Archive for the ‘Zbliżając się do współczesności’ Category

Gottfried Leibniz

Gottfried Leibniz (1646 -1716) odrzucał panteizm i traktowanie człowie­ka jako jednej marnej propozycji we wszechświecie. O ile Spinoza mó­wił o propozycjach, to Leibniz wierzył, że świat stworzony jest z czegoś, co nazywał monadami. Leibniz postulował, iż jedynym bytem, który ma dostęp do wszystkich monad, jest Bóg. Stąd Bóg zna wszystkie odpo­wiedzi, a tak wielka część życia jest dla człowieka tajemnicą. Mamy do­stęp tylko do kawałka zawiłych puzzli, jakie tworzą rzeczywistość, lecz Bóg widzi ją w całości.

Tak jak Kartezjusz i Spinoza, Leibniz miał umysł matematyka i uwa­żał zwierzęce pasje za przeszkodę. Kartezjusz, Spinoza i Leibniz szano­wali logikę.

Leibniz postulował kilka zasad logiki, które, jak wierzył, kierowały światem:

  • Zasada niesprzeczności: Sprzeczność jest z natury fałszywa.
  • Zasada wystarczającej przyczyny: Wszystko dzieje się z jakiejś przyczyny, choć może ona pozostać dla nas tajemnicą.
  • Zasada orzekania: Wszystko, co orzeka o rzeczy, jest zarazem częś­cią tego, czym ta rzecz jest, a nie tylko tym, co się jej zdarzyło.
  • Zasada tożsamości nierozróżnialnego: Wszystko jest unikalne. Nic nie jest dokładnie takie samo. Gdyby dwie rzeczy były iden­tyczne, byłyby jedną i tą samą rzeczą.
  • Zasada najlepszego świata: Ten świat jest najlepszym z możli­wych. Bóg stworzył go jako skończoną logikę i prostotę. Poprzez sugestię, iż jest to „najlepszy z możliwych światów” Leibniz nie chciał powiedzieć, iż był on wielką i wspaniałą Utopią. Miał na myśli to, iż świat był jak wysoce logiczny, doskonale funkcjo­nujący superkomputer.

Baruch Spinoza

Baruch Spinoza (1632 – 1677) wierzył w panteizm, który oznaczał obec­ność Boga we wszystkich rzeczach. Uważa się, że swego rodzaju panteistami byli antyczni druidzi. Panteistami są zatem również współcześ­ni newage’owi ekolodzy obejmujący drzewa Ta forma czczenia natury sprawiła, iż zaczęły go podejrzewać wszechwidzące oczy chrześcijań­skich autorytetów. Fakt, iż został wychowany jako ortodoksyjny Żyd, także nie spodobał się chrześcijańskim autorytetom. A przywódcy ży­dowscy wyrzucili go za panteistyczne poglądy. I tak Spinoza został czło­wiekiem bez religii.

Podobnie jak Kartezjusz, zmagał się z koncepcją substancji. Karte­zjusz nazywał nieskończoną substancję Bogiem, Spinoza — naturą. Jego przekonanie, że Bóg jest naturą i że ta natura jest jedyną substancją zdol­ną przekształcać się w różne formy zwane przez niego propozycjami, nie jest bardzo odległe od koncepcji presokratyków-monistów.

Panteizm jest wiarą w to, że Bóg jest naturą — we wszystkim wokół nas i bez przerwy. Oskarżony o panteizm Baruch Spinoza został schwy­tany za „najgorszą z możliwych duchowych wiar”. Zaprzeczał istnieniu duszy po śmierci i wierzył, iż światem rządziło przeznaczenie.

Jak Kartezjusz, Spinoza unikał pasji, wierząc, że wchodziły one w dro­gę wewnętrznemu spokojowi. Wierzył w akceptację własnego losu w życiu oraz w to, że jesteśmy częścią (jakkolwiek nieistotną) kosmicznego obra­zu całości (choć bezosobowo), a także szczęśliwymi, anonimowymi pro­pozycjami pośród wielu innych propozycji, co powinno przynieść nam przynajmniej odrobinę spokoju. Nie trzeba mówić, iż wielu się z tą filo­zofią nie zgadzało.

