Archive for the ‘Umysł średniowieczny’ Category

I William z Ockham

William z Ockham (1300 – 1349) zasłynął koncepcją znaną jako brzytwa Ockhama. Wierzył, że gdy już w tym szalonym świecie zostanie powie­dziane i zrobione wszystko, to na ogół najprostsza odpowiedź okaże się właściwą.

Brzytwa Ockhama, mówiąc prosto, jest teorią głoszącą wiarę w to, że gdy już w tym szalonym świecie zostanie powiedziane i zrobione wszystko, na ogół najprostsza odpowiedź okaże się właściwą. Ta teoria została powtórzona wielokrotnie w filmie science fiction Kontakt z Jo- die Foster.

Ujmując rzecz nieco bardziej szczegółowo, to, co mówił Ockham — a był to radykalny punkt widzenia w średniowieczu — oznaczało, iż formy Platona i uniwersalia Arystotelesa to nonsens. Istnieje fizycz­na rzeczywistość z konkretnymi rzeczami, tak ożywionymi, jak i nieoży­wionymi. Żyją one w sobie i dzięki sobie. Jakakolwiek doniosłość czy znaczenie przypisywane im przez ludzi pochodzą całkowicie z ludzkich umysłów. Każda zdobyta wiedza pochodzi z doznań zmysłowych i kon­kretnych logicznych konkluzji, jak na przykład intuicyjne spostrzeżenie, by nie wchodzić na urwisko albo nie wsadzać ręki do ognia. Ta filozo­fia była rodzajem nominalizmu. Nominalizm oznacza, że rzeczy takie, jak uniwersalia i formy są tylko nazwami nadanymi przez człowieka po fak­cie. Nie są wcześniej istniejącymi bytami.

Za swego życia Ockham dotarł w swoich poglądach na peryferia he­rezji. Był on jednakże pobożnym chrześcijaninem, który zdefiniował do­czesność papiestwa swoich czasów i wierzył w drakońskie przyrzeczenie ubóstwa w stylu świętego Franciszka z Asyżu. Miał też inne wyprzedzające jego epokę, i stąd trącące herezją, spostrzeżenia, włączając następujące:

  • Kościół nie jest nieomylny.
  • Papieża powinno się móc oskarżać.
  • Powinno się pozwolić kobietom odgrywać większą rolę w kościele.
  • Zasady i tantiemy nie istnieją z woli boskiej i powinny zostać ograniczone, jeśli zmieniają się w tyranię.

William z Ockham miał pecha i umarł podczas epidemii czarnej śmierci, lecz gdyby przeżył, jego poglądy mogłyby mu zagwarantować bardziej „płomienną” śmierć.

Jan Duns Szkot

Byli też inni, którzy zaznaczyli swój wkład w rozwój myśli średniowiecz­nej. Jednym z nich był Jan Duns Szkot (1265 -1308). Przezywany był Dok­torem Subtelnym.

To franciszkanin, którzy przejął wiele koncepcji Augustyna, jednak różnił się od niego w wielu sprawach. Między innymi w postrzeganiu po­trzeby iluminacji. Jan Duns Szkot uważał, iż ludzie posiadają intelekt po­zwalający im pojąć Boga i jego cuda bez niebiańskich podpowiedzi. Ponie­waż był duchownym i człowiekiem swoich czasów, uznawał dogmaty i nie kwestionował ich. Odwrócił pojęcie uniwersaliów, sugerując, że istnieją

jako formy (w umyśle Boga) i są częścią fizycznych przedmiotów, jakie reprezentują (postrzeganych przez umysł człowieka). O ile dla Tomasza z Akwinu intelekt przeważa nad wolą ludzką, o tyle dla Szkota wola jest ważniejsza od intelektu. Ta różnica zdań doprowadziła do słynnej śred­niowiecznej debaty znanej jako wielki spór tomistów ze szkotystami.

Roger Bacon

Kolejnym ważnym filozofem wieku był Roger Bacon (1214 – 1294). Ba­con był franciszkaninem uważanym za prekursora współczesnych na­ukowców. W swoim dziele Opus major próbował włączyć matematykę i lin­gwistykę do teologii i filozofii.

