Johann Gottlieb Fichte

Żył w latach 1762 – 1814, był wielkim fanem Kanta i bardzo pochleb­nie się o nim wyrażał. Jego książka Próba krytyki wszelkiego objawienia była na wiele sposobów bardziej kantowska niż prace samego Kanta i wiele osób uważało ją za dzieło tegoż. W większości zgadzał się z Kantem, ale nie lubił koncepcji, że ostateczna rzeczywistość na zawsze pozostanie niepoznawalna. Fichte starał się to ominąć, a jego rozwiązanie było dość egoistyczne.

Nie tylko stwierdził, jasno i kontrowersyjnie, że on sam był swoim stwórcą, ale także, że świat był jego własnym tworem.

Był to rodzaj wariacji na temat kartezjańskiego: „Myślę, więc je­stem”, ale w wersji: „Myślę, więc wszystko jest”. Jest w tym olbrzymia dawka egoizmu, ale i determinizm godny powieści Horatio Algera, pole­gający na tym, że skoro tworzymy siebie od zera, to nie możemy winić ni­kogo innego (ani społeczeństwa) za swoje kłopoty. Fichte rozwijał swoją koncepcję ego jako ogniskowej wszystkiego wraz z wiekiem, w końcu do­chodząc do teorii, że istnieje uniwersalne ego, którego wszyscy jesteśmy częścią.

Friedrich Wilhelm Joseph von Schelling

Żył w latach 1775 – 1854, był kontynuatorem myśli Fichtego i zarazem jego krytykiem, co jest częste w przypadku relacji mistrz-uczeń.

Nigdy nie wykorzystał swojego potencjału filozoficznego i na zawsze pozostanie w cieniu Hegla, którego oskarżał o kradzież idei. Był ideali­stą w kleszczach pomiędzy dwoma wybitnymi współczesnymi filozofa­mi, który zagubił się w swoich rozważaniach. Na starość, po śmierci He­gla, miał swoje pięć minut sławy, a jeden z jego studentów, Kierkegaard, został znanym filozofem.


Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.