Zawsze chodzi o czas

Filozofia afrykańska postrzega rodzaj ludzki wyłącznie jako część har­monijnej całości, nie zaś jako pępek wszechświata czy też złośliwy dow­cip natury. Pomiar czasu odbywa się tu nie za pomocą zegarków czy in­nych urządzeń, ale w oparciu o wschody i zachody słońca oraz zmiany pór roku. Nikt nie rozważa teorii Heraklita (wszystko płynie) czy też kon­cepcji Parmenidesa mówiącej, że zmiana jest wyłącznie iluzją i że ta permanencja jest naturalnym stanem rzeczywistości.

Inny wielki europejski spór dotyczący czasu miał miejsce pomiędzy sir Izaakiem Newtonem i Gottfriedem „Monadą” Leibnizem. Newton, wielki siedemnastowieczny naukowiec i matematyk, „odkrywca” grawi­tacji, uznał, że czas nie jest sekwencją zdarzeń składających się na życie, a raczej bytem absolutnym i matematycznym, który pojawia się sam z sie­bie. Leibniz zaś wierzył, że czas konstytuuje następstwo zdarzeń. Nasz sta­ry przyjaciel Arystoteles uważał z kolei, że czas jest częścią wewnętrznego dążenia wszystkich przedmiotów od potencjalności do faktyczności.

W tradycyjnych kulturach afrykańskich i Indian amerykańskich nie do­konuje się pomiaru czasu w ten sposób. Kultury te nie są niewolnikami tykającego zegara. Czas jest mierzony wschodami i zachodami słońca oraz zmianami pór roku.

Afrykanie wierzą, że czas jest po prostu procesem życia. Ponownie widać tu harmonię i holizm filozofii afrykańskiej, które są w niej obec­ne od wielu tysiącleci. Oczywiście w epoce uprzemysłowienia i internetu Afrykanie przejęli wiele zachodnich konceptów. Tak samo jak ludzie Za­chodu są ciągle zaintrygowani filozofiami wywodzącymi się z Afryki oraz tradycjami Indian amerykańskich.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.