Bacon uważał, iż istnieją trzy drogi do zdobycia wiedzy: autorytet, ro­zum i doświadczenie. Dzieli on doświadczenie na wewnętrzne i zewnętrz­ne. Doświadczenie zewnętrze to świadomość fizycznej rzeczywistości i świata zmysłów. Doświadczenie wewnętrzne jest podobne do ilumina­cji w rozumieniu Augustyna — drobnej pomocy ze strony sił wyższych.

Tomasz z Akwinu

Tomasz z Akwinu (1225 -1274) to główny myśliciel katolicki, który chciał „schrystianizować” filozofię Arystotelesa, tak jak św. Augustyn „schrystianizował” neoplatonizm. Ku radości wielu rozwiązał on również dyle­mat rozumu i wiary.

Myślenie Augustyna było w jego czasach akceptowane i nie czyniło rozróżnienia pomiędzy filozofią a teologią oraz twardo trzymało się kon­cepcji iluminacji. Innymi słowy, dla postępu intelektualnego niezbędna była boska interwencja.

Tomasz z Akwinu odrzucił zarówno koncepcję iluminacji, jak i dwóch prawd. Za Awerroesem wierzył, że religia i rozum nie muszą być odrębnymi prawdami. Nie może być dwóch przeciwstawnych, rywalizu­jących prawd — jest tylko jedna prawda. Filozofia i teologia nie znajdują się w opozycji, są wobec siebie równoległe. Niektóre rzeczy są zrozumia­łe same przez się, a inne wymagają odrobiny wiary.

Teoria podwójnej prawdy Awerroesa zakładała, iż teologia i filozofia wzajemnie się wykluczają. Istnieje prawda filozofii i prawda teologii, ale są to prawdy równoległe.

Tomasz z Akwinu bardziej od myśli Augustyna cenił ludzki intelekt. Ludzie nie potrzebowali boskiej interwencji, aby mieć głębokie przemy­ślenia. Można wyobrazić sobie formę poprzez obserwację rzeczywisto­ści. Możemy stworzyć materialne odpowiedniki form piękna i prawdy bez niebiańskiej pomocy. Ludzie mogą naprawdę pojąć formy, ponie­waż, za Arystotelesem, Tomasz uważał, iż forma jest zamknięta w swo­ich materialnych przejawach i nie jest jakimś osobnym bytem krążącym w innym wymiarze. Nieco ujmując Arystotelesowi, z odrobiną chrześci­jańskiej dumy Tomasz wyrażał przekonanie, że skoro taki „poganin” jak Arystoteles mógł to wszystko wymyślić, to z pewnością są do tego zdolni i chrześcijanie. Stary Arystoteles nie korzystał przecież z boskiej pomocy z racji swojego pogaństwa.

Kolejnym wkładem Tomasza z Akwinu było jego holistyczne podej­ście do ciała-umysłu-ducha, które składają się na istotę ludzką. Mniej spotkamy u niego twierdzeń w stylu „duch ochoczy, ale ciało słabe”.

Zasłynął on z pięciu dowodów na istnienie Boga:

  • Skoro ruch jest realny, przynajmniej w ludzkim postrzeganiu, to dla każdego ruchu musi istnieć jakaś siła ten ruch powodująca. Cofnijmy się wystarczająco i oto pierwszy poruszyciel — Bóg.
  • Podobnie, nowe rzeczy pojawiają się co chwilę. Każda rzecz ma swą przyczynę i idąc wstecz, napotkamy pierwszą przyczynę sprawczą — Boga.
  • Jeśli byty nie istnieją w sposób konieczny (pojawiają się na świe­cie i przemijają, zależą od czegoś innego), musi istnieć byt ko­nieczny, niezależny od czegokolwiek innego — Bóg.
  • Jeśli spojrzawszy dookoła siebie zauważymy, iż rzeczy wykazują różną doskonałość, to musi istnieć byt najdoskonalszy będący punktem odniesienia dla wszystkich innych — Bóg.
  • Jeśli celowe działanie jest oznaką rozumności, to ład i porzą­dek w działaniu bytów nieożywionych lub pozbawionych po­znania świadczą o istnieniu Boga — kierującego światem nieożywionym.

Ruch, przyczyna, ciągłość, doskonałość i porządek to pięć dowodów na istnienie Boga Tomasza z Akwinu. Wielu je lekceważyło, ale w swoim czasie były hitem.

Tomasz zrobił dla Arystotelesa to, co Augustyn dla Platona — spra­wił, że „pogański” filozof i jego poglądy bez zgrzytów zostały wkom­ponowane w nauki kościoła katolickiego. Akwinata jest przez wielu postrzegany jako ten, który skutecznie „załatał” lukę pomiędzy wiarą a rozumem.