Thomas Hobbes

Najsłynniejsza praca Hobbesa nosi tytuł Lewiatan. W języku Biblii lewiatan oznacza wielką bestię podobną do tej, która połknęła Jonasza. (Bi­blia nie precyzuje nigdy, iż był to wieloryb, a Biblia Króla Jakuba mówi właściwie, iż była to „wielka ryba”). Tytułowy lewiatan to społeczeństwo w stanie nieporządku. Hobbes uważał, iż bez narzucenia mu porządku społeczeństwo ulegnie gwałtownej samodestrukcji. Uważał, iż porządek był istotny — porządek zdecydowanie faszystowskich upodobań uczy­niony twardą ręką rządzących. Za jego czasów rządzącymi byli monar­chowie: królowie, królowe i wybrani potentaci, którzy żyli z ciężkiej pracy innych i nazywali to swoim boskim prawem. Dlaczego kilku uprzywile­jowanych miałoby cieszyć się wygodami, podczas gdy reszta paskudnych i brutalnych ludzi miałaby wieść życie krótkie? Ponieważ Bóg tak chciał, brzmiało wygodne wytłumaczenie.

Thomas Hobbes jest znany z opinii, iż życie jest „paskudne, brutalne i krótkie”, a także z książki Lewiatan. Lewiatan Hobbesa to społeczeń­stwo w stanie nieporządku. Hobbes uważał, iż bez narzucenia mu po­rządku społeczeństwo ulegnie gwałtownej samodestrukcji, a najlep­szym porządkiem jest dyktatura.

W czasie gdy monarchowie tkwili zaniepokojeni na swych purpuro­wych poduszkach, a złowrogi wiatr zmian wichrzył ich bogato zdobio­ne gobeliny, Hobbes oddzielił się od wszystkich. Nie miał żadnych przy­jaciół pomiędzy przyjaciółmi wolności, ponieważ popierał monarchię, zaś monarchę uraził tym, że odrzucił teorię boskiego prawa. Uważał, iż twarde rządy były wybierane przez kolektywne i nieświadome zwierzch­nictwo, a nie przez Boga. Nazywał tę sytuację kontraktem społecznym. Jest on konieczny, by społeczeństwo mogło przetrwać, i musi być wystarcza­jąco surowy, by utrzymać pod kontrolą genetycznie predysponowanych do barbarzyństwa ludzi. Świat Hobbesa był dręczony wojną domową, po­nadto uważał on, że drakońska dyktatura mogłaby ocalić ludzkość przed samą sobą.

Hobbes utrzymywał, że modus operandi ludzkości zakorzeniony był w samolubności. W życiu przetrwają samolubni i odnoszący sukcesy kosztem innych. Nawet altruizm to mit. Altruizm, czy też filozofia życz­liwości i pomocy innym, był przez Hobbesa potępiany. Nie ma, według Hobbesa, rzeczy takiej, jak niesamolubne działanie. Bycie życzliwym karmi Twoje własne ego. Działania samarytanina podnoszą Twoją pozy­cję społeczną albo chronią przed socjalnym ostracyzmem.

Hobbes dożył podeszłego wieku dziewięćdziesięciu lat, bez wątpie­nia pozostając cynicznym i ekscentrycznym starym dziadem, który prze­ganiał dzieci sąsiadów z własnego podwórka. Dla niego musiały być one miniaturą naturalnego środowiska człowieka, które postrzegał jako pry­mitywną anarchię.

Cogito ergo sum

Znasz na pewno łacińskie powiedzenie „Cogito ergo sum” przetłuma­czone na polski. To prawdopodobnie najsłynniejsza maksyma w historii filozofii. „Myślę, więc jestem” stało się zbiorowym płaczem współczes­nej filozofii.

Wszystko może być zakwestionowane, ale jedna rzecz pozostaje fak­tem: myślenie myśliciela. Samoświadomość. Według Kartezjusza mo­żesz liczyć przynajmniej na jedną rzecz w tym nieobliczalnym świecie: gdziekolwiek pójdziesz, tam się znajdziesz.

