odpowiedzi, które zmuszały rozmówcę do samodzielnego my­ślenia, nazywana jest dialogiem sokratejskim. Ta forma debaty logicznej w formie pytań i odpowiedzi nosi nazwę dialektyki.

Sokrates był przewodnikiem i mentorem młodzieży ateńskiej. Prowa­dzone przez niego dialogi często sprawiały, iż rozmówca wił się i skręcał w poczuciu intelektualnego dyskomfortu. Sokrates był biegły w ukazywa­niu idei jako głupich czy raczej sprawiał, iż jego rozmówca sam do tego dochodził. Nie robił tego ze złośliwości czy po to, by się wywyższyć. Za­interesowany był prawdą w imię samej prawdy. Oczywiście nie każdy lubi być wystawiany jako filozoficzna waga lekka, przy najszlachetniejszych nawet intencjach. Stąd Sokrates zyskał sobie po drodze kilku wrogów.

Sokrates postrzegał siebie jako akuszera idei. Prawdopodobnie lu­bił tę analogię, gdyż widział matkę zarabiającą na życie jako położna. Nie tworzył głębokich myśli, które podtrzymywał. Raczej wydobywał je z osoby, z którą rozmawiał.

Jego zachowanie

Ponieważ Sokrates nigdy nie przyłożył pióra do kawałka papirusu, wszyst­ko, czym dysponujemy, to „reportaże” i interpretacje Platona dotyczące Sokratesa jako człowieka. Ogólnie przyjmuje się, że wczesne dialogi sokratejskie dają prawdziwszy obraz tego filozofa. Sokrates z późniejszych dialogów to bardziej fikcyjna postać, która służy za wyraziciela filozofii Platona.

Sokrates w istocie używał pewnej formy sofistyki, by wyłożyć swoje myśli. Lecz nigdy nie przyjął drachmy za mądrość, którą się dzielił. Ten brak zapłaty odróżnia go od interesownych sofistów. Sokrates także ni­gdy nie tryumfował, kiedy umiejętnie zwyciężał swego przeciwnika w de­bacie. Poszukiwał Prawdy przez wielkie „P”. Nie robił tego dla samozado­wolenia, bogactwa, sławy ani dla poczucia siły — tak pożądanych przez sofistów. Również nie chwalił się mądrością, podkreślał jedynie swoją niewiedzę i wiecznie wątpiącą naturę. Wyrocznia delficka w sposób nad­przyrodzony ogłosiła Sokratesa najmądrzejszym człowiekiem na świecie. Sokrates odpowiedział, iż gdyby był w rzeczywistości mądrym facetem, byłoby tak dlatego, że tylko prawdziwie mądre osoby przyznają, że tak na­prawdę nic nie wiedzą.

Bezkompromisowe zachowanie i radość z tego, że sprawiał, iż napu­szona osoba wychodziła na głupka, przysporzyły Sokratesowi w Atenach wielu wrogów w wyższej klasie społecznej. To, jak również okropne wid­mo bezbożności, zaważyło na ocenie innych jego czynów. Pewne osoby chciały go pochwycić i w końcu im się to udało. Lecz stary Sokrates filo­zoficznie śmiał się ostatni, pozostając wierny swoim zasadom aż do gorz­kiego końca.

Sokrates

Antyczny świat był miejscem etycznie samowolnym, przepełnionym mo­ralnym relatywizmem i brakiem szacunku dla odwiecznych prawd, kie­dy Sokrates (469 – 399 p.n.e.) pojawił się na scenie. Ta dynamiczna i kon­trowersyjna postać spędziła życie na ateńskim rynku, prowadząc dyskusje z młodymi ateńczykami. Sokrates był klasycznym typem ekscentryczne­go filozofa: nie interesował się swoim wyglądem i, zgodnie ze wszystkimi źródłami, nie był przystojny, lecz zawsze, w każdym miejscu i czasie, go­towy był zaangażować się w filozoficzną debatę.

Pochodzenie

Sokrates pochodził z, jak można by rzec, klasy średniej starożytnych Aten. Jego ojciec był kamieniarzem, a matka położną. Na dobrą sprawę nie wiemy nic o jego młodości. Wiemy, że służył w wojsku w czasie wojny peloponeskiej i wyróżniał się na polu bitwy wielką odwagą i wytrzymałoś­cią fizyczną godną Herkulesa. Wypełniał również obowiązkową służbę publiczną, tak jak większość ateńczyków. Ateny były miastem-państwem, co oznacza to, co słychać — rozmiary miasta, ale równocześnie samo­dzielna nacja. Lojalność i służba państwu były obowiązkowe i w większo­ści przypadków wypełniane bez skarg. Sokrates miał żonę, ale prawie nic o niej nie wiadomo poza tym, że na imię miała Ksantypa.

Sokrates porównywał się do gza, wstrętnego insekta zamęczającego konie żądleniem ich w zady. Koń może machnąć ogonem i przegonić gza, ale giez zawsze wróci. Analogicznie — społeczeństwo było jak zad konia, a Sokrates był nieugiętym gzem. Niestety, społeczeństwo w koń­cu użyło na Sokratesa packi na muchy.

Jako młodzieniec Sokrates prawdopodobnie studiował jońskich filo­zofów natury, włączając Empedoklesa i innych presokratyków. Oczywi­ście nie byli oni wówczas nazywani presokratykami, gdyż Sokrates nie stał się jeszcze punktem zwrotnym w myśli epoki klasycznej. Sokrates znał również dobrze prace sofistów i mógłby używać ich technik z zimną krwią, gdyby chciał. Ostatecznie odrzucił obie szkoły, wierząc, że praw­da nie kłamie w świecie natury i że nie można nią manipulować poprzez słowne i intelektualne sztuczki.

Znamy dzieje Sokratesa od momentu, gdy miał około czterdziestki, aż do jego śmierci w wieku lat siedemdziesięciu. Żyjąc skromnie i korzy­stając ze spadku i subsydiów państwowych, Sokrates był w stanie wieść żywot dżentelmena (w wolnych chwilach) i wykwalifikowanego filozo­fa. Był zarazem najbardziej sugestywnym przykładem „lokalnego kolo­rytu” Aten. Przechadzał się po mieście, konwersując z każdym, kto go zagadnął.