Kolejnym problemem średniowiecznej filozofii obok dylematu wia­ry i rozumu były uniwersalia. Uniwersalia (formy w ujęciu Arystotele­sa) to próba usensownienia koncepcji platońskich. Platon uważał, iż formy były boskimi bytami (prawdą, pięknem i tak dalej) istniejącymi gdzieś w eterze i że ich ziemskie przejawy były tylko cieniami tych doskonałych form. Arystoteles uważał, iż uniwersalia kryją się w obiektach materialnych i nie są bytami odrębnymi.

Ponieważ w wiekach ciemnych i średniowieczu zapomniano wiele pism Platona i Arystotelesa, które przywrócił dopiero renesans, średnio­wieczni filozofowie debatowali nad tym problemem na okrągło. Akwinata doszedł do tej samej konkluzji co Arystoteles, tylko dziewięćset lat później.

Akwinata zgadza się także z poglądem Arystotelesa, iż fizyczna rze­czywistość jest złożona jednocześnie z aktu (co to jest) i możliwości (czym się stanie). To jest zasada Arystotelesa-Akwinaty. Fizyczna rzeczywistość składa się także z materii i formy — teorii uniwersaliów Arystotelesa.

Akwinata dzielił wiedzę na dwa stopnie, zmysłowy i umysłowy. Wie­dza zmysłowa jest zwykłą świadomością czegoś, na przykład skały. Wie­dza umysłowa „rozumie” abstrakcyjną koncepcję skały. Dzielił wiedzę umysłową na trzy procesy: abstrakcję, osąd i wnioskowanie.

Choć Akwinata zmarł młodo (miał zaledwie pięćdziesiąt lat), jego wkład tak w filozofię, jak i w teologię jest znaczący. Jego dorobek jest ogromny, tak samo zresztą jak obwód jego brzucha. Został nagrodzo­ny pośmiertnie uświęceniem przez kościół katolicki i nawet świeccy hu­maniści nie przestają się zdumiewać jego bystrym intelektem i wkładem w filozofię.

Argument ontologiczny Anzelma

Anzelm z Canterbury (1033 – 1109) to benedyktyn i nauczyciel, który ostatecznie został arcybiskupem Canterbury, co jest najwyższym urzę­dem religijnym w Anglii. Był najważniejszym filozofem swojego stulecia. Szukał rozróżnienia pomiędzy filozofią a teologią. Jego słynna maksyma to: „Credo ut intelligentiam”, co oznacza: pierzę, że mogę zrozumieć”. Wiara ma pierwszeństwo, a zrozumienie świata znajdującego się dookoła jest drugorzędne i musi być wypełnione wiarą, aby móc dotrzeć do praw­dziwego sedna rzeczy.

Anzelm rozwijał opartą na wierze filozofię Augustyna i przeniósł ją na wyższy poziom. Zasłynął jako twórca argumentu ontologicznego „dowodzącego” istnienia Boga, który fascynował jego następców. Nosi on nazwę argumentu ontologicznego Anzelma. Słowo „ontologiczny” jest definiowane jako „dotyczący lub odnoszący się do argumentu na istnie­nie Boga przy założeniu, że istnienie koncepcji Boga obejmuje egzystencję Boga”. Innymi słowy, myślenie o czymś przywołuje to coś do istnienia.

Anzelm zaczyna od cytatu z Psalmu 14: „Głupcy mówią do siebie: »Nie ma Boga«”. Anzelm mówi na to, że nawet głupiec może sobie wyobrazić coś, co jest tak wielkie, że „nie można sobie wyobrazić nic większego”. Je­śli coś może być wyobrażone w umyśle człowieka, to może istnieć. Nawet głupiec czy heretyk mają jakieś wyobrażenie Boga. Oczywiście dla dobra rozumowania nazywa on Boga najdoskonalszą istotą, jaka może istnieć. Anzelm sugeruje, że istnieje wewnętrzna sprzeczność w negowaniu istnie­nia Boga. Żeby zakwestionować istnienie Boga, musimy mieć jakieś jego wyobrażenie. Jeśli ograniczony umysł człowieka jest zdolny do spekulacji na temat istnienia tak doskonałego bytu, to byt ten musi istnieć.