Kartezjusz próbował następnie wykorzystać swe odkrycia, by udowod­nić istnienie Boga. Stosował ontologiczne argumenty podobne do tych, wykorzystywanych przez św. Anzelma kilka wieków wcześniej. Kartezjusz użył następujących argumentów, by „udowodnić” istnienie Boga:

  • „Myślę, więc jestem — dowodzi, iż istnieję, lecz jestem niedosko­nałym, pełnym wad śmiertelnikiem. Gdybym był własnym stwór­cą, oczywiście stworzyłbym siebie doskonale. To dowodzi, iż nie stworzyłem siebie, a skoro to nie ja, to kto mnie stworzył? Bóg”.
  • „Mam pojęcie, czym jest doskonałość, choć nie jestem doskona­ły. Dobrze, skąd więc pochodzi świadomość doskonałości? Nie ode mnie oczywiście. W końcu jestem niedoskonały, a doskona­łość nie może pochodzić od czegoś tak mało doskonałego, jak ja. Musi więc istnieć byt doskonały i jest nim Bóg”.

Udowodniwszy, iż on sam istniał, i „udowodniwszy” istnienie Boga, przynajmniej dla własnej satysfakcji, Kartezjusz zwrócił uwagę na natu­rę rzeczywistości. Według niego na rzeczywistość, jaką znamy, składają się dwa elementy. Nazwał je substancjami. Myśl jest istotą naszego ducha, a rozciągłość istotą naszego ciała. Dodał, iż nie wszystkie myśli pochodzą z doświadczeń zmysłowych, lecz niektóre z nich mieszkają w umyśle, go­towe się udostępnić. Kartezjusz nazywa te myśli wrodzonymi. Idee śmier­telności, matematyczne, logiczne i idea Boga są myślami wrodzonymi. Są one podobne do teorii form Platona. Są też, według Kartezjusza, dwa inne rodzaje myśli: przypadkowe, pochodzące od naszych doświadczeń zmysłowych, i fikcyjne, które są tym, o czym mówi ich nazwa.

Choć był naukowcem i matematykiem, Kartezjusz brzmiał jak św. Paweł, kiedy mówił o rozdzieleniu ciała od umysłu czy też o dualizmie. Miał mechanistyczny pogląd na świat fizyczny, a umysł postrzegał jako przepełniony duchem. Kartezjusz uważał, iż ciało bez duszy mogło być wciąż chodzącym, mówiącym, ożywionym bytem podobnym do andro­ida. Uczucia — czy pasje, jak je nazywał — są wytwarzane przez ciało. Nie należy im ufać i najlepiej trzymać je pod kontrolą. To filozoficzna wersja wiary z Nowego Testamentu mówiąca, że „duch jest wolą, a ciało jest sła­be”. To, że umysł może wiedzieć o rzeczach, choć ich nie doświadcza, na­zywane jest racjonalizmem.

Kartezjusz był racjonalistą, co oznacza, iż wierzył, że można wiedzieć o rzeczach bez odczuwania ich zmysłami. Te przekonania, niewynikające z doświadczenia, nazywane są wrodzonymi myślami czy też pier­wotnymi myślami. Inne informacje uzyskane dzięki zmysłom nazywa­ne są drugorzędnymi.

Kartezjusz wahał się początkowo przed publikacją swoich teorii, po­nieważ silnie przypominały one teorie Galileusza, a bardzo nie chciał, by Tomasso de Torąuemada, Wielki Inkwizytor, zapukał do jego drzwi. Lecz w końcu je opublikował, a następnie wstrząsnął fundamentami koś­cioła poprzez szybkie uderzenie reformacji i rewolucji naukowej.

Kartezjusz

Francuski filozof Kartezjusz (1596 – 1650) często nazywany jest ojcem współczesnej filozofii. Zaczął karierę jako matematyk i przypisuje mu się stworzenie geometrii analitycznej. Był również szanowanym fizykiem. Kartezjusz był wierzącym katolikiem, lecz osobiście sądził, iż kościół jest w błędzie, przejawiając opór przed naukowcami, a także był przeciwny ich prześladowaniu. Wiedział, że ci ludzie i ich filozofie były drogą ku przy­szłości, i jeśli kościół nie zdoła tego zaakceptować, tylko na tym ucierpi.