Grzech pierworodny

Ze względu na „bujne” życie prowadzone w młodości Augustyn był bar­dzo świadomy pokus cielesności. Mocno wierzył w grzech pierworodny. Jest oto oczywiście niechciany prezent od Adama i Ewy, jak to opisano w starotestamentowej księdze Genezis. Ewa zjadła jabłko z podszeptu węża — szatana. Augustyn, chociaż przyjmuje teorię grzechu pierworodnego, ma inną koncepcję natury zła.

Podstawowe pytanie brzmi: „Jeśli doskonały i doskonale dobry Bóg stworzył świat, to jak może mieć miejsce podobne zło?”. Podpierając się Platonem, Augustyn stwierdza, że zło nie jest diaboliczną siłą drążącą du­sze grzeszników, a po prostu nieobecnością dobra.

Augustyn, później uświęcony, był pierwszym filozofem i teologiem chrześcijańskim, który starał się przystosować esencję filozofii Platona do dogmatów kościelnych. W młodości wiódł życie libertyna i zasłynął modlitwą„Boże, daj mi czystość… ale jeszcze nie teraz”.

Nie każdy chrześcijanin zgadza się z tym poglądem. Nawet dzisiaj, zależnie od tego, z kim rozmawiamy, wielu współczesnych chrześcijan będzie utrzymywać, że piekło jest legendarną gorejącą czeluścią, a nie po prostu nieobecnością Boga. Niezdolność do grzania się w cieple bo­skiej miłości na wieczność jest wystarczająco przerażającą perspektywą dla wierzących. Mamy wolną wolę, aby moc wybrać światło, ale jeśli po­winie nam się noga i popadniemy w ciemności grzechu, to nie będziemy mogli winić nikogo prócz siebie. Taka jest cena wolnej woli. Tak jak do­bro jest nagrodą samą w sobie, tak grzech jest karą samą w sobie — upad­kiem w otchłań nicości — ponieważ, według Augustyna, nieobecność dobra to przerażająca pustka. Grzesznik sam krzywdzi się bardziej niż ja­kąkolwiek ofiarę swoich grzechów i tylko boska łaska może go ocalić.

Bóg i wolna wola

Jedną z najstarszych zagadek, nad którymi łamią sobie głowę laicy i te­ologowie, jest pytanie: „Skoro Bóg jest wszechwiedzący i wszechmocny, to jak to pogodzić z istnieniem wolnej woli i zła na świecie?”. Jeśli Bóg z wyprzedzeniem wie, co zrobią ludzie, i pozwala na to, to pozwala na ist­nienie zła i ludzie nie mogą być pociągani do odpowiedzialności za swo­je działania, ponieważ te działania istniały w boskim umyśle na eony przed ich (ludzi) narodzinami.

Augustyn sugeruje, iż czas mierzony przez ludzi nie ma znaczenia dla Boga. Bóg funkcjonuje w wieczności, gdzie czas linearny nie ma zna­czenia. Nie ma przeszłości i przyszłości. Jest tylko wieczna teraźniejszość, wielkie teraz.

W dzisiejszym zmiennym świecie bardzo modne są newage’owe ha­sła „życia w danej chwili”. Ludzie często na próżno tego próbują. Wczo­raj jest historią, a jutro tajemnicą — mówi stare przysłowie. Wedle Augu­styna to naturalny stan Boga. Czas linearny jest iluzją i ograniczeniem niedotyczącym Boga. Jego nieskończona wiedza i omnipotencja nie mają wpływu na naszą wolną wolę. Naturę ludzką charakteryzuje osobista od­powiedzialność. Bóg ma jednak za zadanie pomóc nam w odnalezieniu siebie. Tak więc możemy jedynie przypisać sobie część zasługi, gdy postę­pujemy dobrze, i część winy, gdy postępujemy źle.

Augustyn z Hippony

W tamtym czasie wielu filozofów rozsądnie zachowywało swoje prze­myślenia dla siebie. Jednak pojawiło się też kilku znaczących myśli­cieli. Pierwszym wielkim filozofem ery chrześcijańskiej był Augustyn z Hippony (354 – 430 n.e.). Żył w ostatnich latach istnienia Imperium Rzymskiego, a jego prace stały się pomostem pomiędzy epoką klasyczną a średniowieczem.

Pochodzenie

Augustyn urodził się jako poganin w północnej Afryce. Chociaż był na­ukowcem i nauczycielem, w młodości wiódł życie libertyna. Nie był bez winy i zmagał się ze swoją zmysłowością, ulegając wierze znanej jako ma­nicheizm. Manicheizm był zlepkiem chrześcijaństwa i filozofii perskich i zwracał szczególną uwagę na wieczną walkę dobra ze złem. Szczera au­tobiografia Augustyna Wyznania jest kroniką jego zmagań z wiarą i ziem­skimi przyjemnościami, zawierającą słynną modlitwę „Boże, daj mi czy­stość… ale jeszcze nie teraz”.

Gdy Augustyn się postarzał, manicheizm przestał go zadowalać i zaczął on zgłębiać neoplatonizm — popularnego „rywala” wczesnego chrześcijaństwa. W końcu się nawrócił, został księdzem, a nawet bisku­pem Hippony, miasta położonego na terenie dzisiejszej Algierii.

Jak to zwykle bywa, gdy coś zostanie zinstytucjonalizowane, to z cza­sem się usztywnia. Taki był los scholastyki. Udało się ją jednak oży­wić, a Platonowi zapewnić wielki come back — tuż przed początkiem średniowiecza.

Augustyn wykorzystywał filozofię neoplatońską do obrony, umoc­nienia i afirmacji chrześcijańskiej teologii. W średniowieczu filozofia i wiara mieszały się. Augustyn próbował wyjaśnić wiele z zagadek chrześ­cijaństwa za pomocą filozofii Platona. Oczywiście zaadaptował teorie Platona tak, aby gładko wkomponowywały się w chrześcijańską dogmę.

Pamiętajmy, że „operował” on z pozycji wiary i zalecenia kościoła były dla niego niepodważalne. To był punkt wyjścia jego filozofii, a nie obiekt spekulacji czy dyskusji. Augustyn starał się „schrystianizować” Platona, tak samo jak kolejny święty filozof— Tomasz z Akwinu — starał się po­godzić z chrześcijaństwem Arystotelesa.

Platon mówił o formach, wiecznych prawdach i dobru, Augustyn dodał, że pochodzą one od Boga. Ważniejsza od spekulacji i intelektu­alnych dążeń była boska iluminacja. Innymi słowy, Augustyn wierzył, że prawdziwa wiedza nie pochodzi tylko z mózgu człowieka. Niezbędna jest drobna boska interwencja.

Kościół katolicki i filozofia

W okresie ciemnych wieków kościół katolicki utrwalił swoją pozycję do­minującej religii zachodniego świata. Teologia chrześcijańska posługuje się pojęciem dogmy. Dogma to doktryna wierzeń uważanych za prawdy absolutne, narzucanych odgórnie w sposób autorytarny.

Wzrost roli kościoła katolickiego można podzielić na trzy fazy:

  • Fazę ewangelizacyjną, podczas której misjonarze szerzyli nową wiarę. Słowo szerzyło się jak ogień i bardzo szybko zajęło miej­sce oficjalnej religii Cesarstwa, wcześniej będąc jego główną „Nemezis”.
  • Fazę patrystyczną — okres od drugiego do ósmego wieku. W tym czasie przywódcy kościoła skodyfikowali i usystematy­zowali dogmę. Wybrali cztery ewangelie opisujące życie Jezusa i nadali im miano oficjalnych. Zależnie od tego, jak na to spoj­rzeć, kościół albo bronił się przed poganami i heretykami, albo niszczył wszystkich tych, którzy nie zgadzali się z oficjalną li­nią, nazywając ich bluźniercami i wysyłając na stos.
  • Fazę scholastyczną, która trwała mniej więcej od dziewiątego do szesnastego wieku. W tym okresie chrześcijańska filozofia ewoluowała w oparciu o prace Platona i Arystotelesa przysto­sowane jednak do dogmatów chrześcijańskich. Synteza filozofii i teologii była główną szkołą myślenia w średniowieczu i na za­wsze odmieniła świat.

Scholastyka miała swój początek na uniwersytetach w Paryżu i Oksfor­dzie. Jej główne hasło brzmiało: „Naucz się wszystkiego”, co było celem bardzo szlachetnym i dowodziło otwartości umysłu. Na tych uniwersy­tetach opracowano pierwsze programy studiów, na podstawie których ułożono współczesne programy nauczania sztuk wyzwolonych. To właś­nie tam miało miejsce„przesunięcie”od Platona do Arystotelesa.