Wszędzie zwątpienie

Kartezjusz chciał ni mniej ni więcej tylko dokonać radykalnej rewizji po­dejścia do wiedzy. Zaczął od zwątpienia jako przesłanki. Zdecydował się wątpić we wszystko. Uważał, że wszystko, co wiedział, lub wydawało mu się, że wiedział, pochodziło od zmysłów, a doświadczenia zmysłowe są z natury podejrzane. To jest klasyczny punkt wyjścia sceptyków.

Kartezjusz wahał się przed publikacją większości swoich prac, gdyż popierał w nich odkrycia Galileusza. W końcu „ukrył” swoje kontrower­syjne teorie w książce filozoficznej zwanej Medytacje o filozofii pierw­szej, którą zadedykował lokalnym władzom kościoła, starając się im przypodobać.

Kartezjusz szybko odkrył, iż wątpić we wszystko, to jakby balanso­wać na krawędzi obłędu. Zaczął uważać, iż nie jest w stanie określić na­wet, czy to jawa, czy sen. Nie ma całkowitej pewności, nawet w królestwie matematyki. Pogląd ten został nazwany hipotezą snu i jest wyrazem skraj­nego sceptycyzmu.

Kartezjusz zaczął spekulować, iż być może nie ma miłosiernego Boga kierującego wszystkim ze swego niebieskiego tronu. Być może jest tam szatan, który robi nam pranie mózgu, tak byśmy wierzyli, że wszyst­ko, co widzimy i odczuwamy, to rzeczywistość, a tak naprawdę to iluzja wymyślona przez ten diabelski byt. Ten pogląd nazwany został hipote­zą (złośliwego) demona.

Francis Bacon

Brytyjski polityk i biznesmen, żył w latach 1561 – 1626. Prezentował na­ukowe podejście do filozofii. Badał świat jako empiryczny obserwator i próbował unikać wnoszenia własnych przesądów i przed-sądów do swo­ich badań.

Bacon uważał, iż aby prawdziwie zrozumieć świat, musimy najpierw być świadomi licznych przeszkód i złudzeń, które utrudniają nam jasne widzenie. Złudzenia te określił mianem idoli:

  • złudzenia plemienne (idola tribus) — wynikające z natury ludzkiej, wspólne wszystkim ludziom przekonania o własnej ważności i skłonność do brania dosłownie obserwacji zmysłowych. Innymi słowy, nie wszystko, co widzimy, jest takie, jakie się wydaje, i trze­ba mieć tego świadomość.
  • złudzenia jaskini (idola specus) — przesądy jednostek spowodo­wane wpływem wychowania i środowiska. Krótko mówiąc, ni­gdy niczego nie zakładaj.
  • złudzenia rynku (idola fori) — powodowane przez niedokładność, nieadekwatność i wieloznaczność pojęć oraz niedoskonałość ję­zyka. Z ich powodu nie jesteśmy w stanie ani czegoś w pełni do­cenić, ani zrozumieć.
  • złudzenia teatru (idola theatri) — powodowane przez błędne spe­kulacje filozoficzne, których wyniki są przyjmowane jako pew­niki na mocy autorytetu, ale pozostają nieudowodnione.

Bacon uważał, że jeśli tylko dostrzeżemy wpływ tych idoli na nas, bę­dziemy w stanie ich unikać i nasza wiedza o naturze się poszerzy. Tak jak dzisiaj wiele osób wierzy plotkom i legendom krążącym w internecie, tak w czasach Bacona wiele osób wierzyło we wszystko, co wyczytały one w nowo drukowanych książkach. Bacon był bardzo podejrzliwy w sto­sunku do tych kaskad druku i dezinformacji. Uważał, że nie powinno się im ufać. Nawoływał on innych filozofów do odrzucenia swoich prac i zajęcia się naukowym i empirycznym badaniem swojego otoczenia.